Gavin wyszedł spod prysznica. Wytarł się pospiesznie ręcznikiem i niedbale przewiązał go w pasie. Po jego ciele spływały jeszcze gdzieniegdzie kropelki wody. Sięgnął po drugi ręcznik i zaczął energicznie wycierać włosy. Nic spod niego nie widział, więc kiedy wszedł do salonu nie dostrzegł w porę miny Jess.
Gavin: Z kimś rozmawiałaś czy mi się wydawało? 
Jess: Tak. Była tu taka jedna.
Przestał się wycierać, przewieszając wilgotny ręcznik na karku. Złapał za jego oba końce i swobodnym krokiem podszedł w jej kierunku. 
Gavin: Taka jedna? 
Zupełnie nie wiedział kogo może mieć na myśli. 
Jess: Przyniosła dla Ciebie prezent. 
Powiedziała z przekąsem i podniosła rękę tak żeby zwrócił uwagę na torebkę. 
Jess: Spotykasz się z nią? 
Gavin: Z kim? Nie wiem nawet o kim mówisz.
Jess: Tą dziewuchą z małymi cyckami! Tą od Kimberly!
Jej głos przybrał ostry ton.
Gavin: Masz na myśli Christine? Dlaczego nie kazałaś jej zaczekać? 
Ugryzł się w język, zaraz po tym jak wypowiedział te słowa. Źle! Bardzo źle! Przecież wiedział jaka Jessica jest czuła na punkcie jego znajomych, co było kiedyś głównym powodem ich rozstania. Wizyta Christine tak go zaskoczyła, że palnął te słowa zupełnie bez zastanowienia.
Jess: I może miałam jeszcze zaprosić na kawkę… albo herbatkę?
Oj, oj! Wkraczali na niebezpieczny grunt. Musiał szybko reagować. Podszedł do niej, położył jej delikatnie ręce na ramionach i powiedział ciepłym oraz spokojnym głosem.
Gavin: Kochanie, z nikim innym się nie spotykam. A Christine… najwidoczniej przyszła tylko mi coś oddać. 
Szybko przejął torebkę, którą trzymała przez cały ten czas i odstawił na kuchenny blat, tak żeby nie była w zasięgu jej wzroku. Był przekonany że sam jej widok będzie działał na nią jak płachta na byka, podsycając jedynie podejrzliwość oraz dalsze drążenie tematu. Spróbował ją przytulić, ale zwinnie wywinęła się z jego uścisku.
Jess: Puść! Jesteś cały wilgotny… a poza tym wytłumacz mi proszę, dlaczego przyniosła ci butelkę whisky?
Bingo! Nareszcie poznał cel wizyty Christine, tylko jak teraz z tego wybrnąć? Przecież nie mógł jej powiedzieć, że obalili razem whisky, rozmawiając przy tym do samego rana. Nie, nie, i jeszcze raz nie! Trzeba wymyślić coś innego, co nie ma zupełnie związku z Christine. Całkowita zmiana tematu, to dobre rozwiązanie.
Gavin: Whisky? Ach to już wszystko jasne!
Uśmiechnął się do niej i beztrosko machnął ręką.
Skrzyżowała ręce na ramionach, czekając na dalsze wyjaśnienia. 
Gavin: To od Adama. Pamiętasz? Robiliśmy u niego premierę płyty i obiecał mi, że jeśli pobijemy jego dzienny rekord sprzedaży, to postawi mi butelkę whiskacza. Christine u niego pracuje, więc pewnie poprosił ją o dostarczenie w drodze do domu.
Nareszcie zniknęło wiszące w powietrzu napięcie, a jej twarz nabrała łagodniejszego wyrazu. Czy mu się wydawało, czy nawet lekko się uśmiechnęła? Poczuł niewysłowioną ulgę. Był krok od niezłego dramatu, więc dobrze że udało mu się zapanować nad sytuacją. Nie miał teraz do tego głowy. Przytuliła się do niego i objęła go w pasie. Najwidoczniej już jej nie przeszkadzało, że był mokry.
Jess: Przepraszam. Może faktycznie trochę histeryzuję, ale po naszej ostatniej kłótni…
Nie dał jej dokończyć, tylko czule pocałował w usta. Jeszcze tego brakowało, żeby ponownie zaczęli roztrząsać ten temat. I tak w dalszym ciągu miała mu za złe, że nie chciał poznać jej rodziców i spędził święta z Potterami. Jej pocałunek zmienił się na bardziej intensywny. Poczuł ciepło rozlewające się w dolnych partiach jego ciała. Przycisnął ją mocniej do siebie. Seks? Czemu nie? To też był dobry sposób na zmianę tematu.


Previous // Next

Gavin wyszedł spod prysznica. Wytarł się pospiesznie ręcznikiem i niedbale przewiązał go w pasie. Po jego ciele spływały jeszcze gdzieniegdzie kropelki wody. Sięgnął po drugi ręcznik i zaczął energicznie wycierać włosy. Nic spod niego nie widział, więc kiedy wszedł do salonu nie dostrzegł w porę miny Jess.
Gavin: Z kimś rozmawiałaś czy mi się wydawało? 
Jess: Tak. Była tu taka jedna.
Przestał się wycierać, przewieszając wilgotny ręcznik na karku. Złapał za jego oba końce i swobodnym krokiem podszedł w jej kierunku. 
Gavin: Taka jedna? 
Zupełnie nie wiedział kogo może mieć na myśli. 
Jess: Przyniosła dla Ciebie prezent. 
Powiedziała z przekąsem i podniosła rękę tak żeby zwrócił uwagę na torebkę. 
Jess: Spotykasz się z nią? 
Gavin: Z kim? Nie wiem nawet o kim mówisz.
Jess: Tą dziewuchą z małymi cyckami! Tą od Kimberly!
Jej głos przybrał ostry ton.
Gavin: Masz na myśli Christine? Dlaczego nie kazałaś jej zaczekać? 
Ugryzł się w język, zaraz po tym jak wypowiedział te słowa. Źle! Bardzo źle! Przecież wiedział jaka Jessica jest czuła na punkcie jego znajomych, co było kiedyś głównym powodem ich rozstania. Wizyta Christine tak go zaskoczyła, że palnął te słowa zupełnie bez zastanowienia.
Jess: I może miałam jeszcze zaprosić na kawkę… albo herbatkę?
Oj, oj! Wkraczali na niebezpieczny grunt. Musiał szybko reagować. Podszedł do niej, położył jej delikatnie ręce na ramionach i powiedział ciepłym oraz spokojnym głosem.
Gavin: Kochanie, z nikim innym się nie spotykam. A Christine… najwidoczniej przyszła tylko mi coś oddać. 
Szybko przejął torebkę, którą trzymała przez cały ten czas i odstawił na kuchenny blat, tak żeby nie była w zasięgu jej wzroku. Był przekonany że sam jej widok będzie działał na nią jak płachta na byka, podsycając jedynie podejrzliwość oraz dalsze drążenie tematu. Spróbował ją przytulić, ale zwinnie wywinęła się z jego uścisku.
Jess: Puść! Jesteś cały wilgotny… a poza tym wytłumacz mi proszę, dlaczego przyniosła ci butelkę whisky?
Bingo! Nareszcie poznał cel wizyty Christine, tylko jak teraz z tego wybrnąć? Przecież nie mógł jej powiedzieć, że obalili razem whisky, rozmawiając przy tym do samego rana. Nie, nie, i jeszcze raz nie! Trzeba wymyślić coś innego, co nie ma zupełnie związku z Christine. Całkowita zmiana tematu, to dobre rozwiązanie.
Gavin: Whisky? Ach to już wszystko jasne!
Uśmiechnął się do niej i beztrosko machnął ręką.
Skrzyżowała ręce na ramionach, czekając na dalsze wyjaśnienia. 
Gavin: To od Adama. Pamiętasz? Robiliśmy u niego premierę płyty i obiecał mi, że jeśli pobijemy jego dzienny rekord sprzedaży, to postawi mi butelkę whiskacza. Christine u niego pracuje, więc pewnie poprosił ją o dostarczenie w drodze do domu.
Nareszcie zniknęło wiszące w powietrzu napięcie, a jej twarz nabrała łagodniejszego wyrazu. Czy mu się wydawało, czy nawet lekko się uśmiechnęła? Poczuł niewysłowioną ulgę. Był krok od niezłego dramatu, więc dobrze że udało mu się zapanować nad sytuacją. Nie miał teraz do tego głowy. Przytuliła się do niego i objęła go w pasie. Najwidoczniej już jej nie przeszkadzało, że był mokry.
Jess: Przepraszam. Może faktycznie trochę histeryzuję, ale po naszej ostatniej kłótni…
Nie dał jej dokończyć, tylko czule pocałował w usta. Jeszcze tego brakowało, żeby ponownie zaczęli roztrząsać ten temat. I tak w dalszym ciągu miała mu za złe, że nie chciał poznać jej rodziców i spędził święta z Potterami. Jej pocałunek zmienił się na bardziej intensywny. Poczuł ciepło rozlewające się w dolnych partiach jego ciała. Przycisnął ją mocniej do siebie. Seks? Czemu nie? To też był dobry sposób na zmianę tematu.


Previous // Next

Gavin wyszedł spod prysznica. Wytarł się pospiesznie ręcznikiem i niedbale przewiązał go w pasie. Po jego ciele spływały jeszcze gdzieniegdzie kropelki wody. Sięgnął po drugi ręcznik i zaczął energicznie wycierać włosy. Nic spod niego nie widział, więc kiedy wszedł do salonu nie dostrzegł w porę miny Jess.
Gavin: Z kimś rozmawiałaś czy mi się wydawało? 
Jess: Tak. Była tu taka jedna.
Przestał się wycierać, przewieszając wilgotny ręcznik na karku. Złapał za jego oba końce i swobodnym krokiem podszedł w jej kierunku. 
Gavin: Taka jedna? 
Zupełnie nie wiedział kogo może mieć na myśli. 
Jess: Przyniosła dla Ciebie prezent. 
Powiedziała z przekąsem i podniosła rękę tak żeby zwrócił uwagę na torebkę. 
Jess: Spotykasz się z nią? 
Gavin: Z kim? Nie wiem nawet o kim mówisz.
Jess: Tą dziewuchą z małymi cyckami! Tą od Kimberly!
Jej głos przybrał ostry ton.
Gavin: Masz na myśli Christine? Dlaczego nie kazałaś jej zaczekać? 
Ugryzł się w język, zaraz po tym jak wypowiedział te słowa. Źle! Bardzo źle! Przecież wiedział jaka Jessica jest czuła na punkcie jego znajomych, co było kiedyś głównym powodem ich rozstania. Wizyta Christine tak go zaskoczyła, że palnął te słowa zupełnie bez zastanowienia.
Jess: I może miałam jeszcze zaprosić na kawkę… albo herbatkę?
Oj, oj! Wkraczali na niebezpieczny grunt. Musiał szybko reagować. Podszedł do niej, położył jej delikatnie ręce na ramionach i powiedział ciepłym oraz spokojnym głosem.
Gavin: Kochanie, z nikim innym się nie spotykam. A Christine… najwidoczniej przyszła tylko mi coś oddać. 
Szybko przejął torebkę, którą trzymała przez cały ten czas i odstawił na kuchenny blat, tak żeby nie była w zasięgu jej wzroku. Był przekonany że sam jej widok będzie działał na nią jak płachta na byka, podsycając jedynie podejrzliwość oraz dalsze drążenie tematu. Spróbował ją przytulić, ale zwinnie wywinęła się z jego uścisku.
Jess: Puść! Jesteś cały wilgotny… a poza tym wytłumacz mi proszę, dlaczego przyniosła ci butelkę whisky?
Bingo! Nareszcie poznał cel wizyty Christine, tylko jak teraz z tego wybrnąć? Przecież nie mógł jej powiedzieć, że obalili razem whisky, rozmawiając przy tym do samego rana. Nie, nie, i jeszcze raz nie! Trzeba wymyślić coś innego, co nie ma zupełnie związku z Christine. Całkowita zmiana tematu, to dobre rozwiązanie.
Gavin: Whisky? Ach to już wszystko jasne!
Uśmiechnął się do niej i beztrosko machnął ręką.
Skrzyżowała ręce na ramionach, czekając na dalsze wyjaśnienia. 
Gavin: To od Adama. Pamiętasz? Robiliśmy u niego premierę płyty i obiecał mi, że jeśli pobijemy jego dzienny rekord sprzedaży, to postawi mi butelkę whiskacza. Christine u niego pracuje, więc pewnie poprosił ją o dostarczenie w drodze do domu.
Nareszcie zniknęło wiszące w powietrzu napięcie, a jej twarz nabrała łagodniejszego wyrazu. Czy mu się wydawało, czy nawet lekko się uśmiechnęła? Poczuł niewysłowioną ulgę. Był krok od niezłego dramatu, więc dobrze że udało mu się zapanować nad sytuacją. Nie miał teraz do tego głowy. Przytuliła się do niego i objęła go w pasie. Najwidoczniej już jej nie przeszkadzało, że był mokry.
Jess: Przepraszam. Może faktycznie trochę histeryzuję, ale po naszej ostatniej kłótni…
Nie dał jej dokończyć, tylko czule pocałował w usta. Jeszcze tego brakowało, żeby ponownie zaczęli roztrząsać ten temat. I tak w dalszym ciągu miała mu za złe, że nie chciał poznać jej rodziców i spędził święta z Potterami. Jej pocałunek zmienił się na bardziej intensywny. Poczuł ciepło rozlewające się w dolnych partiach jego ciała. Przycisnął ją mocniej do siebie. Seks? Czemu nie? To też był dobry sposób na zmianę tematu.


Previous // Next

Stanęła przed drzwiami i poczuła lekki niepokój. Stresowała się. Ale czym? Przecież przyszła tylko podrzucić butelkę whisky. Zadzwoni, wręczy sprawunek, porozmawia i odejdzie. Taki był plan. Nic więcej. No chyba że zaprosi ją do środka… 
Ok, skoro już przyszła, to trzeba to załatwić. Wzięła głębszy wdech i rozejrzała się w poszukiwaniu dzwonka. Nie było, więc zapukała energicznie w drzwi. Trochę za mocno. Powinna była zrobić to subtelniej, bardziej kobieco. Uwodzicielsko? Potrząsnęła głową, bo nie podobało jej się dokąd zmierzają jej myśli. Z głębi mieszkania dobiegł dźwięk zbliżających się kroków. Na bank odgłos szpilek. Wiedziała co to oznacza, ale głupio było teraz uciec. A może jeszcze zdąży? 

Drzwi uchyliły się i zobaczyła Jess, która zlustrowała ją od stóp do głowy, nie ukrywając przy tym dezaprobaty. Nie zapowiadało to niczego dobrego.
Chris: Cześć. Zastałam Gavina?
Jess: Nie. Właśnie wyszedł. 
Jej lodowaty ton nakazywał się streszczać, ale Chris na chwilę zatkało. Zupełnie nie była na to przygotowana.
Jess: Mam mu coś przekazać?
Chris: eee… tak!
Zebrała się w sobie i szybko dodała:
Chris: Będę wdzięczna jeśli mu to oddasz.
Podała jej torebkę z alkoholem. 
Jess: Co to? 
Chris: Nic takiego… whisky jeśli musisz wiedzieć.
Jess odebrała od niej pakunek i bezceremonialnie zajrzała do środka. 
Jess: Ok. To wszystko? 
Chris: Tak, dzięki. 
Jess nic nie odpowiedziała tylko zamknęła z hukiem drzwi przed jej nosem. Chris zakłopotana całą sytuacją odwróciła się na pięcie i wbiegła energicznie po schodach. Chciała stąd odejść jak najszybciej, zniknąć z pola widzenia, schować się za zakrętem. Poczuła się jak idiotka. Zupełnie nie pomyślała o tym, że w jego mieszkaniu mogła zastać Jess. Wyobrażała to sobie zupełnie inaczej.


Previous // Next

Stanęła przed drzwiami i poczuła lekki niepokój. Stresowała się. Ale czym? Przecież przyszła tylko podrzucić butelkę whisky. Zadzwoni, wręczy sprawunek, porozmawia i odejdzie. Taki był plan. Nic więcej. No chyba że zaprosi ją do środka… 
Ok, skoro już przyszła, to trzeba to załatwić. Wzięła głębszy wdech i rozejrzała się w poszukiwaniu dzwonka. Nie było, więc zapukała energicznie w drzwi. Trochę za mocno. Powinna była zrobić to subtelniej, bardziej kobieco. Uwodzicielsko? Potrząsnęła głową, bo nie podobało jej się dokąd zmierzają jej myśli. Z głębi mieszkania dobiegł dźwięk zbliżających się kroków. Na bank odgłos szpilek. Wiedziała co to oznacza, ale głupio było teraz uciec. A może jeszcze zdąży? 

Drzwi uchyliły się i zobaczyła Jess, która zlustrowała ją od stóp do głowy, nie ukrywając przy tym dezaprobaty. Nie zapowiadało to niczego dobrego.
Chris: Cześć. Zastałam Gavina?
Jess: Nie. Właśnie wyszedł. 
Jej lodowaty ton nakazywał się streszczać, ale Chris na chwilę zatkało. Zupełnie nie była na to przygotowana.
Jess: Mam mu coś przekazać?
Chris: eee… tak!
Zebrała się w sobie i szybko dodała:
Chris: Będę wdzięczna jeśli mu to oddasz.
Podała jej torebkę z alkoholem. 
Jess: Co to? 
Chris: Nic takiego… whisky jeśli musisz wiedzieć.
Jess odebrała od niej pakunek i bezceremonialnie zajrzała do środka. 
Jess: Ok. To wszystko? 
Chris: Tak, dzięki. 
Jess nic nie odpowiedziała tylko zamknęła z hukiem drzwi przed jej nosem. Chris zakłopotana całą sytuacją odwróciła się na pięcie i wbiegła energicznie po schodach. Chciała stąd odejść jak najszybciej, zniknąć z pola widzenia, schować się za zakrętem. Poczuła się jak idiotka. Zupełnie nie pomyślała o tym, że w jego mieszkaniu mogła zastać Jess. Wyobrażała to sobie zupełnie inaczej.


Previous // Next

Stanęła przed drzwiami i poczuła lekki niepokój. Stresowała się. Ale czym? Przecież przyszła tylko podrzucić butelkę whisky. Zadzwoni, wręczy sprawunek, porozmawia i odejdzie. Taki był plan. Nic więcej. No chyba że zaprosi ją do środka… 
Ok, skoro już przyszła, to trzeba to załatwić. Wzięła głębszy wdech i rozejrzała się w poszukiwaniu dzwonka. Nie było, więc zapukała energicznie w drzwi. Trochę za mocno. Powinna była zrobić to subtelniej, bardziej kobieco. Uwodzicielsko? Potrząsnęła głową, bo nie podobało jej się dokąd zmierzają jej myśli. Z głębi mieszkania dobiegł dźwięk zbliżających się kroków. Na bank odgłos szpilek. Wiedziała co to oznacza, ale głupio było teraz uciec. A może jeszcze zdąży? 

Drzwi uchyliły się i zobaczyła Jess, która zlustrowała ją od stóp do głowy, nie ukrywając przy tym dezaprobaty. Nie zapowiadało to niczego dobrego.
Chris: Cześć. Zastałam Gavina?
Jess: Nie. Właśnie wyszedł. 
Jej lodowaty ton nakazywał się streszczać, ale Chris na chwilę zatkało. Zupełnie nie była na to przygotowana.
Jess: Mam mu coś przekazać?
Chris: eee… tak!
Zebrała się w sobie i szybko dodała:
Chris: Będę wdzięczna jeśli mu to oddasz.
Podała jej torebkę z alkoholem. 
Jess: Co to? 
Chris: Nic takiego… whisky jeśli musisz wiedzieć.
Jess odebrała od niej pakunek i bezceremonialnie zajrzała do środka. 
Jess: Ok. To wszystko? 
Chris: Tak, dzięki. 
Jess nic nie odpowiedziała tylko zamknęła z hukiem drzwi przed jej nosem. Chris zakłopotana całą sytuacją odwróciła się na pięcie i wbiegła energicznie po schodach. Chciała stąd odejść jak najszybciej, zniknąć z pola widzenia, schować się za zakrętem. Poczuła się jak idiotka. Zupełnie nie pomyślała o tym, że w jego mieszkaniu mogła zastać Jess. Wyobrażała to sobie zupełnie inaczej.


Previous // Next

Zapadł zmierzch kiedy w końcu dotarła na miejsce. Weszła po schodach i zaczęła szukać na domofonie numeru 2. Była trochę zdezorientowana, bo przy pierwszym przycisku widniała cyfra 3. Zaczęła się zastanawiać czy dobrze trafiła. Sięgnęła do kieszeni, żeby jeszcze raz spojrzeć na kartkę, którą dostała od Amber. Czy to możliwe, że specjalnie podała jej fałszywy adres? Po tym czego się ostatnio o niej dowiedziała, to byłoby wielce prawdopodobne. Rozejrzała się po firmamencie budynku. Tabliczka jasno i wyraźnie informowała, że adres ulicy oraz numer domu się zgadzają. Z zamyślenia wyrwały ją otwierające się z hukiem drzwi. W ostatniej chwili zdążyła odskoczyć, ledwo unikając uderzenia. Opanowała wewnętrznego wkurwa i postanowiła zagaić wychodzącą osobę.
Chris: Przepraszam…
Młody facet, na oko dwudziestokilkuletni spojrzał na nią z poirytowaniem. Najwidoczniej bardzo się spieszył, a Chris zatrzymała go w najmniej odpowiednim momencie. 
Lokator: Tak? 
Jego ton był oschły i nie zachęcał do uprzejmej wymiany zdań, więc postanowiła walnąć prosto z mostu.
Chris: Gdzie znajduje się lokal numer 2?
Jego wyraz twarzy nagle się zmienił na bardziej pobłażliwy. Uśmiechnął się pod nosem.
Lokator: Szukasz Gavina? Jesteś jego nową… znajomą? Nie widziałem Cię tu wcześniej.
Chris: Nie Twój interes. Powiesz mi gdzie go znajdę, czy mam poszukać sama?
Widziała, że ledwo przełknął jej odpowiedź, ale powstrzymał się od komentarza. 
Lokator: Mieszka na dole. Musisz iść w lewo i zejść po schodach na dół. Nie da się nie trafić. 
Chris nie czekając aż skończy ruszyła we wskazanym kierunku. 
Chris: Dzięki. 
Rzuciła przez ramię.
Lokator: Nie ma za co… i miło było poznać.


Previous // Next

Zapadł zmierzch kiedy w końcu dotarła na miejsce. Weszła po schodach i zaczęła szukać na domofonie numeru 2. Była trochę zdezorientowana, bo przy pierwszym przycisku widniała cyfra 3. Zaczęła się zastanawiać czy dobrze trafiła. Sięgnęła do kieszeni, żeby jeszcze raz spojrzeć na kartkę, którą dostała od Amber. Czy to możliwe, że specjalnie podała jej fałszywy adres? Po tym czego się ostatnio o niej dowiedziała, to byłoby wielce prawdopodobne. Rozejrzała się po firmamencie budynku. Tabliczka jasno i wyraźnie informowała, że adres ulicy oraz numer domu się zgadzają. Z zamyślenia wyrwały ją otwierające się z hukiem drzwi. W ostatniej chwili zdążyła odskoczyć, ledwo unikając uderzenia. Opanowała wewnętrznego wkurwa i postanowiła zagaić wychodzącą osobę.
Chris: Przepraszam…
Młody facet, na oko dwudziestokilkuletni spojrzał na nią z poirytowaniem. Najwidoczniej bardzo się spieszył, a Chris zatrzymała go w najmniej odpowiednim momencie. 
Lokator: Tak? 
Jego ton był oschły i nie zachęcał do uprzejmej wymiany zdań, więc postanowiła walnąć prosto z mostu.
Chris: Gdzie znajduje się lokal numer 2?
Jego wyraz twarzy nagle się zmienił na bardziej pobłażliwy. Uśmiechnął się pod nosem.
Lokator: Szukasz Gavina? Jesteś jego nową… znajomą? Nie widziałem Cię tu wcześniej.
Chris: Nie Twój interes. Powiesz mi gdzie go znajdę, czy mam poszukać sama?
Widziała, że ledwo przełknął jej odpowiedź, ale powstrzymał się od komentarza. 
Lokator: Mieszka na dole. Musisz iść w lewo i zejść po schodach na dół. Nie da się nie trafić. 
Chris nie czekając aż skończy ruszyła we wskazanym kierunku. 
Chris: Dzięki. 
Rzuciła przez ramię.
Lokator: Nie ma za co… i miło było poznać.


Previous // Next