Zmroziło go. Miał w środku jeden wielki sopel lodu, który rozrastał się po całym ciele im dłużej patrzył na Chris i Hiro. To jedna z tych scen w życiu na którą nie chcesz patrzeć, ale nie możesz przestać. Co oni robili razem? Jak w ogóle do tego doszło? Nie wiedział, że są ze sobą tak blisko. To znaczy kumplowali się, ale nawet przez myśl mu nie przeszło, że między nimi może być coś więcej. Z resztą Hiro był jego najlepszym przyjacielem i doskonale wiedział jakie mają stosunki z Christine. Więc co do kurwy nędzy robili razem na parkiecie? I dlaczego tańczyli tak blisko siebie? Co w ogóle jego ręce robiły na jej biodrach! To on powinien być na jego miejscu! Chciał podejść i przerwać to wszystko, zażądać wyjaśnień, ale w porę sobie przypomniał że nie jest sam. Do jego boku siedziała przytulona Jess, więc nie mógł się nawet ruszyć ze swojego miejsca, a już tym bardziej nie mógł ponownie porozmawiać z Christine. Jess trzymała go dosłownie za jaja i w tym momencie jedyne co mógł zrobić, to siedzieć i patrzeć.
Uznała że piwo jest za słabe na jej pogłębiający się beznadziejny nastrój, więc zmierzała do barku po coś mocniejszego. Stary, dobry Jack Daniels pomoże na wszelkie problemy. Skoro nie mogła być szczęśliwa, to przynajmniej mogła być pijana… Może dzięki temu łatwiej zniesie widok Gavina ściskającego się z Jess i ten pieprzony ból w piersi… Kurwa, kiedy to się skończy?
Kiedy podeszła do barku spotkała Hiro.
Hiro: Hej, chyba coś zgubiłaś.
Zaskoczył ją tym pytaniem.
Chris: Co? Nie. Nic nie zgubiłam.
Hiro: A mi się jednak wydaje, że zgubiłaś gdzieś swój uśmiech.
Chris lekko wzruszyła ramionami.
Hiro: Nie zawracaj sobie nim głowy. Skoro doprowadza Ciebie do takiego stanu, to nie jest tego wart.
Chris: Skąd wiesz, że chodzi o faceta?
Spojrzał w kierunku Gavina i Jess, którzy akurat pojawili się w salonie.
Hiro: Powiedzmy, że intuicja mi podpowiada. No ale musimy coś zrobić z tą Twoją miną. Szczególnie, że jest zaraźliwa.
Zrobił smutny grymas.
Hiro: Chyba nie chcesz, żebym wyglądał tak przez cały wieczór?
Na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech.
Chris: Nigdy w życiu.
Hiro: No właśnie.
Hiro: Na początek proponuję kilka szotów, a potem rozruszamy trochę parkiet, bo tańczą tam już same zombiaki. Co Ty na to?
Chris: Brzmi świetnie.
Hiro: I to rozumiem!
Uznała że piwo jest za słabe na jej pogłębiający się beznadziejny nastrój, więc zmierzała do barku po coś mocniejszego. Stary, dobry Jack Daniels pomoże na wszelkie problemy. Skoro nie mogła być szczęśliwa, to przynajmniej mogła być pijana… Może dzięki temu łatwiej zniesie widok Gavina ściskającego się z Jess i ten pieprzony ból w piersi… Kurwa, kiedy to się skończy?
Kiedy podeszła do barku spotkała Hiro.
Hiro: Hej, chyba coś zgubiłaś.
Zaskoczył ją tym pytaniem.
Chris: Co? Nie. Nic nie zgubiłam.
Hiro: A mi się jednak wydaje, że zgubiłaś gdzieś swój uśmiech.
Chris lekko wzruszyła ramionami.
Hiro: Nie zawracaj sobie nim głowy. Skoro doprowadza Ciebie do takiego stanu, to nie jest tego wart.
Chris: Skąd wiesz, że chodzi o faceta?
Spojrzał w kierunku Gavina i Jess, którzy akurat pojawili się w salonie.
Hiro: Powiedzmy, że intuicja mi podpowiada. No ale musimy coś zrobić z tą Twoją miną. Szczególnie, że jest zaraźliwa.
Zrobił smutny grymas.
Hiro: Chyba nie chcesz, żebym wyglądał tak przez cały wieczór?
Na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech.
Chris: Nigdy w życiu.
Hiro: No właśnie.
Hiro: Na początek proponuję kilka szotów, a potem rozruszamy trochę parkiet, bo tańczą tam już same zombiaki. Co Ty na to?
Chris: Brzmi świetnie.
Hiro: I to rozumiem!
Uznała że piwo jest za słabe na jej pogłębiający się beznadziejny nastrój, więc zmierzała do barku po coś mocniejszego. Stary, dobry Jack Daniels pomoże na wszelkie problemy. Skoro nie mogła być szczęśliwa, to przynajmniej mogła być pijana… Może dzięki temu łatwiej zniesie widok Gavina ściskającego się z Jess i ten pieprzony ból w piersi… Kurwa, kiedy to się skończy?
Kiedy podeszła do barku spotkała Hiro.
Hiro: Hej, chyba coś zgubiłaś.
Zaskoczył ją tym pytaniem.
Chris: Co? Nie. Nic nie zgubiłam.
Hiro: A mi się jednak wydaje, że zgubiłaś gdzieś swój uśmiech.
Chris lekko wzruszyła ramionami.
Hiro: Nie zawracaj sobie nim głowy. Skoro doprowadza Ciebie do takiego stanu, to nie jest tego wart.
Chris: Skąd wiesz, że chodzi o faceta?
Spojrzał w kierunku Gavina i Jess, którzy akurat pojawili się w salonie.
Hiro: Powiedzmy, że intuicja mi podpowiada. No ale musimy coś zrobić z tą Twoją miną. Szczególnie, że jest zaraźliwa.
Zrobił smutny grymas.
Hiro: Chyba nie chcesz, żebym wyglądał tak przez cały wieczór?
Na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech.
Chris: Nigdy w życiu.
Hiro: No właśnie.
Hiro: Na początek proponuję kilka szotów, a potem rozruszamy trochę parkiet, bo tańczą tam już same zombiaki. Co Ty na to?
Chris: Brzmi świetnie.
Hiro: I to rozumiem!
Jess: Zostawiam Ciebie na chwilę samego, a kiedy wracam Ty już obracasz jakąś laskę! A nie, przepraszam! Nie jakąś! Ciągle tą samą!
Wpadł w gówno po same uszy, więc próbował zbyć ją obojętnym tonem.
Gavin: Rozmawialiśmy tylko, nic więcej.
Jess: Nic więcej? Sądzisz, że jestem ślepa?
Gavin: Jess, nie sypiam z nią jeśli o to Ci chodzi. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Nic więcej nas nie łączy. Spójrz na mnie.
Spojrzała mu hardo w oczy.
Gavin: Dla mnie liczysz się tylko Ty i doskonale o tym wiesz. Ale jeśli znowu mamy przechodzić to samo za każdym razem, kiedy będę nawet rozmawiał z inną kobietą, to nie wiem czy dam radę.
Jess: Pierdol się Gavin! Gdybyś z nią tylko rozmawiał, nie byłoby z problemu… ale najpierw była akcja w klubie, później przylazła do Ciebie do domu, a teraz to!
Gavin: Jessica ile razy mam powtarzać, że tylko rozmawialiśmy. Nic więcej! Dlaczego musisz być zawsze taka zazdrosna?
Jess: Och! Więc teraz to niby moja wina? Przepraszam że przeszkadza mi kiedy przyczepia się do Ciebie jakaś wywłoka!
Kurwa! Wszystko zaczynało się od nowa. Ta sama śpiewka co zawsze. Przerabiali to już tyle razy, że miał tego dosyć. Może nie był z nią do końca szczery, ale mogła chociaż ten jeden raz odpuścić i dać mu święty spokój.
Gavin: Ok, masz rację. Przepraszam… Co chcesz w takim razie, żebym zrobił?
Jess: Może na początek przestań być takim złamasem!
Gavin: Masz rację, nawaliłem. Wybaczysz mi?
Przyciągnął ją do siebie i objął w pasie. Nie wyrywała się, więc to był dobry znak. Westchnęła głęboko
Jess: Jeszcze nie wiem…
Gavin: Nie zasługuję na Ciebie.
Jess: Wiem.
Gavin: Mały całus na przeprosiny?
Jess: Nie, bo znowu paliłeś.
Gavin: Tylko jednego, małego, niewinnego papieroska. No dalej…
Przez chwilę droczyła się z nim uciekając, ale w końcu skapitulowała. Pocałował ją najczulej jak potrafił.
Jess: Zostawiam Ciebie na chwilę samego, a kiedy wracam Ty już obracasz jakąś laskę! A nie, przepraszam! Nie jakąś! Ciągle tą samą!
Wpadł w gówno po same uszy, więc próbował zbyć ją obojętnym tonem.
Gavin: Rozmawialiśmy tylko, nic więcej.
Jess: Nic więcej? Sądzisz, że jestem ślepa?
Gavin: Jess, nie sypiam z nią jeśli o to Ci chodzi. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Nic więcej nas nie łączy. Spójrz na mnie.
Spojrzała mu hardo w oczy.
Gavin: Dla mnie liczysz się tylko Ty i doskonale o tym wiesz. Ale jeśli znowu mamy przechodzić to samo za każdym razem, kiedy będę nawet rozmawiał z inną kobietą, to nie wiem czy dam radę.
Jess: Pierdol się Gavin! Gdybyś z nią tylko rozmawiał, nie byłoby z problemu… ale najpierw była akcja w klubie, później przylazła do Ciebie do domu, a teraz to!
Gavin: Jessica ile razy mam powtarzać, że tylko rozmawialiśmy. Nic więcej! Dlaczego musisz być zawsze taka zazdrosna?
Jess: Och! Więc teraz to niby moja wina? Przepraszam że przeszkadza mi kiedy przyczepia się do Ciebie jakaś wywłoka!
Kurwa! Wszystko zaczynało się od nowa. Ta sama śpiewka co zawsze. Przerabiali to już tyle razy, że miał tego dosyć. Może nie był z nią do końca szczery, ale mogła chociaż ten jeden raz odpuścić i dać mu święty spokój.
Gavin: Ok, masz rację. Przepraszam… Co chcesz w takim razie, żebym zrobił?
Jess: Może na początek przestań być takim złamasem!
Gavin: Masz rację, nawaliłem. Wybaczysz mi?
Przyciągnął ją do siebie i objął w pasie. Nie wyrywała się, więc to był dobry znak. Westchnęła głęboko
Jess: Jeszcze nie wiem…
Gavin: Nie zasługuję na Ciebie.
Jess: Wiem.
Gavin: Mały całus na przeprosiny?
Jess: Nie, bo znowu paliłeś.
Gavin: Tylko jednego, małego, niewinnego papieroska. No dalej…
Przez chwilę droczyła się z nim uciekając, ale w końcu skapitulowała. Pocałował ją najczulej jak potrafił.
Jess: Zostawiam Ciebie na chwilę samego, a kiedy wracam Ty już obracasz jakąś laskę! A nie, przepraszam! Nie jakąś! Ciągle tą samą!
Wpadł w gówno po same uszy, więc próbował zbyć ją obojętnym tonem.
Gavin: Rozmawialiśmy tylko, nic więcej.
Jess: Nic więcej? Sądzisz, że jestem ślepa?
Gavin: Jess, nie sypiam z nią jeśli o to Ci chodzi. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Nic więcej nas nie łączy. Spójrz na mnie.
Spojrzała mu hardo w oczy.
Gavin: Dla mnie liczysz się tylko Ty i doskonale o tym wiesz. Ale jeśli znowu mamy przechodzić to samo za każdym razem, kiedy będę nawet rozmawiał z inną kobietą, to nie wiem czy dam radę.
Jess: Pierdol się Gavin! Gdybyś z nią tylko rozmawiał, nie byłoby z problemu… ale najpierw była akcja w klubie, później przylazła do Ciebie do domu, a teraz to!
Gavin: Jessica ile razy mam powtarzać, że tylko rozmawialiśmy. Nic więcej! Dlaczego musisz być zawsze taka zazdrosna?
Jess: Och! Więc teraz to niby moja wina? Przepraszam że przeszkadza mi kiedy przyczepia się do Ciebie jakaś wywłoka!
Kurwa! Wszystko zaczynało się od nowa. Ta sama śpiewka co zawsze. Przerabiali to już tyle razy, że miał tego dosyć. Może nie był z nią do końca szczery, ale mogła chociaż ten jeden raz odpuścić i dać mu święty spokój.
Gavin: Ok, masz rację. Przepraszam… Co chcesz w takim razie, żebym zrobił?
Jess: Może na początek przestań być takim złamasem!
Gavin: Masz rację, nawaliłem. Wybaczysz mi?
Przyciągnął ją do siebie i objął w pasie. Nie wyrywała się, więc to był dobry znak. Westchnęła głęboko
Jess: Jeszcze nie wiem…
Gavin: Nie zasługuję na Ciebie.
Jess: Wiem.
Gavin: Mały całus na przeprosiny?
Jess: Nie, bo znowu paliłeś.
Gavin: Tylko jednego, małego, niewinnego papieroska. No dalej…
Przez chwilę droczyła się z nim uciekając, ale w końcu skapitulowała. Pocałował ją najczulej jak potrafił.
Jess: Tu jesteś! Wszędzie Ciebie szukałam.
Odwrócili się oboje. Jess bezceremonialnie podeszła do Gavina i namiętnie go pocałowała. Jeśli chciała zaznaczyć swój teren, to doskonale jej się to udało. Chris zrozumiała aluzję, więc rzuciła papierosa na podłogę, gasząc go końcem buta. Pocałunek trochę się przedłużał, więc poczuła się bardzo niezręcznie. Odchrząknęła głośno.
Chris: Nie będę Wam przeszkadzać. Bawcie się dobrze.
Jess: Już idziesz? Czyżbym Wam w czymś przeszkodziła?
Chris: Nie… po prostu… idę. Gdybyście czegoś potrzebowali dajcie znać… mi albo Kimberly.
Gavin: Jasne.
Jedyne słowo, które wydobyło się z jego ust. Wyminęła ich, starając się iść beztroskim krokiem. Znowu poczuła się jak kretynka. Sama nawet nie wie na co liczyła. Gavin był z Jess. Koniec kropka. Choćby stawała na głowie nic tego nie zmieni. Nigdy nie będzie wyglądać tak jak ponętna Jess i nawet najładniejsza sukienka Kimberly tego nie zmieni.

















































































