Przeklęła w duchu. Dopadł ją. Dawno nie trafiła na przeciwnika, który tak skutecznie by ją spacyfikował. Sytuacja nie przedstawiała się najlepiej. Była przygwożdżona do podłogi i nie mogła wykonać żadnego ruchu, a do tego miała nóż na gardle. Była zdana na jego łaskę.
Z: Mówiłem, że będziesz tego żałować. I co teraz mi powiesz?
Ch: To była dobra walka… Wygrał lepszy.
Z: Taaak…Świetnie się bawiłem.
Ch: Cieszę się że mogłam ciebie zabawić, chociaż przez chwileczkę. Co teraz zamierzasz zrobić? Zabijesz mnie?
Z: Szkoda byłoby takich pięknych oczu.
Powoli ściągnął jej maskę.
Z: Reszta też niczego sobie.
Przejechał palcem po jej policzku.
Znowu próbowała się wyrwać, ale przycisnął ją mocniej.
Z: A! A! A!
Pogroził jej palcem przed nosem.
Z: Leż spokojnie, bo mogę się jeszcze rozmyślić.
Spojrzała na niego hardo.
Z: Teraz wiem też jak wyglądasz, więc nie próbuj niczego głupiego. Bo w innym przypadku znajdę Cie i wypruję flaki. Zrozumiałaś?
Przytaknęła głową.
Ch: Puścisz mnie wolno? Tak po prostu?
Z: Powiedzmy, że mam dzisiaj dobry dzień. Ale musisz mi coś obiecać.
Ch: Tak?
Z: Zapomnij, że mnie widziałaś.
Ch: Słowo harcerza.
Z: Zuch dziewczynka. Słodkich snów.
Ch: CO!?
Nie usłyszała nic więcej. Poczuła jedynie tępy ból głowy.
Tag: simsy
Przeklęła w duchu. Dopadł ją. Dawno nie trafiła na przeciwnika, który tak skutecznie by ją spacyfikował. Sytuacja nie przedstawiała się najlepiej. Była przygwożdżona do podłogi i nie mogła wykonać żadnego ruchu, a do tego miała nóż na gardle. Była zdana na jego łaskę.
Z: Mówiłem, że będziesz tego żałować. I co teraz mi powiesz?
Ch: To była dobra walka… Wygrał lepszy.
Z: Taaak…Świetnie się bawiłem.
Ch: Cieszę się że mogłam ciebie zabawić, chociaż przez chwileczkę. Co teraz zamierzasz zrobić? Zabijesz mnie?
Z: Szkoda byłoby takich pięknych oczu.
Powoli ściągnął jej maskę.
Z: Reszta też niczego sobie.
Przejechał palcem po jej policzku.
Znowu próbowała się wyrwać, ale przycisnął ją mocniej.
Z: A! A! A!
Pogroził jej palcem przed nosem.
Z: Leż spokojnie, bo mogę się jeszcze rozmyślić.
Spojrzała na niego hardo.
Z: Teraz wiem też jak wyglądasz, więc nie próbuj niczego głupiego. Bo w innym przypadku znajdę Cie i wypruję flaki. Zrozumiałaś?
Przytaknęła głową.
Ch: Puścisz mnie wolno? Tak po prostu?
Z: Powiedzmy, że mam dzisiaj dobry dzień. Ale musisz mi coś obiecać.
Ch: Tak?
Z: Zapomnij, że mnie widziałaś.
Ch: Słowo harcerza.
Z: Zuch dziewczynka. Słodkich snów.
Ch: CO!?
Nie usłyszała nic więcej. Poczuła jedynie tępy ból głowy.
Przeklęła w duchu. Dopadł ją. Dawno nie trafiła na przeciwnika, który tak skutecznie by ją spacyfikował. Sytuacja nie przedstawiała się najlepiej. Była przygwożdżona do podłogi i nie mogła wykonać żadnego ruchu, a do tego miała nóż na gardle. Była zdana na jego łaskę.
Z: Mówiłem, że będziesz tego żałować. I co teraz mi powiesz?
Ch: To była dobra walka… Wygrał lepszy.
Z: Taaak…Świetnie się bawiłem.
Ch: Cieszę się że mogłam ciebie zabawić, chociaż przez chwileczkę. Co teraz zamierzasz zrobić? Zabijesz mnie?
Z: Szkoda byłoby takich pięknych oczu.
Powoli ściągnął jej maskę.
Z: Reszta też niczego sobie.
Przejechał palcem po jej policzku.
Znowu próbowała się wyrwać, ale przycisnął ją mocniej.
Z: A! A! A!
Pogroził jej palcem przed nosem.
Z: Leż spokojnie, bo mogę się jeszcze rozmyślić.
Spojrzała na niego hardo.
Z: Teraz wiem też jak wyglądasz, więc nie próbuj niczego głupiego. Bo w innym przypadku znajdę Cie i wypruję flaki. Zrozumiałaś?
Przytaknęła głową.
Ch: Puścisz mnie wolno? Tak po prostu?
Z: Powiedzmy, że mam dzisiaj dobry dzień. Ale musisz mi coś obiecać.
Ch: Tak?
Z: Zapomnij, że mnie widziałaś.
Ch: Słowo harcerza.
Z: Zuch dziewczynka. Słodkich snów.
Ch: CO!?
Nie usłyszała nic więcej. Poczuła jedynie tępy ból głowy.
Pomieszczenie wypełnił zgrzyt stali . To była walka w bliskim starciu. Tak bliskim, ze czuła nawet jego ciężki i gorący oddech. Ich ruchy były szybkie, płytkie oraz precyzyjne, pełne zabójczej determinacji. Każdy sztych spotykał się z unikiem lub kontrą, jeszcze nie polała się pierwsza krew, ale to była tylko kwestia czasu.
Pomieszczenie wypełnił zgrzyt stali . To była walka w bliskim starciu. Tak bliskim, ze czuła nawet jego ciężki i gorący oddech. Ich ruchy były szybkie, płytkie oraz precyzyjne, pełne zabójczej determinacji. Każdy sztych spotykał się z unikiem lub kontrą, jeszcze nie polała się pierwsza krew, ale to była tylko kwestia czasu.
Pomieszczenie wypełnił zgrzyt stali . To była walka w bliskim starciu. Tak bliskim, ze czuła nawet jego ciężki i gorący oddech. Ich ruchy były szybkie, płytkie oraz precyzyjne, pełne zabójczej determinacji. Każdy sztych spotykał się z unikiem lub kontrą, jeszcze nie polała się pierwsza krew, ale to była tylko kwestia czasu.
Stał odwrócony do niej plecami. Nie ulegało wątpliwości, że mieli ten sam cel, więc to mogło oznaczać tylko jedno – walkę. W jej dłoniach błysnęły trójzębne sztylety, zwane sai. Zanim się odwrócił przyjęła bojową pozycję. Tajemniczy jegomość westchnął głęboko.
Z: Możesz jeszcze odejść.
Ch: Odejdę, jeśli wezmę to, co potrzebuję.
Z: I tu pojawia się problem, bo widzisz mi też jest to bardzo potrzebne. Zastanów się dobrze. Drugiej szansy nie dostaniesz.
Ch: Nie będzie potrzebna. Albo oddasz mi ten dokument dobrowolnie, albo szykuj się do walki.
Roześmiał się cicho, co jeszcze bardziej ją poirytowało. Już sama propozycja była bezczelna, a co dopiero mówić o jego kpiarskim uśmieszku. Zacisnęła mocniej dłonie na rękojeściach sai. Zaraz zetrze mu ten głupi uśmieszek z twarzy.
Z: Jak sobie życzysz, ale będziesz tego żałować.
Wyciągnął zza pasa dwa zagięte sztylety. Pierwszy raz widziała takie na oczy. Podobne do maczety, ale znacznie krótsze i z ostrymi końcami. Walka zapowiadała się interesująco. Zmieniła pozycję i dała mu zapraszając gest.
Stał odwrócony do niej plecami. Nie ulegało wątpliwości, że mieli ten sam cel, więc to mogło oznaczać tylko jedno – walkę. W jej dłoniach błysnęły trójzębne sztylety, zwane sai. Zanim się odwrócił przyjęła bojową pozycję. Tajemniczy jegomość westchnął głęboko.
Z: Możesz jeszcze odejść.
Ch: Odejdę, jeśli wezmę to, co potrzebuję.
Z: I tu pojawia się problem, bo widzisz mi też jest to bardzo potrzebne. Zastanów się dobrze. Drugiej szansy nie dostaniesz.
Ch: Nie będzie potrzebna. Albo oddasz mi ten dokument dobrowolnie, albo szykuj się do walki.
Roześmiał się cicho, co jeszcze bardziej ją poirytowało. Już sama propozycja była bezczelna, a co dopiero mówić o jego kpiarskim uśmieszku. Zacisnęła mocniej dłonie na rękojeściach sai. Zaraz zetrze mu ten głupi uśmieszek z twarzy.
Z: Jak sobie życzysz, ale będziesz tego żałować.
Wyciągnął zza pasa dwa zagięte sztylety. Pierwszy raz widziała takie na oczy. Podobne do maczety, ale znacznie krótsze i z ostrymi końcami. Walka zapowiadała się interesująco. Zmieniła pozycję i dała mu zapraszając gest.
Stał odwrócony do niej plecami. Nie ulegało wątpliwości, że mieli ten sam cel, więc to mogło oznaczać tylko jedno – walkę. W jej dłoniach błysnęły trójzębne sztylety, zwane sai. Zanim się odwrócił przyjęła bojową pozycję. Tajemniczy jegomość westchnął głęboko.
Z: Możesz jeszcze odejść.
Ch: Odejdę, jeśli wezmę to, co potrzebuję.
Z: I tu pojawia się problem, bo widzisz mi też jest to bardzo potrzebne. Zastanów się dobrze. Drugiej szansy nie dostaniesz.
Ch: Nie będzie potrzebna. Albo oddasz mi ten dokument dobrowolnie, albo szykuj się do walki.
Roześmiał się cicho, co jeszcze bardziej ją poirytowało. Już sama propozycja była bezczelna, a co dopiero mówić o jego kpiarskim uśmieszku. Zacisnęła mocniej dłonie na rękojeściach sai. Zaraz zetrze mu ten głupi uśmieszek z twarzy.
Z: Jak sobie życzysz, ale będziesz tego żałować.
Wyciągnął zza pasa dwa zagięte sztylety. Pierwszy raz widziała takie na oczy. Podobne do maczety, ale znacznie krótsze i z ostrymi końcami. Walka zapowiadała się interesująco. Zmieniła pozycję i dała mu zapraszając gest.
Bezszelestnie zsunęła się z okna. Noc dzisiaj była widna, więc pokój rozświetlały promienie księżyca wpadające przez nisko zawieszone okna. Nie była z tego powodu zadowolona. Wolała pracować w ciemnościach, bo wtedy można schować się w cieniu, jeśli zostałaby zaskoczona przez któregoś z domowników. Zanim podeszła do schodów nasłuchiwała jeszcze przez chwilę upewniając się, że na pewno nikt nie wałęsa się po korytarzu. Świetnie znała rozplanowanie pomieszczeń, dzięki informacjom zdobytym przez Logana. Wiedziała również, że musi zejść piętro niżej, później skierować się do ostatniego pokoju po prawej stronie, a w nim odszukać odpowiedni dokument. Bułka z masłem. Robiła to już setki razy. A w zasadzie tysiące razy. Powoli zaczęła schodzić na dół, przy okazji zważając na skrzypiące stopnie. Te akurat wydawały się być w świetnym stanie, ponieważ tylko od czasu do czasu trafiała się luźniejsza deska wydająca z siebie charakterystyczny jęk. Zatrzymała się w połowie drogi znowu nadstawiając uszu. Pokonała ostrożnie kilka stopni. Balustrada na szczęście była wykonana z palików, więc bez problemu mogła rozejrzeć się w sytuacji panującej poniżej. Droga była wolna. Wzięła dwa głębokie wdechy i ruszyła w wyznaczonym kierunku. Zbliżyła się do drzwi, ale zanim weszła do środka kolejny raz upewniła się, że z głębi pokoju nie dobiega nawet szelest. Nacisnęła klamkę. Cel podróży stanął przed nią otworem… nie był jednak pusty tak jak założyła na początku.





















































































