Spojrzała na brązowozłoty napój na dnie szklanki. Zakołysała lekko i dopiła jednym łykiem.
Chris: Zdradzę ci tajemnicę. Wielu rzeczy żałuję, bo często podejmuję złe decyzje. Gdybym wtedy z Tobą porozmawiała…
Gavin: Wtedy?
Chris: Na wyjeździe. Sądziłam… Zresztą nie ważne co sądziłam, chodzi o to że znowu źle postąpiłam. Nie powinnam była Ciebie tak potraktować… Więc przepraszam. Kolejny raz przepraszam.
Gavin: Masz na myśli to, że wyjechałaś wtedy bez pożegnania?
Chris: Między innymi.
Gavin: Muszę przyznać, że byłem trochę zaskoczony i szczerze mówiąc do dzisiaj nie mam pojęcia o co Ci chodziło. A później jeszcze ten sms.
Chris: Taaa… sms. Trochę mnie poniosło, więc przepraszam. Ale teraz to i tak już nie ma znaczenia… prawda?
Spojrzała mu prosto w oczy.
Chris: Chciałam tylko żebyś to wiedział.
Gavin: Ok.
Chris: Lepiej już pójdę. Nie chcę Ci się tu wyżalać, masz swoje sprawy na głowie. Dzięki za drinka.
Wstała z wahaniem. Wcale nie chciała odchodzić, Gavin jednak nic nie powiedział.
Chris: Odkupię butelkę, ale Ty będziesz musiał ją przemycić z powrotem.
Gavin: O to się nie martw.
Chris: I… dzięki za rozmowę. Dobranoc Gavin.
Uśmiechnęła się słabo i skierowała do drzwi.
Gavin: Dobranoc Christine.
Odprowadził ją wzrokiem. Napełnił ponownie swoją szklankę i pociągnął długi łyk whisky. Za oknem zaczynało świtać.
Spojrzała na brązowozłoty napój na dnie szklanki. Zakołysała lekko i dopiła jednym łykiem.
Chris: Zdradzę ci tajemnicę. Wielu rzeczy żałuję, bo często podejmuję złe decyzje. Gdybym wtedy z Tobą porozmawiała…
Gavin: Wtedy?
Chris: Na wyjeździe. Sądziłam… Zresztą nie ważne co sądziłam, chodzi o to że znowu źle postąpiłam. Nie powinnam była Ciebie tak potraktować… Więc przepraszam. Kolejny raz przepraszam.
Gavin: Masz na myśli to, że wyjechałaś wtedy bez pożegnania?
Chris: Między innymi.
Gavin: Muszę przyznać, że byłem trochę zaskoczony i szczerze mówiąc do dzisiaj nie mam pojęcia o co Ci chodziło. A później jeszcze ten sms.
Chris: Taaa… sms. Trochę mnie poniosło, więc przepraszam. Ale teraz to i tak już nie ma znaczenia… prawda?
Spojrzała mu prosto w oczy.
Chris: Chciałam tylko żebyś to wiedział.
Gavin: Ok.
Chris: Lepiej już pójdę. Nie chcę Ci się tu wyżalać, masz swoje sprawy na głowie. Dzięki za drinka.
Wstała z wahaniem. Wcale nie chciała odchodzić, Gavin jednak nic nie powiedział.
Chris: Odkupię butelkę, ale Ty będziesz musiał ją przemycić z powrotem.
Gavin: O to się nie martw.
Chris: I… dzięki za rozmowę. Dobranoc Gavin.
Uśmiechnęła się słabo i skierowała do drzwi.
Gavin: Dobranoc Christine.
Odprowadził ją wzrokiem. Napełnił ponownie swoją szklankę i pociągnął długi łyk whisky. Za oknem zaczynało świtać.
Spojrzała na brązowozłoty napój na dnie szklanki. Zakołysała lekko i dopiła jednym łykiem.
Chris: Zdradzę ci tajemnicę. Wielu rzeczy żałuję, bo często podejmuję złe decyzje. Gdybym wtedy z Tobą porozmawiała…
Gavin: Wtedy?
Chris: Na wyjeździe. Sądziłam… Zresztą nie ważne co sądziłam, chodzi o to że znowu źle postąpiłam. Nie powinnam była Ciebie tak potraktować… Więc przepraszam. Kolejny raz przepraszam.
Gavin: Masz na myśli to, że wyjechałaś wtedy bez pożegnania?
Chris: Między innymi.
Gavin: Muszę przyznać, że byłem trochę zaskoczony i szczerze mówiąc do dzisiaj nie mam pojęcia o co Ci chodziło. A później jeszcze ten sms.
Chris: Taaa… sms. Trochę mnie poniosło, więc przepraszam. Ale teraz to i tak już nie ma znaczenia… prawda?
Spojrzała mu prosto w oczy.
Chris: Chciałam tylko żebyś to wiedział.
Gavin: Ok.
Chris: Lepiej już pójdę. Nie chcę Ci się tu wyżalać, masz swoje sprawy na głowie. Dzięki za drinka.
Wstała z wahaniem. Wcale nie chciała odchodzić, Gavin jednak nic nie powiedział.
Chris: Odkupię butelkę, ale Ty będziesz musiał ją przemycić z powrotem.
Gavin: O to się nie martw.
Chris: I… dzięki za rozmowę. Dobranoc Gavin.
Uśmiechnęła się słabo i skierowała do drzwi.
Gavin: Dobranoc Christine.
Odprowadził ją wzrokiem. Napełnił ponownie swoją szklankę i pociągnął długi łyk whisky. Za oknem zaczynało świtać.
Chris: A jak jest z Tobą?
Gavin: Ze mną?
Chris: Dlaczego spędzasz święta u Potterów? Nie powinieneś być z …
Gavin: Z Jessie? Pokłóciliśmy się.
Chris: To niefajnie.
Gavin: Chciała żebym pojechał do jej rodziców.
Chris: Więc dlaczego tego nie zrobiłeś?
Gavin: Bo… wolałem być tutaj.
Chris: A co z Twoją rodziną ?
Gavin: Nie mam… to znaczy moja matka wcześnie umarła. Mój ojciec niewiele później. Nie mam rodzeństwa. Ot cała historia.
Chris: Przykro mi…
Gavin: Nie mam miłych wspomnień. Szybko nauczyłem się żyć bez nich. Jeśli potrzebuję maminej rady przychodzę tutaj.
Chris: Zauważyłam, że Pani Potter traktuje Ciebie jak syna.
Gavin: Kiedy umarł mój ojciec, Potterowie przygarnęli mnie na trochę. To był dla mnie ciężki okres, ale dzięki nim poczułem, że moje życie jeszcze się nie skończyło. Utrata rodziny to nie jest koniec świata, bo zawsze znajdą się życzliwi ludzie, którzy pomogą. Będę im wdzięczny za to do końca życia. Ty jednak możesz to zmienić. Możesz jeszcze pojechać…
Chris: Nie… tego co się wydarzyło nie da się naprawić.
Gavin: Jesteś pewna?
Chris: No cóż… Mam zakaz zbliżania się do mojej rodziny, więc tak… jestem pewna.
Gavin: Musiałaś nieźle nawywijać.
Chris: Będę żałować tego do końca życia… Niepotrzebnie Ci to powiedziałam. Trochę za bardzo rozciągnął mi się język po tym alkoholu. Już i tak pewnie masz mnie za kompletną wariatkę.
Gavin: Jedno muszę przyznać… Nie zachowujesz się jak dziewczyny, które znałem do tej pory.
Chris: Domyślam się.
Chris: A jak jest z Tobą?
Gavin: Ze mną?
Chris: Dlaczego spędzasz święta u Potterów? Nie powinieneś być z …
Gavin: Z Jessie? Pokłóciliśmy się.
Chris: To niefajnie.
Gavin: Chciała żebym pojechał do jej rodziców.
Chris: Więc dlaczego tego nie zrobiłeś?
Gavin: Bo… wolałem być tutaj.
Chris: A co z Twoją rodziną ?
Gavin: Nie mam… to znaczy moja matka wcześnie umarła. Mój ojciec niewiele później. Nie mam rodzeństwa. Ot cała historia.
Chris: Przykro mi…
Gavin: Nie mam miłych wspomnień. Szybko nauczyłem się żyć bez nich. Jeśli potrzebuję maminej rady przychodzę tutaj.
Chris: Zauważyłam, że Pani Potter traktuje Ciebie jak syna.
Gavin: Kiedy umarł mój ojciec, Potterowie przygarnęli mnie na trochę. To był dla mnie ciężki okres, ale dzięki nim poczułem, że moje życie jeszcze się nie skończyło. Utrata rodziny to nie jest koniec świata, bo zawsze znajdą się życzliwi ludzie, którzy pomogą. Będę im wdzięczny za to do końca życia. Ty jednak możesz to zmienić. Możesz jeszcze pojechać…
Chris: Nie… tego co się wydarzyło nie da się naprawić.
Gavin: Jesteś pewna?
Chris: No cóż… Mam zakaz zbliżania się do mojej rodziny, więc tak… jestem pewna.
Gavin: Musiałaś nieźle nawywijać.
Chris: Będę żałować tego do końca życia… Niepotrzebnie Ci to powiedziałam. Trochę za bardzo rozciągnął mi się język po tym alkoholu. Już i tak pewnie masz mnie za kompletną wariatkę.
Gavin: Jedno muszę przyznać… Nie zachowujesz się jak dziewczyny, które znałem do tej pory.
Chris: Domyślam się.
Chris: A jak jest z Tobą?
Gavin: Ze mną?
Chris: Dlaczego spędzasz święta u Potterów? Nie powinieneś być z …
Gavin: Z Jessie? Pokłóciliśmy się.
Chris: To niefajnie.
Gavin: Chciała żebym pojechał do jej rodziców.
Chris: Więc dlaczego tego nie zrobiłeś?
Gavin: Bo… wolałem być tutaj.
Chris: A co z Twoją rodziną ?
Gavin: Nie mam… to znaczy moja matka wcześnie umarła. Mój ojciec niewiele później. Nie mam rodzeństwa. Ot cała historia.
Chris: Przykro mi…
Gavin: Nie mam miłych wspomnień. Szybko nauczyłem się żyć bez nich. Jeśli potrzebuję maminej rady przychodzę tutaj.
Chris: Zauważyłam, że Pani Potter traktuje Ciebie jak syna.
Gavin: Kiedy umarł mój ojciec, Potterowie przygarnęli mnie na trochę. To był dla mnie ciężki okres, ale dzięki nim poczułem, że moje życie jeszcze się nie skończyło. Utrata rodziny to nie jest koniec świata, bo zawsze znajdą się życzliwi ludzie, którzy pomogą. Będę im wdzięczny za to do końca życia. Ty jednak możesz to zmienić. Możesz jeszcze pojechać…
Chris: Nie… tego co się wydarzyło nie da się naprawić.
Gavin: Jesteś pewna?
Chris: No cóż… Mam zakaz zbliżania się do mojej rodziny, więc tak… jestem pewna.
Gavin: Musiałaś nieźle nawywijać.
Chris: Będę żałować tego do końca życia… Niepotrzebnie Ci to powiedziałam. Trochę za bardzo rozciągnął mi się język po tym alkoholu. Już i tak pewnie masz mnie za kompletną wariatkę.
Gavin: Jedno muszę przyznać… Nie zachowujesz się jak dziewczyny, które znałem do tej pory.
Chris: Domyślam się.
Gavin nalał dwie szklaneczki whisky.
Gavin: Nie ma lodu.
Chris: Nie szkodzi. Po co rozwadniać.
Wzięła większy łyk.
Gavin: Lepiej?
Chris: Lepiej…
Gavin: Na pewno?
Chris: mhm… *dopiła resztę* Dolej jeszcze.
Spojrzał na nią z wahaniem.
Chris: Od alkoholu się nie zapowietrzę. No dalej…
Podsunęła bliżej szklankę
Gavin: Nie pij tak szybko, bo zaraz mi tu fikniesz.
Chris: Ok… Sorry… mam trochę ciśnienie.
Gavin: Właśnie widzę.
Chris: Nie mogę spać, a to był ciężki dzień… Muszę jakoś… odpędzić myśli…
Gavin: O czym tak rozmyślasz, jeśli wolno spytać?
Chris: Na pewno chcesz to usłyszeć?
Gavin: Czemu nie… skoro już nie śpię.
Chris: Myślałam *odchrząknęła* o Harrym… to znaczy o moim bracie. Zastanawiałam się, czy ucieszył się z prezentu ode mnie. I czy mama włożyła te same perły co zawsze…
Zawiesiła na chwilę głos, nie wiedząc czy mówić dalej, jednak wyczekujące spojrzenie Gavina skłoniło ją do podjęcia przerwanego wątku.
Chris: Dostała je kiedyś od mojego ojca na gwiazdkę. Wtedy nie mieliśmy kasy, więc to był spory wydatek. Zakładała je tylko raz w roku, właśnie na tę specjalną okazję… kiedy byliśmy wszyscy razem… To były moje najszczęśliwsze chwile. Dzisiaj kiedy patrzyłam na Amy… zazdrościłam jej. Była taka szczęśliwa. Nie chciałam… Ja… Jak zwykle wszystko popsułam.
W jej oczach pojawiły się łzy, więc przetarła je nerwowo w nadziei, że ich nie zauważył. Nawet jeśli je dostrzegł nie dał nic po sobie poznać.
Chris: Najpiękniejsze chwile, to te z naszego dzieciństwa, prawda? To chyba już nigdy nie wróci.
Gavin wzruszył ramionami: To zależy tylko od nas. A co do Amy… Była dzisiaj szczęśliwa, ale tak naprawdę ona też za kimś tęskni. Mimo że ma dopiero 10 lat, to straciła już ojca.
Zamyśliła się nad tym co powiedział. Gavin w tym czasie pociągnął długi łyk whisky.
Gavin nalał dwie szklaneczki whisky.
Gavin: Nie ma lodu.
Chris: Nie szkodzi. Po co rozwadniać.
Wzięła większy łyk.
Gavin: Lepiej?
Chris: Lepiej…
Gavin: Na pewno?
Chris: mhm… *dopiła resztę* Dolej jeszcze.
Spojrzał na nią z wahaniem.
Chris: Od alkoholu się nie zapowietrzę. No dalej…
Podsunęła bliżej szklankę
Gavin: Nie pij tak szybko, bo zaraz mi tu fikniesz.
Chris: Ok… Sorry… mam trochę ciśnienie.
Gavin: Właśnie widzę.
Chris: Nie mogę spać, a to był ciężki dzień… Muszę jakoś… odpędzić myśli…
Gavin: O czym tak rozmyślasz, jeśli wolno spytać?
Chris: Na pewno chcesz to usłyszeć?
Gavin: Czemu nie… skoro już nie śpię.
Chris: Myślałam *odchrząknęła* o Harrym… to znaczy o moim bracie. Zastanawiałam się, czy ucieszył się z prezentu ode mnie. I czy mama włożyła te same perły co zawsze…
Zawiesiła na chwilę głos, nie wiedząc czy mówić dalej, jednak wyczekujące spojrzenie Gavina skłoniło ją do podjęcia przerwanego wątku.
Chris: Dostała je kiedyś od mojego ojca na gwiazdkę. Wtedy nie mieliśmy kasy, więc to był spory wydatek. Zakładała je tylko raz w roku, właśnie na tę specjalną okazję… kiedy byliśmy wszyscy razem… To były moje najszczęśliwsze chwile. Dzisiaj kiedy patrzyłam na Amy… zazdrościłam jej. Była taka szczęśliwa. Nie chciałam… Ja… Jak zwykle wszystko popsułam.
W jej oczach pojawiły się łzy, więc przetarła je nerwowo w nadziei, że ich nie zauważył. Nawet jeśli je dostrzegł nie dał nic po sobie poznać.
Chris: Najpiękniejsze chwile, to te z naszego dzieciństwa, prawda? To chyba już nigdy nie wróci.
Gavin wzruszył ramionami: To zależy tylko od nas. A co do Amy… Była dzisiaj szczęśliwa, ale tak naprawdę ona też za kimś tęskni. Mimo że ma dopiero 10 lat, to straciła już ojca.
Zamyśliła się nad tym co powiedział. Gavin w tym czasie pociągnął długi łyk whisky.
Gavin nalał dwie szklaneczki whisky.
Gavin: Nie ma lodu.
Chris: Nie szkodzi. Po co rozwadniać.
Wzięła większy łyk.
Gavin: Lepiej?
Chris: Lepiej…
Gavin: Na pewno?
Chris: mhm… *dopiła resztę* Dolej jeszcze.
Spojrzał na nią z wahaniem.
Chris: Od alkoholu się nie zapowietrzę. No dalej…
Podsunęła bliżej szklankę
Gavin: Nie pij tak szybko, bo zaraz mi tu fikniesz.
Chris: Ok… Sorry… mam trochę ciśnienie.
Gavin: Właśnie widzę.
Chris: Nie mogę spać, a to był ciężki dzień… Muszę jakoś… odpędzić myśli…
Gavin: O czym tak rozmyślasz, jeśli wolno spytać?
Chris: Na pewno chcesz to usłyszeć?
Gavin: Czemu nie… skoro już nie śpię.
Chris: Myślałam *odchrząknęła* o Harrym… to znaczy o moim bracie. Zastanawiałam się, czy ucieszył się z prezentu ode mnie. I czy mama włożyła te same perły co zawsze…
Zawiesiła na chwilę głos, nie wiedząc czy mówić dalej, jednak wyczekujące spojrzenie Gavina skłoniło ją do podjęcia przerwanego wątku.
Chris: Dostała je kiedyś od mojego ojca na gwiazdkę. Wtedy nie mieliśmy kasy, więc to był spory wydatek. Zakładała je tylko raz w roku, właśnie na tę specjalną okazję… kiedy byliśmy wszyscy razem… To były moje najszczęśliwsze chwile. Dzisiaj kiedy patrzyłam na Amy… zazdrościłam jej. Była taka szczęśliwa. Nie chciałam… Ja… Jak zwykle wszystko popsułam.
W jej oczach pojawiły się łzy, więc przetarła je nerwowo w nadziei, że ich nie zauważył. Nawet jeśli je dostrzegł nie dał nic po sobie poznać.
Chris: Najpiękniejsze chwile, to te z naszego dzieciństwa, prawda? To chyba już nigdy nie wróci.
Gavin wzruszył ramionami: To zależy tylko od nas. A co do Amy… Była dzisiaj szczęśliwa, ale tak naprawdę ona też za kimś tęskni. Mimo że ma dopiero 10 lat, to straciła już ojca.
Zamyśliła się nad tym co powiedział. Gavin w tym czasie pociągnął długi łyk whisky.
Gavin: Christine!?
Aż podskoczyła kiedy usłyszała jego głos.
Chris: Musisz tak się skradać? O mało nie dostałam zawału!
Gavin: Co Ty tu robisz o tej porze?
Chris: Sorry… Obudziłam Ciebie?
Gavin: Robisz taki hałas, że sądziłem, że to jakiś włamywacz. Dziewczyno, mogłaś tym zarobić *pomachał kijem baseballowym*.
Chris zmieszana: Wiem, że to dziwnie wygląda… ale mogę się wytłumaczyć… eee… jakby to ująć… szukałam czegoś.
Gavin: Czego? Pani Potter trzyma tu jedynie talerze *wskazał szafkę w której grzebała*
Chris wzdychając: Liczyłam, że znajdę coś… na sen…. albo coś mocniejszego.
Gavin: Czekaj… to znaczy szukasz alkoholu?
Chris: No… tak jakby… powiedzmy.
Wyszczerzyła się głupkowato.
Gavin: Chyba nie powinnaś pić… w takim stanie?
Chris: Niby jakim? Jesteś lekarzem?
Gavin: Nie… ale powinnaś być też milsza, skoro tylko ja wiem gdzie Pani Potter ukrywa procenty. Tutaj nic nie znajdziesz.
Chris: Ok, przepraszam… będę miła… od teraz.
Parsknął śmiechem.
Chris: Co?
Gavin: Zaskakujesz mnie.








































































