Jess: Zostawiam Ciebie na chwilę samego, a kiedy wracam Ty już obracasz jakąś laskę! A nie, przepraszam! Nie jakąś! Ciągle tą samą!
Wpadł w gówno po same uszy, więc próbował zbyć ją obojętnym tonem.
Gavin: Rozmawialiśmy tylko, nic więcej.
Jess: Nic więcej? Sądzisz, że jestem ślepa?
Gavin: Jess, nie sypiam z nią jeśli o to Ci chodzi. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Nic więcej nas nie łączy. Spójrz na mnie.
Spojrzała mu hardo w oczy.
Gavin: Dla mnie liczysz się tylko Ty i doskonale o tym wiesz. Ale jeśli znowu mamy przechodzić to samo za każdym razem, kiedy będę nawet rozmawiał z inną kobietą, to nie wiem czy dam radę.
Jess: Pierdol się Gavin! Gdybyś z nią tylko rozmawiał, nie byłoby z problemu… ale najpierw była akcja w klubie, później przylazła do Ciebie do domu, a teraz to!
Gavin: Jessica ile razy mam powtarzać, że tylko rozmawialiśmy. Nic więcej! Dlaczego musisz być zawsze taka zazdrosna?
Jess: Och! Więc teraz to niby moja wina? Przepraszam że przeszkadza mi kiedy przyczepia się do Ciebie jakaś wywłoka!
Kurwa! Wszystko zaczynało się od nowa. Ta sama śpiewka co zawsze. Przerabiali to już tyle razy, że miał tego dosyć. Może nie był z nią do końca szczery, ale mogła chociaż ten jeden raz odpuścić i dać mu święty spokój.
Gavin: Ok, masz rację. Przepraszam… Co chcesz w takim razie, żebym zrobił?
Jess: Może na początek przestań być takim złamasem!
Gavin: Masz rację, nawaliłem. Wybaczysz mi?
Przyciągnął ją do siebie i objął w pasie. Nie wyrywała się, więc to był dobry znak. Westchnęła głęboko
Jess: Jeszcze nie wiem…
Gavin: Nie zasługuję na Ciebie.
Jess: Wiem.
Gavin: Mały całus na przeprosiny?
Jess: Nie, bo znowu paliłeś.
Gavin: Tylko jednego, małego, niewinnego papieroska. No dalej…
Przez chwilę droczyła się z nim uciekając, ale w końcu skapitulowała. Pocałował ją najczulej jak potrafił.
Galerie
Jess: Tu jesteś! Wszędzie Ciebie szukałam.
Odwrócili się oboje. Jess bezceremonialnie podeszła do Gavina i namiętnie go pocałowała. Jeśli chciała zaznaczyć swój teren, to doskonale jej się to udało. Chris zrozumiała aluzję, więc rzuciła papierosa na podłogę, gasząc go końcem buta. Pocałunek trochę się przedłużał, więc poczuła się bardzo niezręcznie. Odchrząknęła głośno.
Chris: Nie będę Wam przeszkadzać. Bawcie się dobrze.
Jess: Już idziesz? Czyżbym Wam w czymś przeszkodziła?
Chris: Nie… po prostu… idę. Gdybyście czegoś potrzebowali dajcie znać… mi albo Kimberly.
Gavin: Jasne.
Jedyne słowo, które wydobyło się z jego ust. Wyminęła ich, starając się iść beztroskim krokiem. Znowu poczuła się jak kretynka. Sama nawet nie wie na co liczyła. Gavin był z Jess. Koniec kropka. Choćby stawała na głowie nic tego nie zmieni. Nigdy nie będzie wyglądać tak jak ponętna Jess i nawet najładniejsza sukienka Kimberly tego nie zmieni.
Jess: Tu jesteś! Wszędzie Ciebie szukałam.
Odwrócili się oboje. Jess bezceremonialnie podeszła do Gavina i namiętnie go pocałowała. Jeśli chciała zaznaczyć swój teren, to doskonale jej się to udało. Chris zrozumiała aluzję, więc rzuciła papierosa na podłogę, gasząc go końcem buta. Pocałunek trochę się przedłużał, więc poczuła się bardzo niezręcznie. Odchrząknęła głośno.
Chris: Nie będę Wam przeszkadzać. Bawcie się dobrze.
Jess: Już idziesz? Czyżbym Wam w czymś przeszkodziła?
Chris: Nie… po prostu… idę. Gdybyście czegoś potrzebowali dajcie znać… mi albo Kimberly.
Gavin: Jasne.
Jedyne słowo, które wydobyło się z jego ust. Wyminęła ich, starając się iść beztroskim krokiem. Znowu poczuła się jak kretynka. Sama nawet nie wie na co liczyła. Gavin był z Jess. Koniec kropka. Choćby stawała na głowie nic tego nie zmieni. Nigdy nie będzie wyglądać tak jak ponętna Jess i nawet najładniejsza sukienka Kimberly tego nie zmieni.
Jess: Tu jesteś! Wszędzie Ciebie szukałam.
Odwrócili się oboje. Jess bezceremonialnie podeszła do Gavina i namiętnie go pocałowała. Jeśli chciała zaznaczyć swój teren, to doskonale jej się to udało. Chris zrozumiała aluzję, więc rzuciła papierosa na podłogę, gasząc go końcem buta. Pocałunek trochę się przedłużał, więc poczuła się bardzo niezręcznie. Odchrząknęła głośno.
Chris: Nie będę Wam przeszkadzać. Bawcie się dobrze.
Jess: Już idziesz? Czyżbym Wam w czymś przeszkodziła?
Chris: Nie… po prostu… idę. Gdybyście czegoś potrzebowali dajcie znać… mi albo Kimberly.
Gavin: Jasne.
Jedyne słowo, które wydobyło się z jego ust. Wyminęła ich, starając się iść beztroskim krokiem. Znowu poczuła się jak kretynka. Sama nawet nie wie na co liczyła. Gavin był z Jess. Koniec kropka. Choćby stawała na głowie nic tego nie zmieni. Nigdy nie będzie wyglądać tak jak ponętna Jess i nawet najładniejsza sukienka Kimberly tego nie zmieni.
Nie zauważyła kiedy podszedł. Siłowała się ze swoją zapalniczką, próbując wskrzesić ogień. Zdaje się, że kolejna próba spełzła na niczym, bo wydała z siebie nerwowy pomruk. Pierwszy raz słyszał u niej taki dźwięk i wydało mu się to niezwykle urocze. Chyba pojawił się w samą porę.
Gavin: Hej. Ty palisz? Sądziłem, że rzuciłaś?
Odwróciła się zaskoczona z papierosem w ustach i spojrzała mu prosto w oczy. Cholera! Co ona z nim robiła, to przechodziło ludzkie pojęcie. Na dodatek w tej kiecce wyglądała… w sumie to zabrakło mu słów, żeby opisać to nawet w myślach. Poczuł jedynie przyjemne łaskotanie w dole brzucha.
Chris: Hej… Przyłapałeś mnie!
Zobaczył najbardziej rozbrajający uśmiech, a w jej blado niebieskich oczach pojawiły się iskierki.
Chris: Chciałam wypalić ostatniego w tym roku. Masz może ogień, bo moja zapalniczka odmówiła posłuszeństwa?
Gavin: Jasne.
Wyciągnął z kieszeni swoją benzynówkę Zippo. Nachyliła się i wtedy odurzył go jej słodki różany zapach. Zaciągnęła się głęboko, po czym powoli wypuściła dym. Westchnęła.
Chris: Matko, nawet nie wiesz jak mi tego brakowało.
Gavin: Mogę się tylko domyślać.
Przytaknęła i zaciągnęła się kolejny raz. W tym czasie sięgnął po swoją paczkę fajek i odpalił jednego. Jess będzie wkurwiona, kiedy poczuje od niego zapach papierosów. Od dłuższego czasu próbowała skłonić go do rzucenia, ale miał to teraz w dupie. Chciał się w pełni rozkoszować tą chwilą.
Gavin: Niezła impreza Wam się tu rozkręca.
Chris: No… nie wiem nawet skąd wzięło się tu tyle ludzi. Pewnie ktoś puścił farbę na fejsie.
Czuł że szczerzy się jak głupek, ale nie mógł nic na to poradzić. Ucieszył się na jej widok, nawet bardziej niż przypuszczał.
Gavin: Zanim zapomnę, dzięki za whisky.
Chris: A tak… byłam niedaleko, więc stwierdziłam że podrzucę.
Gavin: Szkoda, że nie zadzwoniłaś wcześniej.
Chris: Nie wiedziałam że będę w okolicy.
Wymienili się uśmiechami i na chwilę zawisła między nimi cisza.
Gavin: Świetnie wyglądasz.
Chris: Dzięki… Kimberly pożyczyła mi sukienkę.
Gavin: Nie miałem na myśli sukienki… chociaż też jest niczego sobie. A jak Twoja ręka?
Chris: W porządku, siniak już prawie zniknął.
Gavin: To dobrze…
Chris: No…
Zamilkli na chwilę i palili w ciszy papierosy.
Chris: W przyszłym tygodniu, będziemy grać. Wpadniesz?
Gavin: Jasne. Gdzie tym razem?
Chris: W tym nowym klubie…co byliśmy ostatnio… jak on się nazywał…*Próbowała przez chwilę odszukać nazwę w pamięci* Rockstars!
Zagwizdał cicho pod nosem.
Gavin: Jak udało Wam się tam wkręcić?
Chris: Nie wiem, Logan załatwiał. Najgorsze, że jeszcze nie podjęłam decyzji co zagramy… nie mogę się zdecydować. Też tak macie?
Gavin: Kiedyś mieliśmy z tym problem, a teraz gramy najnowsze kawałki na początku, a później dajemy najlepsze.
Chris: Sprytnie.
W tej chwili poczuł, że nic więcej do szczęścia mu nie potrzeba. Znowu mogli swobodnie rozmawiać, a między nimi zniknęło to dziwne napięcie jeszcze sprzed kilku tygodni. Coś się zmieniło. Nie wiedział do końca co, ale miał wrażenie, że to może się udać.
Nie zauważyła kiedy podszedł. Siłowała się ze swoją zapalniczką, próbując wskrzesić ogień. Zdaje się, że kolejna próba spełzła na niczym, bo wydała z siebie nerwowy pomruk. Pierwszy raz słyszał u niej taki dźwięk i wydało mu się to niezwykle urocze. Chyba pojawił się w samą porę.
Gavin: Hej. Ty palisz? Sądziłem, że rzuciłaś?
Odwróciła się zaskoczona z papierosem w ustach i spojrzała mu prosto w oczy. Cholera! Co ona z nim robiła, to przechodziło ludzkie pojęcie. Na dodatek w tej kiecce wyglądała… w sumie to zabrakło mu słów, żeby opisać to nawet w myślach. Poczuł jedynie przyjemne łaskotanie w dole brzucha.
Chris: Hej… Przyłapałeś mnie!
Zobaczył najbardziej rozbrajający uśmiech, a w jej blado niebieskich oczach pojawiły się iskierki.
Chris: Chciałam wypalić ostatniego w tym roku. Masz może ogień, bo moja zapalniczka odmówiła posłuszeństwa?
Gavin: Jasne.
Wyciągnął z kieszeni swoją benzynówkę Zippo. Nachyliła się i wtedy odurzył go jej słodki różany zapach. Zaciągnęła się głęboko, po czym powoli wypuściła dym. Westchnęła.
Chris: Matko, nawet nie wiesz jak mi tego brakowało.
Gavin: Mogę się tylko domyślać.
Przytaknęła i zaciągnęła się kolejny raz. W tym czasie sięgnął po swoją paczkę fajek i odpalił jednego. Jess będzie wkurwiona, kiedy poczuje od niego zapach papierosów. Od dłuższego czasu próbowała skłonić go do rzucenia, ale miał to teraz w dupie. Chciał się w pełni rozkoszować tą chwilą.
Gavin: Niezła impreza Wam się tu rozkręca.
Chris: No… nie wiem nawet skąd wzięło się tu tyle ludzi. Pewnie ktoś puścił farbę na fejsie.
Czuł że szczerzy się jak głupek, ale nie mógł nic na to poradzić. Ucieszył się na jej widok, nawet bardziej niż przypuszczał.
Gavin: Zanim zapomnę, dzięki za whisky.
Chris: A tak… byłam niedaleko, więc stwierdziłam że podrzucę.
Gavin: Szkoda, że nie zadzwoniłaś wcześniej.
Chris: Nie wiedziałam że będę w okolicy.
Wymienili się uśmiechami i na chwilę zawisła między nimi cisza.
Gavin: Świetnie wyglądasz.
Chris: Dzięki… Kimberly pożyczyła mi sukienkę.
Gavin: Nie miałem na myśli sukienki… chociaż też jest niczego sobie. A jak Twoja ręka?
Chris: W porządku, siniak już prawie zniknął.
Gavin: To dobrze…
Chris: No…
Zamilkli na chwilę i palili w ciszy papierosy.
Chris: W przyszłym tygodniu, będziemy grać. Wpadniesz?
Gavin: Jasne. Gdzie tym razem?
Chris: W tym nowym klubie…co byliśmy ostatnio… jak on się nazywał…*Próbowała przez chwilę odszukać nazwę w pamięci* Rockstars!
Zagwizdał cicho pod nosem.
Gavin: Jak udało Wam się tam wkręcić?
Chris: Nie wiem, Logan załatwiał. Najgorsze, że jeszcze nie podjęłam decyzji co zagramy… nie mogę się zdecydować. Też tak macie?
Gavin: Kiedyś mieliśmy z tym problem, a teraz gramy najnowsze kawałki na początku, a później dajemy najlepsze.
Chris: Sprytnie.
W tej chwili poczuł, że nic więcej do szczęścia mu nie potrzeba. Znowu mogli swobodnie rozmawiać, a między nimi zniknęło to dziwne napięcie jeszcze sprzed kilku tygodni. Coś się zmieniło. Nie wiedział do końca co, ale miał wrażenie, że to może się udać.
Nie zauważyła kiedy podszedł. Siłowała się ze swoją zapalniczką, próbując wskrzesić ogień. Zdaje się, że kolejna próba spełzła na niczym, bo wydała z siebie nerwowy pomruk. Pierwszy raz słyszał u niej taki dźwięk i wydało mu się to niezwykle urocze. Chyba pojawił się w samą porę.
Gavin: Hej. Ty palisz? Sądziłem, że rzuciłaś?
Odwróciła się zaskoczona z papierosem w ustach i spojrzała mu prosto w oczy. Cholera! Co ona z nim robiła, to przechodziło ludzkie pojęcie. Na dodatek w tej kiecce wyglądała… w sumie to zabrakło mu słów, żeby opisać to nawet w myślach. Poczuł jedynie przyjemne łaskotanie w dole brzucha.
Chris: Hej… Przyłapałeś mnie!
Zobaczył najbardziej rozbrajający uśmiech, a w jej blado niebieskich oczach pojawiły się iskierki.
Chris: Chciałam wypalić ostatniego w tym roku. Masz może ogień, bo moja zapalniczka odmówiła posłuszeństwa?
Gavin: Jasne.
Wyciągnął z kieszeni swoją benzynówkę Zippo. Nachyliła się i wtedy odurzył go jej słodki różany zapach. Zaciągnęła się głęboko, po czym powoli wypuściła dym. Westchnęła.
Chris: Matko, nawet nie wiesz jak mi tego brakowało.
Gavin: Mogę się tylko domyślać.
Przytaknęła i zaciągnęła się kolejny raz. W tym czasie sięgnął po swoją paczkę fajek i odpalił jednego. Jess będzie wkurwiona, kiedy poczuje od niego zapach papierosów. Od dłuższego czasu próbowała skłonić go do rzucenia, ale miał to teraz w dupie. Chciał się w pełni rozkoszować tą chwilą.
Gavin: Niezła impreza Wam się tu rozkręca.
Chris: No… nie wiem nawet skąd wzięło się tu tyle ludzi. Pewnie ktoś puścił farbę na fejsie.
Czuł że szczerzy się jak głupek, ale nie mógł nic na to poradzić. Ucieszył się na jej widok, nawet bardziej niż przypuszczał.
Gavin: Zanim zapomnę, dzięki za whisky.
Chris: A tak… byłam niedaleko, więc stwierdziłam że podrzucę.
Gavin: Szkoda, że nie zadzwoniłaś wcześniej.
Chris: Nie wiedziałam że będę w okolicy.
Wymienili się uśmiechami i na chwilę zawisła między nimi cisza.
Gavin: Świetnie wyglądasz.
Chris: Dzięki… Kimberly pożyczyła mi sukienkę.
Gavin: Nie miałem na myśli sukienki… chociaż też jest niczego sobie. A jak Twoja ręka?
Chris: W porządku, siniak już prawie zniknął.
Gavin: To dobrze…
Chris: No…
Zamilkli na chwilę i palili w ciszy papierosy.
Chris: W przyszłym tygodniu, będziemy grać. Wpadniesz?
Gavin: Jasne. Gdzie tym razem?
Chris: W tym nowym klubie…co byliśmy ostatnio… jak on się nazywał…*Próbowała przez chwilę odszukać nazwę w pamięci* Rockstars!
Zagwizdał cicho pod nosem.
Gavin: Jak udało Wam się tam wkręcić?
Chris: Nie wiem, Logan załatwiał. Najgorsze, że jeszcze nie podjęłam decyzji co zagramy… nie mogę się zdecydować. Też tak macie?
Gavin: Kiedyś mieliśmy z tym problem, a teraz gramy najnowsze kawałki na początku, a później dajemy najlepsze.
Chris: Sprytnie.
W tej chwili poczuł, że nic więcej do szczęścia mu nie potrzeba. Znowu mogli swobodnie rozmawiać, a między nimi zniknęło to dziwne napięcie jeszcze sprzed kilku tygodni. Coś się zmieniło. Nie wiedział do końca co, ale miał wrażenie, że to może się udać.
Szybko zdał sobie sprawę, że zabieranie ze sobą Jess na imprezę nie było najlepszym pomysłem. Długo nie mógł się od niej uwolnić i dopiero nieświadoma niczego Kimberly wybawiła go z problemu. Zaciągnęła gdzieś Jess, żeby pokazać jakąś nową torebkę, buty czy jakiś inny drogi ciuch. Mniejsza z tym, ważne że nareszcie nadarzyła się sposobność aby zagadać do Christine. Wstawał właśnie ze swojego miejsca kiedy zobaczył, że Chris przestała tańczyć i skierowała się w stronę wyjścia. Uznał to za dobry znak. Teraz albo nigdy. Ruszył za skrawkiem czerwieni, który migał mu wśród falującego tłumu.
Szybko zdał sobie sprawę, że zabieranie ze sobą Jess na imprezę nie było najlepszym pomysłem. Długo nie mógł się od niej uwolnić i dopiero nieświadoma niczego Kimberly wybawiła go z problemu. Zaciągnęła gdzieś Jess, żeby pokazać jakąś nową torebkę, buty czy jakiś inny drogi ciuch. Mniejsza z tym, ważne że nareszcie nadarzyła się sposobność aby zagadać do Christine. Wstawał właśnie ze swojego miejsca kiedy zobaczył, że Chris przestała tańczyć i skierowała się w stronę wyjścia. Uznał to za dobry znak. Teraz albo nigdy. Ruszył za skrawkiem czerwieni, który migał mu wśród falującego tłumu.
Szybko zdał sobie sprawę, że zabieranie ze sobą Jess na imprezę nie było najlepszym pomysłem. Długo nie mógł się od niej uwolnić i dopiero nieświadoma niczego Kimberly wybawiła go z problemu. Zaciągnęła gdzieś Jess, żeby pokazać jakąś nową torebkę, buty czy jakiś inny drogi ciuch. Mniejsza z tym, ważne że nareszcie nadarzyła się sposobność aby zagadać do Christine. Wstawał właśnie ze swojego miejsca kiedy zobaczył, że Chris przestała tańczyć i skierowała się w stronę wyjścia. Uznał to za dobry znak. Teraz albo nigdy. Ruszył za skrawkiem czerwieni, który migał mu wśród falującego tłumu.





































































