Księżyc świecił już wysoko. Większość zacnych mieszkańców Winderburga dawno siedziała w domach, ogrzewając się przy palenisku i bawiąc pacholęta. O tej porze jedynie szemrane towarzystwo wylegało na ulice.  Bez większych problemów można było natknąć się na rabusiów, kurwy albo… złodziei.

Czekała. Obserwowała przeciwległy budynek od dłuższego czasu. Światła dawno już zgasły, ale wolała jeszcze poczekać zanim wejdzie do środka, dopóki domowników nie zmorzy ciężki sen. Za plecami usłyszała ciche kroki.
Ch: Spóźniłeś się.
L: Musiałem jeszcze załatwić coś po drodze.
Ch: Wypić piwo z kumplami?
Spojrzała na niego wymownie, dając do zrozumienia że na odległość czuje alkohol.
L: Niektóre umowy muszą być odpowiednio przypieczętowane… Inaczej tracą na ważności.
Przewróciła oczami.
Ch: I niby jak masz zamiar mnie ubezpieczać? Cuchniesz na kilometr.
L: Zmysły w dalszym ciągu mam wyczulone.
Ch: Innym nie będą potrzebne Twoje specjalne zmysły, żeby wiedzieć że się zbliżasz. Będzie lepiej jak pójdę sama. Zostań tu i czekaj na mnie.
L: Jak chcesz.
Wiedział, że nie ma sensu polemizować. Zawsze odwalała brudną robotę w pojedynkę. On jedynie zabezpieczał tyły i służył za pośrednika: załatwiał zlecenia, odbierał towar, a później wymieniał go na pełną sakiewkę. Szybka oraz prosta robota. Oczywiście zdarzały się czasami komplikacje, na przykład klient nie chciał wypłacić pełnej sumy albo wydziwiał w kwestii towaru, ale Logan miał na to swoje sposoby. Zawsze znalazł się jakiś dobry argument. Zazwyczaj bardzo ciężki argument. Tak ciężki jak jego pięść.


Księżyc świecił już wysoko. Większość zacnych mieszkańców Winderburga dawno siedziała w domach, ogrzewając się przy palenisku i bawiąc pacholęta. O tej porze jedynie szemrane towarzystwo wylegało na ulice.  Bez większych problemów można było natknąć się na rabusiów, kurwy albo… złodziei.

Czekała. Obserwowała przeciwległy budynek od dłuższego czasu. Światła dawno już zgasły, ale wolała jeszcze poczekać zanim wejdzie do środka, dopóki domowników nie zmorzy ciężki sen. Za plecami usłyszała ciche kroki.
Ch: Spóźniłeś się.
L: Musiałem jeszcze załatwić coś po drodze.
Ch: Wypić piwo z kumplami?
Spojrzała na niego wymownie, dając do zrozumienia że na odległość czuje alkohol.
L: Niektóre umowy muszą być odpowiednio przypieczętowane… Inaczej tracą na ważności.
Przewróciła oczami.
Ch: I niby jak masz zamiar mnie ubezpieczać? Cuchniesz na kilometr.
L: Zmysły w dalszym ciągu mam wyczulone.
Ch: Innym nie będą potrzebne Twoje specjalne zmysły, żeby wiedzieć że się zbliżasz. Będzie lepiej jak pójdę sama. Zostań tu i czekaj na mnie.
L: Jak chcesz.
Wiedział, że nie ma sensu polemizować. Zawsze odwalała brudną robotę w pojedynkę. On jedynie zabezpieczał tyły i służył za pośrednika: załatwiał zlecenia, odbierał towar, a później wymieniał go na pełną sakiewkę. Szybka oraz prosta robota. Oczywiście zdarzały się czasami komplikacje, na przykład klient nie chciał wypłacić pełnej sumy albo wydziwiał w kwestii towaru, ale Logan miał na to swoje sposoby. Zawsze znalazł się jakiś dobry argument. Zazwyczaj bardzo ciężki argument. Tak ciężki jak jego pięść.


Księżyc świecił już wysoko. Większość zacnych mieszkańców Winderburga dawno siedziała w domach, ogrzewając się przy palenisku i bawiąc pacholęta. O tej porze jedynie szemrane towarzystwo wylegało na ulice.  Bez większych problemów można było natknąć się na rabusiów, kurwy albo… złodziei.

Czekała. Obserwowała przeciwległy budynek od dłuższego czasu. Światła dawno już zgasły, ale wolała jeszcze poczekać zanim wejdzie do środka, dopóki domowników nie zmorzy ciężki sen. Za plecami usłyszała ciche kroki.
Ch: Spóźniłeś się.
L: Musiałem jeszcze załatwić coś po drodze.
Ch: Wypić piwo z kumplami?
Spojrzała na niego wymownie, dając do zrozumienia że na odległość czuje alkohol.
L: Niektóre umowy muszą być odpowiednio przypieczętowane… Inaczej tracą na ważności.
Przewróciła oczami.
Ch: I niby jak masz zamiar mnie ubezpieczać? Cuchniesz na kilometr.
L: Zmysły w dalszym ciągu mam wyczulone.
Ch: Innym nie będą potrzebne Twoje specjalne zmysły, żeby wiedzieć że się zbliżasz. Będzie lepiej jak pójdę sama. Zostań tu i czekaj na mnie.
L: Jak chcesz.
Wiedział, że nie ma sensu polemizować. Zawsze odwalała brudną robotę w pojedynkę. On jedynie zabezpieczał tyły i służył za pośrednika: załatwiał zlecenia, odbierał towar, a później wymieniał go na pełną sakiewkę. Szybka oraz prosta robota. Oczywiście zdarzały się czasami komplikacje, na przykład klient nie chciał wypłacić pełnej sumy albo wydziwiał w kwestii towaru, ale Logan miał na to swoje sposoby. Zawsze znalazł się jakiś dobry argument. Zazwyczaj bardzo ciężki argument. Tak ciężki jak jego pięść.


W Windenburgu w dalszym ciągu panowała zima, ale w powietrzu czuć było nadchodzącą wiosnę. Promienie przedpołudniowego słońca rozpraszały poranny chłód. Na targu powoli robiło się tłoczno oraz gwarno. Stragany kusiły z każdej strony bogactwem towarów, a biedniejsza klientela wykłócała się o każdego talara. Przystanęła przy koszu z jabłkami i podniosła jedno zbliżając do nosa. Zachwyciła się jego aromatem, więc zaczęła wybierać co ładniejsze sztuki. Kramarz akurat obsługiwał inną klientkę, więc nie naprzykrzał się zbytnio zachwalaniem pozostałych towarów. Nagle poczuła lekkie muśnięcie w okolicy talii. Odwróciła się bez zastanowienia, machinalnie łapiąc napastnika za rękę. Jabłka które do tej pory trzymała z głuchym odgłosem rozsypały się na ziemi.
Ch: Zgubiłeś tu coś?
M: Jaaaa… tylko chciałem sięgnąć po jabłka…
Ch: Po jabłka czy moją sakiewkę?
M: Ale jaśnie panienko, jak Boga kocham, nic takiego nie miałem na myśli… ja tylko chciałem jabłko.
Ch: I jeszcze próbujesz mnie oszukać?
Ścisnęła go mocniej za rękę.
M: Aaaa… jaśnie panienko… to boli! Proszę puścić.
Zaczął się szamotać i szlochać próbując wywinąć z jej żelaznego uścisku. Karczmarz z tyłu coś pokrzykiwał o rozsypanych jabłkach i odgrażał się, że będzie musiała za nie zapłacić. Robiło się coraz większe zamieszanie, a przechodnie popatrywali na nich z zainteresowaniem. Nie mogła sobie na to pozwolić.
Ch: Tym razem puszczę Ci to płazem… z sentymentu. Ale zanim odejdziesz dam Ci dobrą radę na przyszłość: trzymaj się ode mnie z daleka i  kradnij tylko w tłumie.
Rozluźniła uścisk puszczając chłopaka wolno. Potarł nerwowo przedramię, spojrzał na nią z przerażeniem i wziął nogi za pas. Odprowadziła go wzrokiem dopóki nie zniknął w przeciwległym zaułku. Schyliła się po jabłka, które upuściła wcześniej. Nadawały się już tylko na kompot.



W Windenburgu w dalszym ciągu panowała zima, ale w powietrzu czuć było nadchodzącą wiosnę. Promienie przedpołudniowego słońca rozpraszały poranny chłód. Na targu powoli robiło się tłoczno oraz gwarno. Stragany kusiły z każdej strony bogactwem towarów, a biedniejsza klientela wykłócała się o każdego talara. Przystanęła przy koszu z jabłkami i podniosła jedno zbliżając do nosa. Zachwyciła się jego aromatem, więc zaczęła wybierać co ładniejsze sztuki. Kramarz akurat obsługiwał inną klientkę, więc nie naprzykrzał się zbytnio zachwalaniem pozostałych towarów. Nagle poczuła lekkie muśnięcie w okolicy talii. Odwróciła się bez zastanowienia, machinalnie łapiąc napastnika za rękę. Jabłka które do tej pory trzymała z głuchym odgłosem rozsypały się na ziemi.
Ch: Zgubiłeś tu coś?
M: Jaaaa… tylko chciałem sięgnąć po jabłka…
Ch: Po jabłka czy moją sakiewkę?
M: Ale jaśnie panienko, jak Boga kocham, nic takiego nie miałem na myśli… ja tylko chciałem jabłko.
Ch: I jeszcze próbujesz mnie oszukać?
Ścisnęła go mocniej za rękę.
M: Aaaa… jaśnie panienko… to boli! Proszę puścić.
Zaczął się szamotać i szlochać próbując wywinąć z jej żelaznego uścisku. Karczmarz z tyłu coś pokrzykiwał o rozsypanych jabłkach i odgrażał się, że będzie musiała za nie zapłacić. Robiło się coraz większe zamieszanie, a przechodnie popatrywali na nich z zainteresowaniem. Nie mogła sobie na to pozwolić.
Ch: Tym razem puszczę Ci to płazem… z sentymentu. Ale zanim odejdziesz dam Ci dobrą radę na przyszłość: trzymaj się ode mnie z daleka i  kradnij tylko w tłumie.
Rozluźniła uścisk puszczając chłopaka wolno. Potarł nerwowo przedramię, spojrzał na nią z przerażeniem i wziął nogi za pas. Odprowadziła go wzrokiem dopóki nie zniknął w przeciwległym zaułku. Schyliła się po jabłka, które upuściła wcześniej. Nadawały się już tylko na kompot.



W Windenburgu w dalszym ciągu panowała zima, ale w powietrzu czuć było nadchodzącą wiosnę. Promienie przedpołudniowego słońca rozpraszały poranny chłód. Na targu powoli robiło się tłoczno oraz gwarno. Stragany kusiły z każdej strony bogactwem towarów, a biedniejsza klientela wykłócała się o każdego talara. Przystanęła przy koszu z jabłkami i podniosła jedno zbliżając do nosa. Zachwyciła się jego aromatem, więc zaczęła wybierać co ładniejsze sztuki. Kramarz akurat obsługiwał inną klientkę, więc nie naprzykrzał się zbytnio zachwalaniem pozostałych towarów. Nagle poczuła lekkie muśnięcie w okolicy talii. Odwróciła się bez zastanowienia, machinalnie łapiąc napastnika za rękę. Jabłka które do tej pory trzymała z głuchym odgłosem rozsypały się na ziemi.
Ch: Zgubiłeś tu coś?
M: Jaaaa… tylko chciałem sięgnąć po jabłka…
Ch: Po jabłka czy moją sakiewkę?
M: Ale jaśnie panienko, jak Boga kocham, nic takiego nie miałem na myśli… ja tylko chciałem jabłko.
Ch: I jeszcze próbujesz mnie oszukać?
Ścisnęła go mocniej za rękę.
M: Aaaa… jaśnie panienko… to boli! Proszę puścić.
Zaczął się szamotać i szlochać próbując wywinąć z jej żelaznego uścisku. Karczmarz z tyłu coś pokrzykiwał o rozsypanych jabłkach i odgrażał się, że będzie musiała za nie zapłacić. Robiło się coraz większe zamieszanie, a przechodnie popatrywali na nich z zainteresowaniem. Nie mogła sobie na to pozwolić.
Ch: Tym razem puszczę Ci to płazem… z sentymentu. Ale zanim odejdziesz dam Ci dobrą radę na przyszłość: trzymaj się ode mnie z daleka i  kradnij tylko w tłumie.
Rozluźniła uścisk puszczając chłopaka wolno. Potarł nerwowo przedramię, spojrzał na nią z przerażeniem i wziął nogi za pas. Odprowadziła go wzrokiem dopóki nie zniknął w przeciwległym zaułku. Schyliła się po jabłka, które upuściła wcześniej. Nadawały się już tylko na kompot.


Zapadał powoli zmierzch i zrobiło się znacznie chłodniej. Aktywny wypoczynek na świeżym powietrzu pobudził ich apetyt, więc postanowili zajrzeć do pobliskiej kawiarni. Gavin szarmancko otworzył drzwi, przepuszczając Amy oraz Chris. W środku było przyjemnie ciepło, a w powietrzu unosił się zapach świeżo parzonej kawy. Amy od razu przykleiła nos do szyby z deserami oraz świeżymi wypiekami. Oczy przeskakiwały jej z jednego ciastka na drugie i nie wiedziała na co ma się zdecydować. Wszystko wyglądało tak apetycznie, że nie mogła podjąć decyzji. Chatka z piernika prezentowała się imponująco, tak samo imbirowe ciasteczka, ale tarty owocowe również kusiły swoimi ładnymi zdobieniami. Najchętniej spróbowałaby wszystkiego po trochu. Musiała jednak szybko dokonać wyboru, ponieważ za nimi zaczęła ustawiać się już spora kolejka. Gavin poprosił żeby zajęły stolik, póki jest jeszcze jakiś wolny. Sam miał zamiar poczekać przy ladzie, dopóki zamówienie nie zostanie zrealizowane. Ruszyły w głąb niewielkiej sali w poszukiwaniu wolnego miejsca.


Previous // Next

Zapadał powoli zmierzch i zrobiło się znacznie chłodniej. Aktywny wypoczynek na świeżym powietrzu pobudził ich apetyt, więc postanowili zajrzeć do pobliskiej kawiarni. Gavin szarmancko otworzył drzwi, przepuszczając Amy oraz Chris. W środku było przyjemnie ciepło, a w powietrzu unosił się zapach świeżo parzonej kawy. Amy od razu przykleiła nos do szyby z deserami oraz świeżymi wypiekami. Oczy przeskakiwały jej z jednego ciastka na drugie i nie wiedziała na co ma się zdecydować. Wszystko wyglądało tak apetycznie, że nie mogła podjąć decyzji. Chatka z piernika prezentowała się imponująco, tak samo imbirowe ciasteczka, ale tarty owocowe również kusiły swoimi ładnymi zdobieniami. Najchętniej spróbowałaby wszystkiego po trochu. Musiała jednak szybko dokonać wyboru, ponieważ za nimi zaczęła ustawiać się już spora kolejka. Gavin poprosił żeby zajęły stolik, póki jest jeszcze jakiś wolny. Sam miał zamiar poczekać przy ladzie, dopóki zamówienie nie zostanie zrealizowane. Ruszyły w głąb niewielkiej sali w poszukiwaniu wolnego miejsca.


Previous // Next