Jess: Tu jesteś! Wszędzie Ciebie szukałam.
Odwrócili się oboje. Jess bezceremonialnie podeszła do Gavina i namiętnie go pocałowała. Jeśli chciała zaznaczyć swój teren, to doskonale jej się to udało. Chris zrozumiała aluzję, więc rzuciła papierosa na podłogę, gasząc go końcem buta. Pocałunek trochę się przedłużał, więc poczuła się bardzo niezręcznie. Odchrząknęła głośno.
Chris: Nie będę Wam przeszkadzać. Bawcie się dobrze.
Jess: Już idziesz? Czyżbym Wam w czymś przeszkodziła?
Chris: Nie… po prostu… idę. Gdybyście czegoś potrzebowali dajcie znać… mi albo Kimberly.
Gavin: Jasne.
Jedyne słowo, które wydobyło się z jego ust. Wyminęła ich, starając się iść beztroskim krokiem. Znowu poczuła się jak kretynka. Sama nawet nie wie na co liczyła. Gavin był z Jess. Koniec kropka. Choćby stawała na głowie nic tego nie zmieni. Nigdy nie będzie wyglądać tak jak ponętna Jess i nawet najładniejsza sukienka Kimberly tego nie zmieni.
Jess: Tu jesteś! Wszędzie Ciebie szukałam.
Odwrócili się oboje. Jess bezceremonialnie podeszła do Gavina i namiętnie go pocałowała. Jeśli chciała zaznaczyć swój teren, to doskonale jej się to udało. Chris zrozumiała aluzję, więc rzuciła papierosa na podłogę, gasząc go końcem buta. Pocałunek trochę się przedłużał, więc poczuła się bardzo niezręcznie. Odchrząknęła głośno.
Chris: Nie będę Wam przeszkadzać. Bawcie się dobrze.
Jess: Już idziesz? Czyżbym Wam w czymś przeszkodziła?
Chris: Nie… po prostu… idę. Gdybyście czegoś potrzebowali dajcie znać… mi albo Kimberly.
Gavin: Jasne.
Jedyne słowo, które wydobyło się z jego ust. Wyminęła ich, starając się iść beztroskim krokiem. Znowu poczuła się jak kretynka. Sama nawet nie wie na co liczyła. Gavin był z Jess. Koniec kropka. Choćby stawała na głowie nic tego nie zmieni. Nigdy nie będzie wyglądać tak jak ponętna Jess i nawet najładniejsza sukienka Kimberly tego nie zmieni.
Nie zauważyła kiedy podszedł. Siłowała się ze swoją zapalniczką, próbując wskrzesić ogień. Zdaje się, że kolejna próba spełzła na niczym, bo wydała z siebie nerwowy pomruk. Pierwszy raz słyszał u niej taki dźwięk i wydało mu się to niezwykle urocze. Chyba pojawił się w samą porę.
Gavin: Hej. Ty palisz? Sądziłem, że rzuciłaś?
Odwróciła się zaskoczona z papierosem w ustach i spojrzała mu prosto w oczy. Cholera! Co ona z nim robiła, to przechodziło ludzkie pojęcie. Na dodatek w tej kiecce wyglądała… w sumie to zabrakło mu słów, żeby opisać to nawet w myślach. Poczuł jedynie przyjemne łaskotanie w dole brzucha.
Chris: Hej… Przyłapałeś mnie!
Zobaczył najbardziej rozbrajający uśmiech, a w jej blado niebieskich oczach pojawiły się iskierki.
Chris: Chciałam wypalić ostatniego w tym roku. Masz może ogień, bo moja zapalniczka odmówiła posłuszeństwa?
Gavin: Jasne.
Wyciągnął z kieszeni swoją benzynówkę Zippo. Nachyliła się i wtedy odurzył go jej słodki różany zapach. Zaciągnęła się głęboko, po czym powoli wypuściła dym. Westchnęła.
Chris: Matko, nawet nie wiesz jak mi tego brakowało.
Gavin: Mogę się tylko domyślać.
Przytaknęła i zaciągnęła się kolejny raz. W tym czasie sięgnął po swoją paczkę fajek i odpalił jednego. Jess będzie wkurwiona, kiedy poczuje od niego zapach papierosów. Od dłuższego czasu próbowała skłonić go do rzucenia, ale miał to teraz w dupie. Chciał się w pełni rozkoszować tą chwilą.
Gavin: Niezła impreza Wam się tu rozkręca.
Chris: No… nie wiem nawet skąd wzięło się tu tyle ludzi. Pewnie ktoś puścił farbę na fejsie.
Czuł że szczerzy się jak głupek, ale nie mógł nic na to poradzić. Ucieszył się na jej widok, nawet bardziej niż przypuszczał.
Gavin: Zanim zapomnę, dzięki za whisky.
Chris: A tak… byłam niedaleko, więc stwierdziłam że podrzucę.
Gavin: Szkoda, że nie zadzwoniłaś wcześniej.
Chris: Nie wiedziałam że będę w okolicy.
Wymienili się uśmiechami i na chwilę zawisła między nimi cisza.
Gavin: Świetnie wyglądasz.
Chris: Dzięki… Kimberly pożyczyła mi sukienkę.
Gavin: Nie miałem na myśli sukienki… chociaż też jest niczego sobie. A jak Twoja ręka?
Chris: W porządku, siniak już prawie zniknął.
Gavin: To dobrze…
Chris: No…
Zamilkli na chwilę i palili w ciszy papierosy.
Chris: W przyszłym tygodniu, będziemy grać. Wpadniesz?
Gavin: Jasne. Gdzie tym razem?
Chris: W tym nowym klubie…co byliśmy ostatnio… jak on się nazywał…*Próbowała przez chwilę odszukać nazwę w pamięci* Rockstars!
Zagwizdał cicho pod nosem.
Gavin: Jak udało Wam się tam wkręcić?
Chris: Nie wiem, Logan załatwiał. Najgorsze, że jeszcze nie podjęłam decyzji co zagramy… nie mogę się zdecydować. Też tak macie?
Gavin: Kiedyś mieliśmy z tym problem, a teraz gramy najnowsze kawałki na początku, a później dajemy najlepsze.
Chris: Sprytnie.
W tej chwili poczuł, że nic więcej do szczęścia mu nie potrzeba. Znowu mogli swobodnie rozmawiać, a między nimi zniknęło to dziwne napięcie jeszcze sprzed kilku tygodni. Coś się zmieniło. Nie wiedział do końca co, ale miał wrażenie, że to może się udać.
Nie zauważyła kiedy podszedł. Siłowała się ze swoją zapalniczką, próbując wskrzesić ogień. Zdaje się, że kolejna próba spełzła na niczym, bo wydała z siebie nerwowy pomruk. Pierwszy raz słyszał u niej taki dźwięk i wydało mu się to niezwykle urocze. Chyba pojawił się w samą porę.
Gavin: Hej. Ty palisz? Sądziłem, że rzuciłaś?
Odwróciła się zaskoczona z papierosem w ustach i spojrzała mu prosto w oczy. Cholera! Co ona z nim robiła, to przechodziło ludzkie pojęcie. Na dodatek w tej kiecce wyglądała… w sumie to zabrakło mu słów, żeby opisać to nawet w myślach. Poczuł jedynie przyjemne łaskotanie w dole brzucha.
Chris: Hej… Przyłapałeś mnie!
Zobaczył najbardziej rozbrajający uśmiech, a w jej blado niebieskich oczach pojawiły się iskierki.
Chris: Chciałam wypalić ostatniego w tym roku. Masz może ogień, bo moja zapalniczka odmówiła posłuszeństwa?
Gavin: Jasne.
Wyciągnął z kieszeni swoją benzynówkę Zippo. Nachyliła się i wtedy odurzył go jej słodki różany zapach. Zaciągnęła się głęboko, po czym powoli wypuściła dym. Westchnęła.
Chris: Matko, nawet nie wiesz jak mi tego brakowało.
Gavin: Mogę się tylko domyślać.
Przytaknęła i zaciągnęła się kolejny raz. W tym czasie sięgnął po swoją paczkę fajek i odpalił jednego. Jess będzie wkurwiona, kiedy poczuje od niego zapach papierosów. Od dłuższego czasu próbowała skłonić go do rzucenia, ale miał to teraz w dupie. Chciał się w pełni rozkoszować tą chwilą.
Gavin: Niezła impreza Wam się tu rozkręca.
Chris: No… nie wiem nawet skąd wzięło się tu tyle ludzi. Pewnie ktoś puścił farbę na fejsie.
Czuł że szczerzy się jak głupek, ale nie mógł nic na to poradzić. Ucieszył się na jej widok, nawet bardziej niż przypuszczał.
Gavin: Zanim zapomnę, dzięki za whisky.
Chris: A tak… byłam niedaleko, więc stwierdziłam że podrzucę.
Gavin: Szkoda, że nie zadzwoniłaś wcześniej.
Chris: Nie wiedziałam że będę w okolicy.
Wymienili się uśmiechami i na chwilę zawisła między nimi cisza.
Gavin: Świetnie wyglądasz.
Chris: Dzięki… Kimberly pożyczyła mi sukienkę.
Gavin: Nie miałem na myśli sukienki… chociaż też jest niczego sobie. A jak Twoja ręka?
Chris: W porządku, siniak już prawie zniknął.
Gavin: To dobrze…
Chris: No…
Zamilkli na chwilę i palili w ciszy papierosy.
Chris: W przyszłym tygodniu, będziemy grać. Wpadniesz?
Gavin: Jasne. Gdzie tym razem?
Chris: W tym nowym klubie…co byliśmy ostatnio… jak on się nazywał…*Próbowała przez chwilę odszukać nazwę w pamięci* Rockstars!
Zagwizdał cicho pod nosem.
Gavin: Jak udało Wam się tam wkręcić?
Chris: Nie wiem, Logan załatwiał. Najgorsze, że jeszcze nie podjęłam decyzji co zagramy… nie mogę się zdecydować. Też tak macie?
Gavin: Kiedyś mieliśmy z tym problem, a teraz gramy najnowsze kawałki na początku, a później dajemy najlepsze.
Chris: Sprytnie.
W tej chwili poczuł, że nic więcej do szczęścia mu nie potrzeba. Znowu mogli swobodnie rozmawiać, a między nimi zniknęło to dziwne napięcie jeszcze sprzed kilku tygodni. Coś się zmieniło. Nie wiedział do końca co, ale miał wrażenie, że to może się udać.
Nie zauważyła kiedy podszedł. Siłowała się ze swoją zapalniczką, próbując wskrzesić ogień. Zdaje się, że kolejna próba spełzła na niczym, bo wydała z siebie nerwowy pomruk. Pierwszy raz słyszał u niej taki dźwięk i wydało mu się to niezwykle urocze. Chyba pojawił się w samą porę.
Gavin: Hej. Ty palisz? Sądziłem, że rzuciłaś?
Odwróciła się zaskoczona z papierosem w ustach i spojrzała mu prosto w oczy. Cholera! Co ona z nim robiła, to przechodziło ludzkie pojęcie. Na dodatek w tej kiecce wyglądała… w sumie to zabrakło mu słów, żeby opisać to nawet w myślach. Poczuł jedynie przyjemne łaskotanie w dole brzucha.
Chris: Hej… Przyłapałeś mnie!
Zobaczył najbardziej rozbrajający uśmiech, a w jej blado niebieskich oczach pojawiły się iskierki.
Chris: Chciałam wypalić ostatniego w tym roku. Masz może ogień, bo moja zapalniczka odmówiła posłuszeństwa?
Gavin: Jasne.
Wyciągnął z kieszeni swoją benzynówkę Zippo. Nachyliła się i wtedy odurzył go jej słodki różany zapach. Zaciągnęła się głęboko, po czym powoli wypuściła dym. Westchnęła.
Chris: Matko, nawet nie wiesz jak mi tego brakowało.
Gavin: Mogę się tylko domyślać.
Przytaknęła i zaciągnęła się kolejny raz. W tym czasie sięgnął po swoją paczkę fajek i odpalił jednego. Jess będzie wkurwiona, kiedy poczuje od niego zapach papierosów. Od dłuższego czasu próbowała skłonić go do rzucenia, ale miał to teraz w dupie. Chciał się w pełni rozkoszować tą chwilą.
Gavin: Niezła impreza Wam się tu rozkręca.
Chris: No… nie wiem nawet skąd wzięło się tu tyle ludzi. Pewnie ktoś puścił farbę na fejsie.
Czuł że szczerzy się jak głupek, ale nie mógł nic na to poradzić. Ucieszył się na jej widok, nawet bardziej niż przypuszczał.
Gavin: Zanim zapomnę, dzięki za whisky.
Chris: A tak… byłam niedaleko, więc stwierdziłam że podrzucę.
Gavin: Szkoda, że nie zadzwoniłaś wcześniej.
Chris: Nie wiedziałam że będę w okolicy.
Wymienili się uśmiechami i na chwilę zawisła między nimi cisza.
Gavin: Świetnie wyglądasz.
Chris: Dzięki… Kimberly pożyczyła mi sukienkę.
Gavin: Nie miałem na myśli sukienki… chociaż też jest niczego sobie. A jak Twoja ręka?
Chris: W porządku, siniak już prawie zniknął.
Gavin: To dobrze…
Chris: No…
Zamilkli na chwilę i palili w ciszy papierosy.
Chris: W przyszłym tygodniu, będziemy grać. Wpadniesz?
Gavin: Jasne. Gdzie tym razem?
Chris: W tym nowym klubie…co byliśmy ostatnio… jak on się nazywał…*Próbowała przez chwilę odszukać nazwę w pamięci* Rockstars!
Zagwizdał cicho pod nosem.
Gavin: Jak udało Wam się tam wkręcić?
Chris: Nie wiem, Logan załatwiał. Najgorsze, że jeszcze nie podjęłam decyzji co zagramy… nie mogę się zdecydować. Też tak macie?
Gavin: Kiedyś mieliśmy z tym problem, a teraz gramy najnowsze kawałki na początku, a później dajemy najlepsze.
Chris: Sprytnie.
W tej chwili poczuł, że nic więcej do szczęścia mu nie potrzeba. Znowu mogli swobodnie rozmawiać, a między nimi zniknęło to dziwne napięcie jeszcze sprzed kilku tygodni. Coś się zmieniło. Nie wiedział do końca co, ale miał wrażenie, że to może się udać.
Szybko zdał sobie sprawę, że zabieranie ze sobą Jess na imprezę nie było najlepszym pomysłem. Długo nie mógł się od niej uwolnić i dopiero nieświadoma niczego Kimberly wybawiła go z problemu. Zaciągnęła gdzieś Jess, żeby pokazać jakąś nową torebkę, buty czy jakiś inny drogi ciuch. Mniejsza z tym, ważne że nareszcie nadarzyła się sposobność aby zagadać do Christine. Wstawał właśnie ze swojego miejsca kiedy zobaczył, że Chris przestała tańczyć i skierowała się w stronę wyjścia. Uznał to za dobry znak. Teraz albo nigdy. Ruszył za skrawkiem czerwieni, który migał mu wśród falującego tłumu.
Szybko zdał sobie sprawę, że zabieranie ze sobą Jess na imprezę nie było najlepszym pomysłem. Długo nie mógł się od niej uwolnić i dopiero nieświadoma niczego Kimberly wybawiła go z problemu. Zaciągnęła gdzieś Jess, żeby pokazać jakąś nową torebkę, buty czy jakiś inny drogi ciuch. Mniejsza z tym, ważne że nareszcie nadarzyła się sposobność aby zagadać do Christine. Wstawał właśnie ze swojego miejsca kiedy zobaczył, że Chris przestała tańczyć i skierowała się w stronę wyjścia. Uznał to za dobry znak. Teraz albo nigdy. Ruszył za skrawkiem czerwieni, który migał mu wśród falującego tłumu.
Szybko zdał sobie sprawę, że zabieranie ze sobą Jess na imprezę nie było najlepszym pomysłem. Długo nie mógł się od niej uwolnić i dopiero nieświadoma niczego Kimberly wybawiła go z problemu. Zaciągnęła gdzieś Jess, żeby pokazać jakąś nową torebkę, buty czy jakiś inny drogi ciuch. Mniejsza z tym, ważne że nareszcie nadarzyła się sposobność aby zagadać do Christine. Wstawał właśnie ze swojego miejsca kiedy zobaczył, że Chris przestała tańczyć i skierowała się w stronę wyjścia. Uznał to za dobry znak. Teraz albo nigdy. Ruszył za skrawkiem czerwieni, który migał mu wśród falującego tłumu.
Siedział na kanapie popijając zimne piwo. Jess trajkotała w najlepsze z Kimberly, nie zwracając na niego uwagi. Słuchał ich jednym uchem, aby w porę wtrącić jakieś słowo czy przytaknąć, udając zainteresowanie tematem. Tak naprawdę miał głęboko w dupie czy kolor beżowy dalej będzie modny albo z kim przespała się jakaś celebrytka. Z nudów rozglądał się po salonie w poszukiwaniu jakiejś znajomej twarzy. Kątem oka dostrzegł coś interesującego, coś czerwonego co wydało się bardzo znajome. Spojrzał w tamtym kierunku. Stała odwrócona do niego tyłem, ale od razu ją rozpoznał. Miała zamknięte oczy, więc mógł na nią patrzeć do woli. Tańczyła nieśpiesznie, całkowicie lekceważąc szybki rytm lecącego kawałka, jakby w jej głowie grała zupełnie inna muzyka. Kusząco wyginała swoje ciało, poruszając delikatnie biodrami. Patrzył jak zahipnotyzowany nie mogąc oderwać wzroku. Gdyby tylko mógł podejść… objąć od tyłu, położyć dłonie na jej falujących biodrach, poczuć jej pośladki ocierające się o jego fiuta, przesunąć ręce na jej piersi, powąchać jej włosy, szepnąć coś do ucha i wejść po same jaja… aż stwardniał na samą myśl. Cholera! Jeszcze żadna laska tak na niego nie działała. Christine poruszyła w nim jakąś dziwną strunę, na której nikt do tej pory nie potrafił zagrać. Wywoływała w nim tyle emocji, że sam nie potrafił się w tym wszystkim połapać. Czuł się przy niej kompletnie zdezorientowany i nie wiedział co ma powiedzieć albo co może jeszcze zrobić, żeby… no właśnie żeby co? Być z nią? Czy to w ogóle było możliwe? Dała mu jasno do zrozumienia, że nie. Mimo wszystko chciał jeszcze chociaż raz spojrzeć w te błękitne oczy, zobaczyć jak się do niego uśmiecha, usłyszeć jej głos, najzwyczajniej w świecie być bliżej. Chciał po prostu Christine…
Siedział na kanapie popijając zimne piwo. Jess trajkotała w najlepsze z Kimberly, nie zwracając na niego uwagi. Słuchał ich jednym uchem, aby w porę wtrącić jakieś słowo czy przytaknąć, udając zainteresowanie tematem. Tak naprawdę miał głęboko w dupie czy kolor beżowy dalej będzie modny albo z kim przespała się jakaś celebrytka. Z nudów rozglądał się po salonie w poszukiwaniu jakiejś znajomej twarzy. Kątem oka dostrzegł coś interesującego, coś czerwonego co wydało się bardzo znajome. Spojrzał w tamtym kierunku. Stała odwrócona do niego tyłem, ale od razu ją rozpoznał. Miała zamknięte oczy, więc mógł na nią patrzeć do woli. Tańczyła nieśpiesznie, całkowicie lekceważąc szybki rytm lecącego kawałka, jakby w jej głowie grała zupełnie inna muzyka. Kusząco wyginała swoje ciało, poruszając delikatnie biodrami. Patrzył jak zahipnotyzowany nie mogąc oderwać wzroku. Gdyby tylko mógł podejść… objąć od tyłu, położyć dłonie na jej falujących biodrach, poczuć jej pośladki ocierające się o jego fiuta, przesunąć ręce na jej piersi, powąchać jej włosy, szepnąć coś do ucha i wejść po same jaja… aż stwardniał na samą myśl. Cholera! Jeszcze żadna laska tak na niego nie działała. Christine poruszyła w nim jakąś dziwną strunę, na której nikt do tej pory nie potrafił zagrać. Wywoływała w nim tyle emocji, że sam nie potrafił się w tym wszystkim połapać. Czuł się przy niej kompletnie zdezorientowany i nie wiedział co ma powiedzieć albo co może jeszcze zrobić, żeby… no właśnie żeby co? Być z nią? Czy to w ogóle było możliwe? Dała mu jasno do zrozumienia, że nie. Mimo wszystko chciał jeszcze chociaż raz spojrzeć w te błękitne oczy, zobaczyć jak się do niego uśmiecha, usłyszeć jej głos, najzwyczajniej w świecie być bliżej. Chciał po prostu Christine…



































































