Pomieszczenie wypełnił zgrzyt stali . To była walka w bliskim starciu. Tak bliskim, ze czuła nawet jego ciężki i gorący oddech. Ich ruchy były szybkie, płytkie oraz precyzyjne, pełne zabójczej determinacji. Każdy sztych spotykał  się z unikiem lub kontrą, jeszcze nie polała się pierwsza krew, ale to była tylko kwestia czasu.


Pomieszczenie wypełnił zgrzyt stali . To była walka w bliskim starciu. Tak bliskim, ze czuła nawet jego ciężki i gorący oddech. Ich ruchy były szybkie, płytkie oraz precyzyjne, pełne zabójczej determinacji. Każdy sztych spotykał  się z unikiem lub kontrą, jeszcze nie polała się pierwsza krew, ale to była tylko kwestia czasu.


Pomieszczenie wypełnił zgrzyt stali . To była walka w bliskim starciu. Tak bliskim, ze czuła nawet jego ciężki i gorący oddech. Ich ruchy były szybkie, płytkie oraz precyzyjne, pełne zabójczej determinacji. Każdy sztych spotykał  się z unikiem lub kontrą, jeszcze nie polała się pierwsza krew, ale to była tylko kwestia czasu.


Stał odwrócony do niej plecami. Nie ulegało wątpliwości, że mieli ten sam cel, więc to mogło oznaczać tylko jedno – walkę. W jej dłoniach błysnęły trójzębne sztylety, zwane sai. Zanim się odwrócił przyjęła bojową pozycję. Tajemniczy jegomość westchnął głęboko.
Z: Możesz jeszcze odejść. 
Ch: Odejdę, jeśli wezmę to, co potrzebuję.
Z: I tu pojawia się problem, bo widzisz mi też jest to bardzo potrzebne. Zastanów się dobrze. Drugiej szansy nie dostaniesz.
Ch: Nie będzie potrzebna. Albo oddasz mi ten dokument dobrowolnie, albo szykuj się do walki. 
Roześmiał się cicho, co jeszcze bardziej ją poirytowało. Już sama propozycja była bezczelna, a co dopiero mówić o jego kpiarskim uśmieszku. Zacisnęła mocniej dłonie na rękojeściach sai. Zaraz zetrze mu ten głupi uśmieszek z twarzy. 
Z: Jak sobie życzysz, ale będziesz tego żałować.
Wyciągnął zza pasa dwa zagięte sztylety. Pierwszy raz widziała takie na oczy. Podobne do maczety, ale znacznie krótsze i z ostrymi końcami. Walka zapowiadała się interesująco. Zmieniła pozycję i dała mu zapraszając gest.


Stał odwrócony do niej plecami. Nie ulegało wątpliwości, że mieli ten sam cel, więc to mogło oznaczać tylko jedno – walkę. W jej dłoniach błysnęły trójzębne sztylety, zwane sai. Zanim się odwrócił przyjęła bojową pozycję. Tajemniczy jegomość westchnął głęboko.
Z: Możesz jeszcze odejść. 
Ch: Odejdę, jeśli wezmę to, co potrzebuję.
Z: I tu pojawia się problem, bo widzisz mi też jest to bardzo potrzebne. Zastanów się dobrze. Drugiej szansy nie dostaniesz.
Ch: Nie będzie potrzebna. Albo oddasz mi ten dokument dobrowolnie, albo szykuj się do walki. 
Roześmiał się cicho, co jeszcze bardziej ją poirytowało. Już sama propozycja była bezczelna, a co dopiero mówić o jego kpiarskim uśmieszku. Zacisnęła mocniej dłonie na rękojeściach sai. Zaraz zetrze mu ten głupi uśmieszek z twarzy. 
Z: Jak sobie życzysz, ale będziesz tego żałować.
Wyciągnął zza pasa dwa zagięte sztylety. Pierwszy raz widziała takie na oczy. Podobne do maczety, ale znacznie krótsze i z ostrymi końcami. Walka zapowiadała się interesująco. Zmieniła pozycję i dała mu zapraszając gest.


Stał odwrócony do niej plecami. Nie ulegało wątpliwości, że mieli ten sam cel, więc to mogło oznaczać tylko jedno – walkę. W jej dłoniach błysnęły trójzębne sztylety, zwane sai. Zanim się odwrócił przyjęła bojową pozycję. Tajemniczy jegomość westchnął głęboko.
Z: Możesz jeszcze odejść. 
Ch: Odejdę, jeśli wezmę to, co potrzebuję.
Z: I tu pojawia się problem, bo widzisz mi też jest to bardzo potrzebne. Zastanów się dobrze. Drugiej szansy nie dostaniesz.
Ch: Nie będzie potrzebna. Albo oddasz mi ten dokument dobrowolnie, albo szykuj się do walki. 
Roześmiał się cicho, co jeszcze bardziej ją poirytowało. Już sama propozycja była bezczelna, a co dopiero mówić o jego kpiarskim uśmieszku. Zacisnęła mocniej dłonie na rękojeściach sai. Zaraz zetrze mu ten głupi uśmieszek z twarzy. 
Z: Jak sobie życzysz, ale będziesz tego żałować.
Wyciągnął zza pasa dwa zagięte sztylety. Pierwszy raz widziała takie na oczy. Podobne do maczety, ale znacznie krótsze i z ostrymi końcami. Walka zapowiadała się interesująco. Zmieniła pozycję i dała mu zapraszając gest.


Bezszelestnie zsunęła się z okna. Noc dzisiaj była widna, więc pokój rozświetlały promienie księżyca wpadające przez nisko zawieszone okna. Nie była z tego powodu zadowolona. Wolała pracować w ciemnościach, bo wtedy można schować się  w cieniu, jeśli zostałaby zaskoczona przez któregoś z domowników. Zanim podeszła do schodów nasłuchiwała jeszcze przez chwilę upewniając się, że na pewno nikt nie wałęsa się po korytarzu. Świetnie znała rozplanowanie pomieszczeń, dzięki informacjom zdobytym przez Logana. Wiedziała również, że musi zejść piętro niżej, później skierować się do ostatniego pokoju po prawej stronie, a w nim odszukać odpowiedni dokument. Bułka z masłem. Robiła to już setki razy. A w zasadzie tysiące razy. Powoli zaczęła schodzić na dół, przy okazji zważając na skrzypiące stopnie. Te akurat wydawały się być w świetnym stanie, ponieważ tylko od czasu do czasu trafiała się luźniejsza deska wydająca z siebie charakterystyczny jęk. Zatrzymała się w połowie drogi znowu nadstawiając uszu. Pokonała ostrożnie kilka stopni. Balustrada na szczęście była wykonana z palików, więc bez problemu mogła rozejrzeć się w sytuacji panującej poniżej. Droga była wolna. Wzięła dwa głębokie wdechy i ruszyła w wyznaczonym kierunku. Zbliżyła się do drzwi, ale zanim weszła do środka kolejny raz upewniła się, że z głębi pokoju nie dobiega nawet szelest. Nacisnęła klamkę. Cel podróży stanął przed nią otworem… nie był jednak pusty tak jak założyła na początku.


Bezszelestnie zsunęła się z okna. Noc dzisiaj była widna, więc pokój rozświetlały promienie księżyca wpadające przez nisko zawieszone okna. Nie była z tego powodu zadowolona. Wolała pracować w ciemnościach, bo wtedy można schować się  w cieniu, jeśli zostałaby zaskoczona przez któregoś z domowników. Zanim podeszła do schodów nasłuchiwała jeszcze przez chwilę upewniając się, że na pewno nikt nie wałęsa się po korytarzu. Świetnie znała rozplanowanie pomieszczeń, dzięki informacjom zdobytym przez Logana. Wiedziała również, że musi zejść piętro niżej, później skierować się do ostatniego pokoju po prawej stronie, a w nim odszukać odpowiedni dokument. Bułka z masłem. Robiła to już setki razy. A w zasadzie tysiące razy. Powoli zaczęła schodzić na dół, przy okazji zważając na skrzypiące stopnie. Te akurat wydawały się być w świetnym stanie, ponieważ tylko od czasu do czasu trafiała się luźniejsza deska wydająca z siebie charakterystyczny jęk. Zatrzymała się w połowie drogi znowu nadstawiając uszu. Pokonała ostrożnie kilka stopni. Balustrada na szczęście była wykonana z palików, więc bez problemu mogła rozejrzeć się w sytuacji panującej poniżej. Droga była wolna. Wzięła dwa głębokie wdechy i ruszyła w wyznaczonym kierunku. Zbliżyła się do drzwi, ale zanim weszła do środka kolejny raz upewniła się, że z głębi pokoju nie dobiega nawet szelest. Nacisnęła klamkę. Cel podróży stanął przed nią otworem… nie był jednak pusty tak jak założyła na początku.


Bezszelestnie zsunęła się z okna. Noc dzisiaj była widna, więc pokój rozświetlały promienie księżyca wpadające przez nisko zawieszone okna. Nie była z tego powodu zadowolona. Wolała pracować w ciemnościach, bo wtedy można schować się  w cieniu, jeśli zostałaby zaskoczona przez któregoś z domowników. Zanim podeszła do schodów nasłuchiwała jeszcze przez chwilę upewniając się, że na pewno nikt nie wałęsa się po korytarzu. Świetnie znała rozplanowanie pomieszczeń, dzięki informacjom zdobytym przez Logana. Wiedziała również, że musi zejść piętro niżej, później skierować się do ostatniego pokoju po prawej stronie, a w nim odszukać odpowiedni dokument. Bułka z masłem. Robiła to już setki razy. A w zasadzie tysiące razy. Powoli zaczęła schodzić na dół, przy okazji zważając na skrzypiące stopnie. Te akurat wydawały się być w świetnym stanie, ponieważ tylko od czasu do czasu trafiała się luźniejsza deska wydająca z siebie charakterystyczny jęk. Zatrzymała się w połowie drogi znowu nadstawiając uszu. Pokonała ostrożnie kilka stopni. Balustrada na szczęście była wykonana z palików, więc bez problemu mogła rozejrzeć się w sytuacji panującej poniżej. Droga była wolna. Wzięła dwa głębokie wdechy i ruszyła w wyznaczonym kierunku. Zbliżyła się do drzwi, ale zanim weszła do środka kolejny raz upewniła się, że z głębi pokoju nie dobiega nawet szelest. Nacisnęła klamkę. Cel podróży stanął przed nią otworem… nie był jednak pusty tak jak założyła na początku.


Zbierała rozsypane jabłka, przy okazji zapewniając kramarza, że za nie na pewno zapłaci. Sięgała właśnie po kolejne, kiedy padł na nią długi cień. Spojrzała do góry i zobaczyła znajomą twarz… czy raczej znajomy, wredny pysk. 
L: Nie powinnaś być dla niego milsza? W końcu Ty też dorastałaś na ulicach Windenburgu.
Ch: Moje współczucie nic mu nie pomoże. Jedynie dobra nauczka na przyszłość jest odpowiednią lekcją. Z takimi umiejętnościami daleko nie zajdzie, więc lepiej żeby nie miał złudzeń. Albo się wyćwiczy, albo ktoś szybko utnie mu te niezgrabne łapy.
L: Z tego co pamiętam Tobie na początku szło niewiele lepiej.
Wstała i spojrzała mu w oczy. 
Ch: Tak? Mnie przynajmniej nikt za rękę nie złapał.
L: Jesteś niesprawiedliwa. Rzadko trafia się na drugiego złodzieja. 
Ch: Mylisz się. To świat jest niesprawiedliwy… 
L: Ach! Najlepiej umyć ręce i zwalić wszystko na resztę świata.  Pomyślałaś przez chwilę, że cała sytuacja wyglądałaby inaczej, gdybyś postąpiła inaczej? Mogłabyś mu pomóc, na przykład dać sobie ukraść tę sakiewkę. Dla Ciebie byłaby to niewielka strata, a dla niego…
Ch: I mam to robić za każdym razem, kiedy jakiś wyskrobek będzie próbował mnie okraść? Całego świata nie zbawię. Wolę nie dawać złudnych nadziei na lepszy los komuś, kto tkwi w gównie po same uszy. Tak samo nie mam wpływu na chędożoną sprawiedliwość tego świata. 
L: Trzeba zacząć od małych rzeczy… 
Przerwała mu zanim pociągnął dalej swój umoralniający wywód. 
Ch: Szukałeś mnie? Czy tak po prostu przyszedłeś pieprzyć farmazony?
Na jego miejscu każdy inny obraziłby się słysząc takie słowa, ale znali się zbyt długo, żeby zawracać sobie głowę konwenansami. 
L: Jest mała robota. 
Ch: Opłacalna?
L: Inaczej bym nie proponował. Chodźmy w jakieś ustronniejsze miejsce, żebym mógł Ci zdradzić szczegóły.