Bezszelestnie zsunęła się z okna. Noc dzisiaj była widna, więc pokój rozświetlały promienie księżyca wpadające przez nisko zawieszone okna. Nie była z tego powodu zadowolona. Wolała pracować w ciemnościach, bo wtedy można schować się  w cieniu, jeśli zostałaby zaskoczona przez któregoś z domowników. Zanim podeszła do schodów nasłuchiwała jeszcze przez chwilę upewniając się, że na pewno nikt nie wałęsa się po korytarzu. Świetnie znała rozplanowanie pomieszczeń, dzięki informacjom zdobytym przez Logana. Wiedziała również, że musi zejść piętro niżej, później skierować się do ostatniego pokoju po prawej stronie, a w nim odszukać odpowiedni dokument. Bułka z masłem. Robiła to już setki razy. A w zasadzie tysiące razy. Powoli zaczęła schodzić na dół, przy okazji zważając na skrzypiące stopnie. Te akurat wydawały się być w świetnym stanie, ponieważ tylko od czasu do czasu trafiała się luźniejsza deska wydająca z siebie charakterystyczny jęk. Zatrzymała się w połowie drogi znowu nadstawiając uszu. Pokonała ostrożnie kilka stopni. Balustrada na szczęście była wykonana z palików, więc bez problemu mogła rozejrzeć się w sytuacji panującej poniżej. Droga była wolna. Wzięła dwa głębokie wdechy i ruszyła w wyznaczonym kierunku. Zbliżyła się do drzwi, ale zanim weszła do środka kolejny raz upewniła się, że z głębi pokoju nie dobiega nawet szelest. Nacisnęła klamkę. Cel podróży stanął przed nią otworem… nie był jednak pusty tak jak założyła na początku.


Bezszelestnie zsunęła się z okna. Noc dzisiaj była widna, więc pokój rozświetlały promienie księżyca wpadające przez nisko zawieszone okna. Nie była z tego powodu zadowolona. Wolała pracować w ciemnościach, bo wtedy można schować się  w cieniu, jeśli zostałaby zaskoczona przez któregoś z domowników. Zanim podeszła do schodów nasłuchiwała jeszcze przez chwilę upewniając się, że na pewno nikt nie wałęsa się po korytarzu. Świetnie znała rozplanowanie pomieszczeń, dzięki informacjom zdobytym przez Logana. Wiedziała również, że musi zejść piętro niżej, później skierować się do ostatniego pokoju po prawej stronie, a w nim odszukać odpowiedni dokument. Bułka z masłem. Robiła to już setki razy. A w zasadzie tysiące razy. Powoli zaczęła schodzić na dół, przy okazji zważając na skrzypiące stopnie. Te akurat wydawały się być w świetnym stanie, ponieważ tylko od czasu do czasu trafiała się luźniejsza deska wydająca z siebie charakterystyczny jęk. Zatrzymała się w połowie drogi znowu nadstawiając uszu. Pokonała ostrożnie kilka stopni. Balustrada na szczęście była wykonana z palików, więc bez problemu mogła rozejrzeć się w sytuacji panującej poniżej. Droga była wolna. Wzięła dwa głębokie wdechy i ruszyła w wyznaczonym kierunku. Zbliżyła się do drzwi, ale zanim weszła do środka kolejny raz upewniła się, że z głębi pokoju nie dobiega nawet szelest. Nacisnęła klamkę. Cel podróży stanął przed nią otworem… nie był jednak pusty tak jak założyła na początku.


Bezszelestnie zsunęła się z okna. Noc dzisiaj była widna, więc pokój rozświetlały promienie księżyca wpadające przez nisko zawieszone okna. Nie była z tego powodu zadowolona. Wolała pracować w ciemnościach, bo wtedy można schować się  w cieniu, jeśli zostałaby zaskoczona przez któregoś z domowników. Zanim podeszła do schodów nasłuchiwała jeszcze przez chwilę upewniając się, że na pewno nikt nie wałęsa się po korytarzu. Świetnie znała rozplanowanie pomieszczeń, dzięki informacjom zdobytym przez Logana. Wiedziała również, że musi zejść piętro niżej, później skierować się do ostatniego pokoju po prawej stronie, a w nim odszukać odpowiedni dokument. Bułka z masłem. Robiła to już setki razy. A w zasadzie tysiące razy. Powoli zaczęła schodzić na dół, przy okazji zważając na skrzypiące stopnie. Te akurat wydawały się być w świetnym stanie, ponieważ tylko od czasu do czasu trafiała się luźniejsza deska wydająca z siebie charakterystyczny jęk. Zatrzymała się w połowie drogi znowu nadstawiając uszu. Pokonała ostrożnie kilka stopni. Balustrada na szczęście była wykonana z palików, więc bez problemu mogła rozejrzeć się w sytuacji panującej poniżej. Droga była wolna. Wzięła dwa głębokie wdechy i ruszyła w wyznaczonym kierunku. Zbliżyła się do drzwi, ale zanim weszła do środka kolejny raz upewniła się, że z głębi pokoju nie dobiega nawet szelest. Nacisnęła klamkę. Cel podróży stanął przed nią otworem… nie był jednak pusty tak jak założyła na początku.