Zapadł zmierzch kiedy w końcu dotarła na miejsce. Weszła po schodach i zaczęła szukać na domofonie numeru 2. Była trochę zdezorientowana, bo przy pierwszym przycisku widniała cyfra 3. Zaczęła się zastanawiać czy dobrze trafiła. Sięgnęła do kieszeni, żeby jeszcze raz spojrzeć na kartkę, którą dostała od Amber. Czy to możliwe, że specjalnie podała jej fałszywy adres? Po tym czego się ostatnio o niej dowiedziała, to byłoby wielce prawdopodobne. Rozejrzała się po firmamencie budynku. Tabliczka jasno i wyraźnie informowała, że adres ulicy oraz numer domu się zgadzają. Z zamyślenia wyrwały ją otwierające się z hukiem drzwi. W ostatniej chwili zdążyła odskoczyć, ledwo unikając uderzenia. Opanowała wewnętrznego wkurwa i postanowiła zagaić wychodzącą osobę.
Chris: Przepraszam…
Młody facet, na oko dwudziestokilkuletni spojrzał na nią z poirytowaniem. Najwidoczniej bardzo się spieszył, a Chris zatrzymała go w najmniej odpowiednim momencie.
Lokator: Tak?
Jego ton był oschły i nie zachęcał do uprzejmej wymiany zdań, więc postanowiła walnąć prosto z mostu.
Chris: Gdzie znajduje się lokal numer 2?
Jego wyraz twarzy nagle się zmienił na bardziej pobłażliwy. Uśmiechnął się pod nosem.
Lokator: Szukasz Gavina? Jesteś jego nową… znajomą? Nie widziałem Cię tu wcześniej.
Chris: Nie Twój interes. Powiesz mi gdzie go znajdę, czy mam poszukać sama?
Widziała, że ledwo przełknął jej odpowiedź, ale powstrzymał się od komentarza.
Lokator: Mieszka na dole. Musisz iść w lewo i zejść po schodach na dół. Nie da się nie trafić.
Chris nie czekając aż skończy ruszyła we wskazanym kierunku.
Chris: Dzięki.
Rzuciła przez ramię.
Lokator: Nie ma za co… i miło było poznać.
Zaraz po pracy wybrała się do pobliskiego sklepu. Skoro już miała jego adres, to nic nie stało na przeszkodzie, żeby się z nim zobaczyć. Miała zamiar podrzucić mu butelkę whisky, co wydawało jej się dobrym oraz niezobowiązującym pretekstem do spotkania. Jeśli będzie bardzo zajęty, to tylko wręczy mu torebkę i odejdzie… chyba że zaprosi ją do środka… Na samą myśl czuła lekkie łaskotanie w brzuchu. Nie ulegało wątpliwości, że bardzo chciała zobaczyć go ponownie.
Zaraz po pracy wybrała się do pobliskiego sklepu. Skoro już miała jego adres, to nic nie stało na przeszkodzie, żeby się z nim zobaczyć. Miała zamiar podrzucić mu butelkę whisky, co wydawało jej się dobrym oraz niezobowiązującym pretekstem do spotkania. Jeśli będzie bardzo zajęty, to tylko wręczy mu torebkę i odejdzie… chyba że zaprosi ją do środka… Na samą myśl czuła lekkie łaskotanie w brzuchu. Nie ulegało wątpliwości, że bardzo chciała zobaczyć go ponownie.
Zaraz po pracy wybrała się do pobliskiego sklepu. Skoro już miała jego adres, to nic nie stało na przeszkodzie, żeby się z nim zobaczyć. Miała zamiar podrzucić mu butelkę whisky, co wydawało jej się dobrym oraz niezobowiązującym pretekstem do spotkania. Jeśli będzie bardzo zajęty, to tylko wręczy mu torebkę i odejdzie… chyba że zaprosi ją do środka… Na samą myśl czuła lekkie łaskotanie w brzuchu. Nie ulegało wątpliwości, że bardzo chciała zobaczyć go ponownie.
Amber: Jak Wam idzie? Potrzebujecie pomocy?
Chris: Nie dzięki, właśnie kończymy.
Amber: Ok, gdyby co się działo będę w biurze.
Chris wahała się przez chwilę, ale postanowiła wziąć sobie radę Mathew do serca, więc niepewnie zawołała Amber zanim ta odeszła.
Chris: Amber zaczekaj…
Amber: Tak?
To było trochę krępujące, ale uznała, że nie ma wyboru. Miała pewne obawy co do reakcji Amber, ale już podjęła decyzję, więc teraz musiała swoje postanowienie przerodzić w czyn.
Chris: Słuchaj mam małą prośbę do Ciebie. Mianowicie… czy mogłabyś… dać mi adres Gavina?
Poczuła jeszcze większe skrępowanie, bo tak jak przeczuwała Amber nie była zadowolona z tego co usłyszała. Jej twarz momentalnie stężała, a oczy świdrowały teraz Christine na wylot. To chyba nie był najlepszy pomysł. Nie miała jednak wyboru. Wolała wziąć adres od Amber, niż od Kimberly, która później prawdopodobnie nie dawałaby jej spokoju i wypytywała bez końca o szczegóły oraz przebieg wydarzeń. W każdym razie mimo całej złości Amber w porę się opanowała i nawet próbowała rzucić lekkim tonem:
Amber: Jasne… nie ma problemu. A można wiedzieć po co Ci?
Tego pytania Chris się nie spodziewała. Miała ochotę odpowiedzieć, że to przecież nie jej sprawa, ale w ten sposób raczej nie poprawiłaby zaistniałej sytuacji.
Chris: Ach… no wiesz… muszę mu tylko coś oddać. To niby nic pilnego… ale rzadko go widuję i nie chciałabym zapomnieć… nie chcę mieć wobec niego długu… no wiesz.
Nie mogła uwierzyć, że ten pokrętny bełkot wyszedł właśnie z jej ust. Skarciła siebie w duchu.
Amber: Zaraz Ci zapiszę na kartce i przyniosę.
Chris: Dzięki… nie spiesz się. Jak mówiłam… to nic pilnego.
Amber odwróciła się bez słowa i odeszła szybkim krokiem. Christine odetchnęła głęboko. Poczuła niewysłowioną ulgę.
Amber: Jak Wam idzie? Potrzebujecie pomocy?
Chris: Nie dzięki, właśnie kończymy.
Amber: Ok, gdyby co się działo będę w biurze.
Chris wahała się przez chwilę, ale postanowiła wziąć sobie radę Mathew do serca, więc niepewnie zawołała Amber zanim ta odeszła.
Chris: Amber zaczekaj…
Amber: Tak?
To było trochę krępujące, ale uznała, że nie ma wyboru. Miała pewne obawy co do reakcji Amber, ale już podjęła decyzję, więc teraz musiała swoje postanowienie przerodzić w czyn.
Chris: Słuchaj mam małą prośbę do Ciebie. Mianowicie… czy mogłabyś… dać mi adres Gavina?
Poczuła jeszcze większe skrępowanie, bo tak jak przeczuwała Amber nie była zadowolona z tego co usłyszała. Jej twarz momentalnie stężała, a oczy świdrowały teraz Christine na wylot. To chyba nie był najlepszy pomysł. Nie miała jednak wyboru. Wolała wziąć adres od Amber, niż od Kimberly, która później prawdopodobnie nie dawałaby jej spokoju i wypytywała bez końca o szczegóły oraz przebieg wydarzeń. W każdym razie mimo całej złości Amber w porę się opanowała i nawet próbowała rzucić lekkim tonem:
Amber: Jasne… nie ma problemu. A można wiedzieć po co Ci?
Tego pytania Chris się nie spodziewała. Miała ochotę odpowiedzieć, że to przecież nie jej sprawa, ale w ten sposób raczej nie poprawiłaby zaistniałej sytuacji.
Chris: Ach… no wiesz… muszę mu tylko coś oddać. To niby nic pilnego… ale rzadko go widuję i nie chciałabym zapomnieć… nie chcę mieć wobec niego długu… no wiesz.
Nie mogła uwierzyć, że ten pokrętny bełkot wyszedł właśnie z jej ust. Skarciła siebie w duchu.
Amber: Zaraz Ci zapiszę na kartce i przyniosę.
Chris: Dzięki… nie spiesz się. Jak mówiłam… to nic pilnego.
Amber odwróciła się bez słowa i odeszła szybkim krokiem. Christine odetchnęła głęboko. Poczuła niewysłowioną ulgę.
Wolne dni szybko minęły i trzeba było wrócić do pracy. W sklepie nie było zbyt dużego ruchu, więc zabijali czas robiąc porządki – układając płyty, zdejmując świąteczne ozdoby oraz szykując się do przedsylwestrowego szaleństwa. Wielu klientów wpada wtedy na ostatnią chwilę w poszukiwaniu nowych płyt ze skoczną muzyką lub po kable do podłączenia dawno nieużywanego sprzętu. Na razie jednak było spokojnie. Jej myśli ciągle wracały do Gavina, szczególnie nocnej rozmowy i wspólnie spędzonego popołudnia. Po prostu nie mogła przestać o nim myśleć, a do tego rozpamiętywała w kółko to co między nimi zaszło.
Mathew: Christine! Halo! Ziemia!
Chris: C-co?
Mathew: Pytałem do którego kartonu mam spakować bombki.
Chris: Bombki? A tak! Te do małego, reszta do dużego.
Mathew: Ok.
Wziął karton który mu wskazała i zaczął w nim układać zdjęte dekoracje.
Mat: Jak Ci minęły święta?
Chris: W porządku. A Ty co porabiałeś?
Mat: Pojechałem na trochę do rodziny, a resztę czasu spędziłem razem z Katie.
Chris: Katie? To ta, co ją poznałeś podczas premiery?
Mat: Ta sama.
Chris: Więc to coś poważniejszego?
Mat: Mam taką nadzieję.
Chris: No to fajnie, że Wam się układa. Przyprowadź ją koniecznie na imprezę. Chętnie poznam ją bliżej.
Mat: Taki miałem zamiar. A Ty? Masz kogoś na oku?
Chris: Może…
Mat: No to opowiadaj!
Chris: To skomplikowane…
Spojrzała na niego badawczo. Byli na dobrej stopie, więc czemu miałaby z nim nie pogadać? Jest facetem, więc może doradzi coś sensownego. Szczególnie że Kimberly wyjechała i nie było komu się wygadać. Próbowała zacząć rozmowę przez telefon, ale rozgardiasz panujący w rodzinnym domu Kimie nie ułatwiał spokojnej wymiany zdań. Poza tym jeśli chodzi o Kimberly, to doskonale wiedziała jakiej odpowiedzi może się po niej spodziewać.
Chris wzdychając: Ok. Jest taki jeden… Facet.
Mat: Tego akurat się domyśliłem.
Rzuciła mu wymowne spojrzenie.
Chris: Nie przerywaj, ok? Ma dziewczynę. Coś tam nas wcześniej łączyło, ale nie byłam na to gotowa. Ostatnio spędziliśmy trochę czasu, no wiesz… tylko rozmawialiśmy… ale zdałam sobie sprawę, że żałuję… niepotrzebnie go spławiłam.
Mat: Znam go?
Chris: Normalnie wiedziałam, że o to zapytasz! Czy to istotne?
Mat: No. A co? Tajemnica?
Chris wzdychając: Ok, niech Ci będzie. Chodzi o Gavina.
Mathew nie mógł się powstrzymać i wybuchnął śmiechem.
Chris: No co!?
Mat: Ty też!? Nie mogę uwierzyć! Co ten facet ma takiego w sobie, że wszystkie laski do niego lgną niczym muchy do lepu?
Chris: Dzięki, pocieszyłeś mnie. Ja nie widzę w tym nic zabawnego.
Mat: Ale wiesz, że on i Amber…
Chris: Wiem.
Mat: Ok. Skoro Ci się podoba powinnaś dać mu to do zrozumienia.
Chris: No właśnie to nie jest takie proste. Bo widzisz na początku naszej znajomości trochę namieszałam, a później wszystko spierdoliłam i tego chyba nie da się już odkręcić. No i on ma teraz dziewczynę.
Pokręcił z niedowierzaniem głową.
Mat: Faktycznie patowa sytuacja, ale sama niedawno mi mówiłaś “Spróbuj! Masz coś do stracenia?”.
Chris: To akurat co innego.
Mat: Nie mówię, że masz od razu wykładać wszystkie karty na stół. Tylko żebyś okazała mu swoje zainteresowanie. Nie znam go aż tak dobrze, ale skąd ma wiedzieć że chcesz się z nim spotykać, jeśli nie dasz mu tego do zrozumienia. Zapomnij o tym co było, zacznij wszystko od nowa. Może zacznij od zaprzyjaźnienia się z nim, żeby go wybadać… albo coś w tym stylu.
Chris: Hmmm… w sumie masz rację. Przecież nikt mi nie zabroni się z nim przyjaźnić.
Wolne dni szybko minęły i trzeba było wrócić do pracy. W sklepie nie było zbyt dużego ruchu, więc zabijali czas robiąc porządki – układając płyty, zdejmując świąteczne ozdoby oraz szykując się do przedsylwestrowego szaleństwa. Wielu klientów wpada wtedy na ostatnią chwilę w poszukiwaniu nowych płyt ze skoczną muzyką lub po kable do podłączenia dawno nieużywanego sprzętu. Na razie jednak było spokojnie. Jej myśli ciągle wracały do Gavina, szczególnie nocnej rozmowy i wspólnie spędzonego popołudnia. Po prostu nie mogła przestać o nim myśleć, a do tego rozpamiętywała w kółko to co między nimi zaszło.
Mathew: Christine! Halo! Ziemia!
Chris: C-co?
Mathew: Pytałem do którego kartonu mam spakować bombki.
Chris: Bombki? A tak! Te do małego, reszta do dużego.
Mathew: Ok.
Wziął karton który mu wskazała i zaczął w nim układać zdjęte dekoracje.
Mat: Jak Ci minęły święta?
Chris: W porządku. A Ty co porabiałeś?
Mat: Pojechałem na trochę do rodziny, a resztę czasu spędziłem razem z Katie.
Chris: Katie? To ta, co ją poznałeś podczas premiery?
Mat: Ta sama.
Chris: Więc to coś poważniejszego?
Mat: Mam taką nadzieję.
Chris: No to fajnie, że Wam się układa. Przyprowadź ją koniecznie na imprezę. Chętnie poznam ją bliżej.
Mat: Taki miałem zamiar. A Ty? Masz kogoś na oku?
Chris: Może…
Mat: No to opowiadaj!
Chris: To skomplikowane…
Spojrzała na niego badawczo. Byli na dobrej stopie, więc czemu miałaby z nim nie pogadać? Jest facetem, więc może doradzi coś sensownego. Szczególnie że Kimberly wyjechała i nie było komu się wygadać. Próbowała zacząć rozmowę przez telefon, ale rozgardiasz panujący w rodzinnym domu Kimie nie ułatwiał spokojnej wymiany zdań. Poza tym jeśli chodzi o Kimberly, to doskonale wiedziała jakiej odpowiedzi może się po niej spodziewać.
Chris wzdychając: Ok. Jest taki jeden… Facet.
Mat: Tego akurat się domyśliłem.
Rzuciła mu wymowne spojrzenie.
Chris: Nie przerywaj, ok? Ma dziewczynę. Coś tam nas wcześniej łączyło, ale nie byłam na to gotowa. Ostatnio spędziliśmy trochę czasu, no wiesz… tylko rozmawialiśmy… ale zdałam sobie sprawę, że żałuję… niepotrzebnie go spławiłam.
Mat: Znam go?
Chris: Normalnie wiedziałam, że o to zapytasz! Czy to istotne?
Mat: No. A co? Tajemnica?
Chris wzdychając: Ok, niech Ci będzie. Chodzi o Gavina.
Mathew nie mógł się powstrzymać i wybuchnął śmiechem.
Chris: No co!?
Mat: Ty też!? Nie mogę uwierzyć! Co ten facet ma takiego w sobie, że wszystkie laski do niego lgną niczym muchy do lepu?
Chris: Dzięki, pocieszyłeś mnie. Ja nie widzę w tym nic zabawnego.
Mat: Ale wiesz, że on i Amber…
Chris: Wiem.
Mat: Ok. Skoro Ci się podoba powinnaś dać mu to do zrozumienia.
Chris: No właśnie to nie jest takie proste. Bo widzisz na początku naszej znajomości trochę namieszałam, a później wszystko spierdoliłam i tego chyba nie da się już odkręcić. No i on ma teraz dziewczynę.
Pokręcił z niedowierzaniem głową.
Mat: Faktycznie patowa sytuacja, ale sama niedawno mi mówiłaś “Spróbuj! Masz coś do stracenia?”.
Chris: To akurat co innego.
Mat: Nie mówię, że masz od razu wykładać wszystkie karty na stół. Tylko żebyś okazała mu swoje zainteresowanie. Nie znam go aż tak dobrze, ale skąd ma wiedzieć że chcesz się z nim spotykać, jeśli nie dasz mu tego do zrozumienia. Zapomnij o tym co było, zacznij wszystko od nowa. Może zacznij od zaprzyjaźnienia się z nim, żeby go wybadać… albo coś w tym stylu.
Chris: Hmmm… w sumie masz rację. Przecież nikt mi nie zabroni się z nim przyjaźnić.
Wolne dni szybko minęły i trzeba było wrócić do pracy. W sklepie nie było zbyt dużego ruchu, więc zabijali czas robiąc porządki – układając płyty, zdejmując świąteczne ozdoby oraz szykując się do przedsylwestrowego szaleństwa. Wielu klientów wpada wtedy na ostatnią chwilę w poszukiwaniu nowych płyt ze skoczną muzyką lub po kable do podłączenia dawno nieużywanego sprzętu. Na razie jednak było spokojnie. Jej myśli ciągle wracały do Gavina, szczególnie nocnej rozmowy i wspólnie spędzonego popołudnia. Po prostu nie mogła przestać o nim myśleć, a do tego rozpamiętywała w kółko to co między nimi zaszło.
Mathew: Christine! Halo! Ziemia!
Chris: C-co?
Mathew: Pytałem do którego kartonu mam spakować bombki.
Chris: Bombki? A tak! Te do małego, reszta do dużego.
Mathew: Ok.
Wziął karton który mu wskazała i zaczął w nim układać zdjęte dekoracje.
Mat: Jak Ci minęły święta?
Chris: W porządku. A Ty co porabiałeś?
Mat: Pojechałem na trochę do rodziny, a resztę czasu spędziłem razem z Katie.
Chris: Katie? To ta, co ją poznałeś podczas premiery?
Mat: Ta sama.
Chris: Więc to coś poważniejszego?
Mat: Mam taką nadzieję.
Chris: No to fajnie, że Wam się układa. Przyprowadź ją koniecznie na imprezę. Chętnie poznam ją bliżej.
Mat: Taki miałem zamiar. A Ty? Masz kogoś na oku?
Chris: Może…
Mat: No to opowiadaj!
Chris: To skomplikowane…
Spojrzała na niego badawczo. Byli na dobrej stopie, więc czemu miałaby z nim nie pogadać? Jest facetem, więc może doradzi coś sensownego. Szczególnie że Kimberly wyjechała i nie było komu się wygadać. Próbowała zacząć rozmowę przez telefon, ale rozgardiasz panujący w rodzinnym domu Kimie nie ułatwiał spokojnej wymiany zdań. Poza tym jeśli chodzi o Kimberly, to doskonale wiedziała jakiej odpowiedzi może się po niej spodziewać.
Chris wzdychając: Ok. Jest taki jeden… Facet.
Mat: Tego akurat się domyśliłem.
Rzuciła mu wymowne spojrzenie.
Chris: Nie przerywaj, ok? Ma dziewczynę. Coś tam nas wcześniej łączyło, ale nie byłam na to gotowa. Ostatnio spędziliśmy trochę czasu, no wiesz… tylko rozmawialiśmy… ale zdałam sobie sprawę, że żałuję… niepotrzebnie go spławiłam.
Mat: Znam go?
Chris: Normalnie wiedziałam, że o to zapytasz! Czy to istotne?
Mat: No. A co? Tajemnica?
Chris wzdychając: Ok, niech Ci będzie. Chodzi o Gavina.
Mathew nie mógł się powstrzymać i wybuchnął śmiechem.
Chris: No co!?
Mat: Ty też!? Nie mogę uwierzyć! Co ten facet ma takiego w sobie, że wszystkie laski do niego lgną niczym muchy do lepu?
Chris: Dzięki, pocieszyłeś mnie. Ja nie widzę w tym nic zabawnego.
Mat: Ale wiesz, że on i Amber…
Chris: Wiem.
Mat: Ok. Skoro Ci się podoba powinnaś dać mu to do zrozumienia.
Chris: No właśnie to nie jest takie proste. Bo widzisz na początku naszej znajomości trochę namieszałam, a później wszystko spierdoliłam i tego chyba nie da się już odkręcić. No i on ma teraz dziewczynę.
Pokręcił z niedowierzaniem głową.
Mat: Faktycznie patowa sytuacja, ale sama niedawno mi mówiłaś “Spróbuj! Masz coś do stracenia?”.
Chris: To akurat co innego.
Mat: Nie mówię, że masz od razu wykładać wszystkie karty na stół. Tylko żebyś okazała mu swoje zainteresowanie. Nie znam go aż tak dobrze, ale skąd ma wiedzieć że chcesz się z nim spotykać, jeśli nie dasz mu tego do zrozumienia. Zapomnij o tym co było, zacznij wszystko od nowa. Może zacznij od zaprzyjaźnienia się z nim, żeby go wybadać… albo coś w tym stylu.
Chris: Hmmm… w sumie masz rację. Przecież nikt mi nie zabroni się z nim przyjaźnić.
Próbowała skupić się na pracy, ale nie mogła usiedzieć spokojnie w jednym miejscu, więc krążyła po swojej komnacie, chodząc z jednego kąta w drugi. Dwa dni. Całe dwa cholerne dni minęły od wydarzeń owej pieprzonej nocy. Gorzka porażka nie dawała jej spokoju. Guz na głowie również nie pozwalał o wszystkim zapomnieć i pulsował lekkim bólem. Potarła go nerwowo, zapominając że nie przyniesie to w żaden sposób ulgi. Wręcz odwrotnie. Zabolało ją jeszcze bardziej, co dodatkowo spotęgowało jej irytację. Już dawno nie była tak wściekła. Ciągle robiła sobie wyrzuty i wracała myślami do tamtej nocy, bo nie mogła sobie darować podwójnej porażki. Nie tylko nie udało jej się ukraść tego przeklętego dokumentu, ale też została pokonana w walce, a to bolało jeszcze bardziej. Bo to czego Christiana najbardziej nie lubiła, to przegrywać. Z zamyślenia wyrwało ją pukanie.
Ch: Wejść!
Wrzasnęła, żeby dać między innymi upust buzującym w niej emocjom. W drzwiach stanął Logan.
Ch: Masz jakieś wieści?
L: Powiedzmy.
Ch: Dowiedziałeś się kim był i dla kogo pracował?
Pokręcił przecząco głową, po czym dodał:
L: To jakaś śmierdząca sprawa. Jedni albo udają że nic nie wiedzą, albo naprawdę nie mają o niczym zielonego pojęcia. A drudzy doradzają trzymać się z daleka. Jedno jest pewne, to co miałaś ukraść jest wagi państwowej i ponoć chodzi o głowę samego króla.
Ch: Króla? Tego śmierdzącego, tłustego wypierdka?
L: Tego samego. W każdym razie zleceniodawcy bardzo zależy na tym świstku, więc podwoił stawkę.
Ch: Czyli wiedzą gdzie znajduje się teraz dokument?
L: Nie będziesz szczęśliwa.
Ch: Mów!
L: W rezydencji Von Campa, prawej ręki króla.
Przeklęła w duchu. Jego posiadłość jest pilnie strzeżona, niemal tak samo co królewski zamek.
L: Ale jest też dobra wiadomość. Niedługo urządzają bal, więc łatwo będzie można wejść. Tylko pytanie czy chcesz spróbować ponownie?
Ch: Oczywiście że tak. Od tego zależy moja reputacja.
L: Zdajesz sobie sprawę z ryzyka? Tym razem nie wyciągnę Ciebie ze środka, jeśli znowu – zawahał się na chwilę, żeby dobrać odpowiednie słowa – coś Ci się przytrafi.
Ch: Kiedy ten bal?
L: Za 10 dni.
Ch: Więc nie marnujmy czasu. Bierzmy się do roboty! Musisz się dowiedzieć jak liczną straż ma Von Camp i co ile zmienia się warta. Potrzebny mi też jest plan całej posiadłości.
Stęknął na samą myśl o tym wszystkim co go czeka.
L: To oznacza tylko jedno… więcej picia.














































































