Zbierała rozsypane jabłka, przy okazji zapewniając kramarza, że za nie na pewno zapłaci. Sięgała właśnie po kolejne, kiedy padł na nią długi cień. Spojrzała do góry i zobaczyła znajomą twarz… czy raczej znajomy, wredny pysk. 
L: Nie powinnaś być dla niego milsza? W końcu Ty też dorastałaś na ulicach Windenburgu.
Ch: Moje współczucie nic mu nie pomoże. Jedynie dobra nauczka na przyszłość jest odpowiednią lekcją. Z takimi umiejętnościami daleko nie zajdzie, więc lepiej żeby nie miał złudzeń. Albo się wyćwiczy, albo ktoś szybko utnie mu te niezgrabne łapy.
L: Z tego co pamiętam Tobie na początku szło niewiele lepiej.
Wstała i spojrzała mu w oczy. 
Ch: Tak? Mnie przynajmniej nikt za rękę nie złapał.
L: Jesteś niesprawiedliwa. Rzadko trafia się na drugiego złodzieja. 
Ch: Mylisz się. To świat jest niesprawiedliwy… 
L: Ach! Najlepiej umyć ręce i zwalić wszystko na resztę świata.  Pomyślałaś przez chwilę, że cała sytuacja wyglądałaby inaczej, gdybyś postąpiła inaczej? Mogłabyś mu pomóc, na przykład dać sobie ukraść tę sakiewkę. Dla Ciebie byłaby to niewielka strata, a dla niego…
Ch: I mam to robić za każdym razem, kiedy jakiś wyskrobek będzie próbował mnie okraść? Całego świata nie zbawię. Wolę nie dawać złudnych nadziei na lepszy los komuś, kto tkwi w gównie po same uszy. Tak samo nie mam wpływu na chędożoną sprawiedliwość tego świata. 
L: Trzeba zacząć od małych rzeczy… 
Przerwała mu zanim pociągnął dalej swój umoralniający wywód. 
Ch: Szukałeś mnie? Czy tak po prostu przyszedłeś pieprzyć farmazony?
Na jego miejscu każdy inny obraziłby się słysząc takie słowa, ale znali się zbyt długo, żeby zawracać sobie głowę konwenansami. 
L: Jest mała robota. 
Ch: Opłacalna?
L: Inaczej bym nie proponował. Chodźmy w jakieś ustronniejsze miejsce, żebym mógł Ci zdradzić szczegóły.


Zbierała rozsypane jabłka, przy okazji zapewniając kramarza, że za nie na pewno zapłaci. Sięgała właśnie po kolejne, kiedy padł na nią długi cień. Spojrzała do góry i zobaczyła znajomą twarz… czy raczej znajomy, wredny pysk. 
L: Nie powinnaś być dla niego milsza? W końcu Ty też dorastałaś na ulicach Windenburgu.
Ch: Moje współczucie nic mu nie pomoże. Jedynie dobra nauczka na przyszłość jest odpowiednią lekcją. Z takimi umiejętnościami daleko nie zajdzie, więc lepiej żeby nie miał złudzeń. Albo się wyćwiczy, albo ktoś szybko utnie mu te niezgrabne łapy.
L: Z tego co pamiętam Tobie na początku szło niewiele lepiej.
Wstała i spojrzała mu w oczy. 
Ch: Tak? Mnie przynajmniej nikt za rękę nie złapał.
L: Jesteś niesprawiedliwa. Rzadko trafia się na drugiego złodzieja. 
Ch: Mylisz się. To świat jest niesprawiedliwy… 
L: Ach! Najlepiej umyć ręce i zwalić wszystko na resztę świata.  Pomyślałaś przez chwilę, że cała sytuacja wyglądałaby inaczej, gdybyś postąpiła inaczej? Mogłabyś mu pomóc, na przykład dać sobie ukraść tę sakiewkę. Dla Ciebie byłaby to niewielka strata, a dla niego…
Ch: I mam to robić za każdym razem, kiedy jakiś wyskrobek będzie próbował mnie okraść? Całego świata nie zbawię. Wolę nie dawać złudnych nadziei na lepszy los komuś, kto tkwi w gównie po same uszy. Tak samo nie mam wpływu na chędożoną sprawiedliwość tego świata. 
L: Trzeba zacząć od małych rzeczy… 
Przerwała mu zanim pociągnął dalej swój umoralniający wywód. 
Ch: Szukałeś mnie? Czy tak po prostu przyszedłeś pieprzyć farmazony?
Na jego miejscu każdy inny obraziłby się słysząc takie słowa, ale znali się zbyt długo, żeby zawracać sobie głowę konwenansami. 
L: Jest mała robota. 
Ch: Opłacalna?
L: Inaczej bym nie proponował. Chodźmy w jakieś ustronniejsze miejsce, żebym mógł Ci zdradzić szczegóły.


W Windenburgu w dalszym ciągu panowała zima, ale w powietrzu czuć było nadchodzącą wiosnę. Promienie przedpołudniowego słońca rozpraszały poranny chłód. Na targu powoli robiło się tłoczno oraz gwarno. Stragany kusiły z każdej strony bogactwem towarów, a biedniejsza klientela wykłócała się o każdego talara. Przystanęła przy koszu z jabłkami i podniosła jedno zbliżając do nosa. Zachwyciła się jego aromatem, więc zaczęła wybierać co ładniejsze sztuki. Kramarz akurat obsługiwał inną klientkę, więc nie naprzykrzał się zbytnio zachwalaniem pozostałych towarów. Nagle poczuła lekkie muśnięcie w okolicy talii. Odwróciła się bez zastanowienia, machinalnie łapiąc napastnika za rękę. Jabłka które do tej pory trzymała z głuchym odgłosem rozsypały się na ziemi.
Ch: Zgubiłeś tu coś?
M: Jaaaa… tylko chciałem sięgnąć po jabłka…
Ch: Po jabłka czy moją sakiewkę?
M: Ale jaśnie panienko, jak Boga kocham, nic takiego nie miałem na myśli… ja tylko chciałem jabłko.
Ch: I jeszcze próbujesz mnie oszukać?
Ścisnęła go mocniej za rękę.
M: Aaaa… jaśnie panienko… to boli! Proszę puścić.
Zaczął się szamotać i szlochać próbując wywinąć z jej żelaznego uścisku. Karczmarz z tyłu coś pokrzykiwał o rozsypanych jabłkach i odgrażał się, że będzie musiała za nie zapłacić. Robiło się coraz większe zamieszanie, a przechodnie popatrywali na nich z zainteresowaniem. Nie mogła sobie na to pozwolić.
Ch: Tym razem puszczę Ci to płazem… z sentymentu. Ale zanim odejdziesz dam Ci dobrą radę na przyszłość: trzymaj się ode mnie z daleka i  kradnij tylko w tłumie.
Rozluźniła uścisk puszczając chłopaka wolno. Potarł nerwowo przedramię, spojrzał na nią z przerażeniem i wziął nogi za pas. Odprowadziła go wzrokiem dopóki nie zniknął w przeciwległym zaułku. Schyliła się po jabłka, które upuściła wcześniej. Nadawały się już tylko na kompot.



W Windenburgu w dalszym ciągu panowała zima, ale w powietrzu czuć było nadchodzącą wiosnę. Promienie przedpołudniowego słońca rozpraszały poranny chłód. Na targu powoli robiło się tłoczno oraz gwarno. Stragany kusiły z każdej strony bogactwem towarów, a biedniejsza klientela wykłócała się o każdego talara. Przystanęła przy koszu z jabłkami i podniosła jedno zbliżając do nosa. Zachwyciła się jego aromatem, więc zaczęła wybierać co ładniejsze sztuki. Kramarz akurat obsługiwał inną klientkę, więc nie naprzykrzał się zbytnio zachwalaniem pozostałych towarów. Nagle poczuła lekkie muśnięcie w okolicy talii. Odwróciła się bez zastanowienia, machinalnie łapiąc napastnika za rękę. Jabłka które do tej pory trzymała z głuchym odgłosem rozsypały się na ziemi.
Ch: Zgubiłeś tu coś?
M: Jaaaa… tylko chciałem sięgnąć po jabłka…
Ch: Po jabłka czy moją sakiewkę?
M: Ale jaśnie panienko, jak Boga kocham, nic takiego nie miałem na myśli… ja tylko chciałem jabłko.
Ch: I jeszcze próbujesz mnie oszukać?
Ścisnęła go mocniej za rękę.
M: Aaaa… jaśnie panienko… to boli! Proszę puścić.
Zaczął się szamotać i szlochać próbując wywinąć z jej żelaznego uścisku. Karczmarz z tyłu coś pokrzykiwał o rozsypanych jabłkach i odgrażał się, że będzie musiała za nie zapłacić. Robiło się coraz większe zamieszanie, a przechodnie popatrywali na nich z zainteresowaniem. Nie mogła sobie na to pozwolić.
Ch: Tym razem puszczę Ci to płazem… z sentymentu. Ale zanim odejdziesz dam Ci dobrą radę na przyszłość: trzymaj się ode mnie z daleka i  kradnij tylko w tłumie.
Rozluźniła uścisk puszczając chłopaka wolno. Potarł nerwowo przedramię, spojrzał na nią z przerażeniem i wziął nogi za pas. Odprowadziła go wzrokiem dopóki nie zniknął w przeciwległym zaułku. Schyliła się po jabłka, które upuściła wcześniej. Nadawały się już tylko na kompot.



W Windenburgu w dalszym ciągu panowała zima, ale w powietrzu czuć było nadchodzącą wiosnę. Promienie przedpołudniowego słońca rozpraszały poranny chłód. Na targu powoli robiło się tłoczno oraz gwarno. Stragany kusiły z każdej strony bogactwem towarów, a biedniejsza klientela wykłócała się o każdego talara. Przystanęła przy koszu z jabłkami i podniosła jedno zbliżając do nosa. Zachwyciła się jego aromatem, więc zaczęła wybierać co ładniejsze sztuki. Kramarz akurat obsługiwał inną klientkę, więc nie naprzykrzał się zbytnio zachwalaniem pozostałych towarów. Nagle poczuła lekkie muśnięcie w okolicy talii. Odwróciła się bez zastanowienia, machinalnie łapiąc napastnika za rękę. Jabłka które do tej pory trzymała z głuchym odgłosem rozsypały się na ziemi.
Ch: Zgubiłeś tu coś?
M: Jaaaa… tylko chciałem sięgnąć po jabłka…
Ch: Po jabłka czy moją sakiewkę?
M: Ale jaśnie panienko, jak Boga kocham, nic takiego nie miałem na myśli… ja tylko chciałem jabłko.
Ch: I jeszcze próbujesz mnie oszukać?
Ścisnęła go mocniej za rękę.
M: Aaaa… jaśnie panienko… to boli! Proszę puścić.
Zaczął się szamotać i szlochać próbując wywinąć z jej żelaznego uścisku. Karczmarz z tyłu coś pokrzykiwał o rozsypanych jabłkach i odgrażał się, że będzie musiała za nie zapłacić. Robiło się coraz większe zamieszanie, a przechodnie popatrywali na nich z zainteresowaniem. Nie mogła sobie na to pozwolić.
Ch: Tym razem puszczę Ci to płazem… z sentymentu. Ale zanim odejdziesz dam Ci dobrą radę na przyszłość: trzymaj się ode mnie z daleka i  kradnij tylko w tłumie.
Rozluźniła uścisk puszczając chłopaka wolno. Potarł nerwowo przedramię, spojrzał na nią z przerażeniem i wziął nogi za pas. Odprowadziła go wzrokiem dopóki nie zniknął w przeciwległym zaułku. Schyliła się po jabłka, które upuściła wcześniej. Nadawały się już tylko na kompot.


psa for simblrs

aandidas:

  • get up and stretch. walk around a lil. move ur body. take a break from staring at a screen. if it is nice outside, crack the window open and let in a nice breeze. maybe even get up and go outside for a minute.
  • it is okay if your queue runs out. it is ok if you can’t find the inspiration or motivation to play. it is ok to take a hiatus from the game to refresh or focus on other things for a while.
  • please do not neglect homework for the sims. do not let ur grades slip because of a game. there’s no deadline for the sims, it will still be here when you get back.
  • if you want to change your style, do it. if you don’t want to continue whatever story/legacy/etc you’re playing atm, you don’t have to. do not let the pressure of pleasing followers stop you from playing how you want to. it is your game, it is your blog. there are a million different ways to play. do whatever you feel you enjoy the most.
  • just because you admire someone else’s style does not make their style better than yours. you do not have to make your sims look a certain way just because it’s popular. again, it is your game, play it however you want. 
  • remember that sims is not something to stress out about. it is just a computer game with pixel people who do silly things. a fun hobby. if you don’t feel like playing, don’t force yourself to play. the sims is nothing to get stressed out about.

psa for simblrs

aandidas:

  • get up and stretch. walk around a lil. move ur body. take a break from staring at a screen. if it is nice outside, crack the window open and let in a nice breeze. maybe even get up and go outside for a minute.
  • it is okay if your queue runs out. it is ok if you can’t find the inspiration or motivation to play. it is ok to take a hiatus from the game to refresh or focus on other things for a while.
  • please do not neglect homework for the sims. do not let ur grades slip because of a game. there’s no deadline for the sims, it will still be here when you get back.
  • if you want to change your style, do it. if you don’t want to continue whatever story/legacy/etc you’re playing atm, you don’t have to. do not let the pressure of pleasing followers stop you from playing how you want to. it is your game, it is your blog. there are a million different ways to play. do whatever you feel you enjoy the most.
  • just because you admire someone else’s style does not make their style better than yours. you do not have to make your sims look a certain way just because it’s popular. again, it is your game, play it however you want. 
  • remember that sims is not something to stress out about. it is just a computer game with pixel people who do silly things. a fun hobby. if you don’t feel like playing, don’t force yourself to play. the sims is nothing to get stressed out about.

dragondicks:

I don’t give a fuck how “bad” your oc’s design is. I don’t care if the colours are bright or they have a lot of accessories or they’re a demon queen vampire werewolf horse who is dating legolas. you had fun making them and that fun was entirely harmless, self-indulgent and creative and thats great