Gavin wyszedł spod prysznica. Wytarł się pospiesznie ręcznikiem i niedbale przewiązał go w pasie. Po jego ciele spływały jeszcze gdzieniegdzie kropelki wody. Sięgnął po drugi ręcznik i zaczął energicznie wycierać włosy. Nic spod niego nie widział, więc kiedy wszedł do salonu nie dostrzegł w porę miny Jess.
Gavin: Z kimś rozmawiałaś czy mi się wydawało? 
Jess: Tak. Była tu taka jedna.
Przestał się wycierać, przewieszając wilgotny ręcznik na karku. Złapał za jego oba końce i swobodnym krokiem podszedł w jej kierunku. 
Gavin: Taka jedna? 
Zupełnie nie wiedział kogo może mieć na myśli. 
Jess: Przyniosła dla Ciebie prezent. 
Powiedziała z przekąsem i podniosła rękę tak żeby zwrócił uwagę na torebkę. 
Jess: Spotykasz się z nią? 
Gavin: Z kim? Nie wiem nawet o kim mówisz.
Jess: Tą dziewuchą z małymi cyckami! Tą od Kimberly!
Jej głos przybrał ostry ton.
Gavin: Masz na myśli Christine? Dlaczego nie kazałaś jej zaczekać? 
Ugryzł się w język, zaraz po tym jak wypowiedział te słowa. Źle! Bardzo źle! Przecież wiedział jaka Jessica jest czuła na punkcie jego znajomych, co było kiedyś głównym powodem ich rozstania. Wizyta Christine tak go zaskoczyła, że palnął te słowa zupełnie bez zastanowienia.
Jess: I może miałam jeszcze zaprosić na kawkę… albo herbatkę?
Oj, oj! Wkraczali na niebezpieczny grunt. Musiał szybko reagować. Podszedł do niej, położył jej delikatnie ręce na ramionach i powiedział ciepłym oraz spokojnym głosem.
Gavin: Kochanie, z nikim innym się nie spotykam. A Christine… najwidoczniej przyszła tylko mi coś oddać. 
Szybko przejął torebkę, którą trzymała przez cały ten czas i odstawił na kuchenny blat, tak żeby nie była w zasięgu jej wzroku. Był przekonany że sam jej widok będzie działał na nią jak płachta na byka, podsycając jedynie podejrzliwość oraz dalsze drążenie tematu. Spróbował ją przytulić, ale zwinnie wywinęła się z jego uścisku.
Jess: Puść! Jesteś cały wilgotny… a poza tym wytłumacz mi proszę, dlaczego przyniosła ci butelkę whisky?
Bingo! Nareszcie poznał cel wizyty Christine, tylko jak teraz z tego wybrnąć? Przecież nie mógł jej powiedzieć, że obalili razem whisky, rozmawiając przy tym do samego rana. Nie, nie, i jeszcze raz nie! Trzeba wymyślić coś innego, co nie ma zupełnie związku z Christine. Całkowita zmiana tematu, to dobre rozwiązanie.
Gavin: Whisky? Ach to już wszystko jasne!
Uśmiechnął się do niej i beztrosko machnął ręką.
Skrzyżowała ręce na ramionach, czekając na dalsze wyjaśnienia. 
Gavin: To od Adama. Pamiętasz? Robiliśmy u niego premierę płyty i obiecał mi, że jeśli pobijemy jego dzienny rekord sprzedaży, to postawi mi butelkę whiskacza. Christine u niego pracuje, więc pewnie poprosił ją o dostarczenie w drodze do domu.
Nareszcie zniknęło wiszące w powietrzu napięcie, a jej twarz nabrała łagodniejszego wyrazu. Czy mu się wydawało, czy nawet lekko się uśmiechnęła? Poczuł niewysłowioną ulgę. Był krok od niezłego dramatu, więc dobrze że udało mu się zapanować nad sytuacją. Nie miał teraz do tego głowy. Przytuliła się do niego i objęła go w pasie. Najwidoczniej już jej nie przeszkadzało, że był mokry.
Jess: Przepraszam. Może faktycznie trochę histeryzuję, ale po naszej ostatniej kłótni…
Nie dał jej dokończyć, tylko czule pocałował w usta. Jeszcze tego brakowało, żeby ponownie zaczęli roztrząsać ten temat. I tak w dalszym ciągu miała mu za złe, że nie chciał poznać jej rodziców i spędził święta z Potterami. Jej pocałunek zmienił się na bardziej intensywny. Poczuł ciepło rozlewające się w dolnych partiach jego ciała. Przycisnął ją mocniej do siebie. Seks? Czemu nie? To też był dobry sposób na zmianę tematu.


Previous // Next

Gavin wyszedł spod prysznica. Wytarł się pospiesznie ręcznikiem i niedbale przewiązał go w pasie. Po jego ciele spływały jeszcze gdzieniegdzie kropelki wody. Sięgnął po drugi ręcznik i zaczął energicznie wycierać włosy. Nic spod niego nie widział, więc kiedy wszedł do salonu nie dostrzegł w porę miny Jess.
Gavin: Z kimś rozmawiałaś czy mi się wydawało? 
Jess: Tak. Była tu taka jedna.
Przestał się wycierać, przewieszając wilgotny ręcznik na karku. Złapał za jego oba końce i swobodnym krokiem podszedł w jej kierunku. 
Gavin: Taka jedna? 
Zupełnie nie wiedział kogo może mieć na myśli. 
Jess: Przyniosła dla Ciebie prezent. 
Powiedziała z przekąsem i podniosła rękę tak żeby zwrócił uwagę na torebkę. 
Jess: Spotykasz się z nią? 
Gavin: Z kim? Nie wiem nawet o kim mówisz.
Jess: Tą dziewuchą z małymi cyckami! Tą od Kimberly!
Jej głos przybrał ostry ton.
Gavin: Masz na myśli Christine? Dlaczego nie kazałaś jej zaczekać? 
Ugryzł się w język, zaraz po tym jak wypowiedział te słowa. Źle! Bardzo źle! Przecież wiedział jaka Jessica jest czuła na punkcie jego znajomych, co było kiedyś głównym powodem ich rozstania. Wizyta Christine tak go zaskoczyła, że palnął te słowa zupełnie bez zastanowienia.
Jess: I może miałam jeszcze zaprosić na kawkę… albo herbatkę?
Oj, oj! Wkraczali na niebezpieczny grunt. Musiał szybko reagować. Podszedł do niej, położył jej delikatnie ręce na ramionach i powiedział ciepłym oraz spokojnym głosem.
Gavin: Kochanie, z nikim innym się nie spotykam. A Christine… najwidoczniej przyszła tylko mi coś oddać. 
Szybko przejął torebkę, którą trzymała przez cały ten czas i odstawił na kuchenny blat, tak żeby nie była w zasięgu jej wzroku. Był przekonany że sam jej widok będzie działał na nią jak płachta na byka, podsycając jedynie podejrzliwość oraz dalsze drążenie tematu. Spróbował ją przytulić, ale zwinnie wywinęła się z jego uścisku.
Jess: Puść! Jesteś cały wilgotny… a poza tym wytłumacz mi proszę, dlaczego przyniosła ci butelkę whisky?
Bingo! Nareszcie poznał cel wizyty Christine, tylko jak teraz z tego wybrnąć? Przecież nie mógł jej powiedzieć, że obalili razem whisky, rozmawiając przy tym do samego rana. Nie, nie, i jeszcze raz nie! Trzeba wymyślić coś innego, co nie ma zupełnie związku z Christine. Całkowita zmiana tematu, to dobre rozwiązanie.
Gavin: Whisky? Ach to już wszystko jasne!
Uśmiechnął się do niej i beztrosko machnął ręką.
Skrzyżowała ręce na ramionach, czekając na dalsze wyjaśnienia. 
Gavin: To od Adama. Pamiętasz? Robiliśmy u niego premierę płyty i obiecał mi, że jeśli pobijemy jego dzienny rekord sprzedaży, to postawi mi butelkę whiskacza. Christine u niego pracuje, więc pewnie poprosił ją o dostarczenie w drodze do domu.
Nareszcie zniknęło wiszące w powietrzu napięcie, a jej twarz nabrała łagodniejszego wyrazu. Czy mu się wydawało, czy nawet lekko się uśmiechnęła? Poczuł niewysłowioną ulgę. Był krok od niezłego dramatu, więc dobrze że udało mu się zapanować nad sytuacją. Nie miał teraz do tego głowy. Przytuliła się do niego i objęła go w pasie. Najwidoczniej już jej nie przeszkadzało, że był mokry.
Jess: Przepraszam. Może faktycznie trochę histeryzuję, ale po naszej ostatniej kłótni…
Nie dał jej dokończyć, tylko czule pocałował w usta. Jeszcze tego brakowało, żeby ponownie zaczęli roztrząsać ten temat. I tak w dalszym ciągu miała mu za złe, że nie chciał poznać jej rodziców i spędził święta z Potterami. Jej pocałunek zmienił się na bardziej intensywny. Poczuł ciepło rozlewające się w dolnych partiach jego ciała. Przycisnął ją mocniej do siebie. Seks? Czemu nie? To też był dobry sposób na zmianę tematu.


Previous // Next

Gavin wyszedł spod prysznica. Wytarł się pospiesznie ręcznikiem i niedbale przewiązał go w pasie. Po jego ciele spływały jeszcze gdzieniegdzie kropelki wody. Sięgnął po drugi ręcznik i zaczął energicznie wycierać włosy. Nic spod niego nie widział, więc kiedy wszedł do salonu nie dostrzegł w porę miny Jess.
Gavin: Z kimś rozmawiałaś czy mi się wydawało? 
Jess: Tak. Była tu taka jedna.
Przestał się wycierać, przewieszając wilgotny ręcznik na karku. Złapał za jego oba końce i swobodnym krokiem podszedł w jej kierunku. 
Gavin: Taka jedna? 
Zupełnie nie wiedział kogo może mieć na myśli. 
Jess: Przyniosła dla Ciebie prezent. 
Powiedziała z przekąsem i podniosła rękę tak żeby zwrócił uwagę na torebkę. 
Jess: Spotykasz się z nią? 
Gavin: Z kim? Nie wiem nawet o kim mówisz.
Jess: Tą dziewuchą z małymi cyckami! Tą od Kimberly!
Jej głos przybrał ostry ton.
Gavin: Masz na myśli Christine? Dlaczego nie kazałaś jej zaczekać? 
Ugryzł się w język, zaraz po tym jak wypowiedział te słowa. Źle! Bardzo źle! Przecież wiedział jaka Jessica jest czuła na punkcie jego znajomych, co było kiedyś głównym powodem ich rozstania. Wizyta Christine tak go zaskoczyła, że palnął te słowa zupełnie bez zastanowienia.
Jess: I może miałam jeszcze zaprosić na kawkę… albo herbatkę?
Oj, oj! Wkraczali na niebezpieczny grunt. Musiał szybko reagować. Podszedł do niej, położył jej delikatnie ręce na ramionach i powiedział ciepłym oraz spokojnym głosem.
Gavin: Kochanie, z nikim innym się nie spotykam. A Christine… najwidoczniej przyszła tylko mi coś oddać. 
Szybko przejął torebkę, którą trzymała przez cały ten czas i odstawił na kuchenny blat, tak żeby nie była w zasięgu jej wzroku. Był przekonany że sam jej widok będzie działał na nią jak płachta na byka, podsycając jedynie podejrzliwość oraz dalsze drążenie tematu. Spróbował ją przytulić, ale zwinnie wywinęła się z jego uścisku.
Jess: Puść! Jesteś cały wilgotny… a poza tym wytłumacz mi proszę, dlaczego przyniosła ci butelkę whisky?
Bingo! Nareszcie poznał cel wizyty Christine, tylko jak teraz z tego wybrnąć? Przecież nie mógł jej powiedzieć, że obalili razem whisky, rozmawiając przy tym do samego rana. Nie, nie, i jeszcze raz nie! Trzeba wymyślić coś innego, co nie ma zupełnie związku z Christine. Całkowita zmiana tematu, to dobre rozwiązanie.
Gavin: Whisky? Ach to już wszystko jasne!
Uśmiechnął się do niej i beztrosko machnął ręką.
Skrzyżowała ręce na ramionach, czekając na dalsze wyjaśnienia. 
Gavin: To od Adama. Pamiętasz? Robiliśmy u niego premierę płyty i obiecał mi, że jeśli pobijemy jego dzienny rekord sprzedaży, to postawi mi butelkę whiskacza. Christine u niego pracuje, więc pewnie poprosił ją o dostarczenie w drodze do domu.
Nareszcie zniknęło wiszące w powietrzu napięcie, a jej twarz nabrała łagodniejszego wyrazu. Czy mu się wydawało, czy nawet lekko się uśmiechnęła? Poczuł niewysłowioną ulgę. Był krok od niezłego dramatu, więc dobrze że udało mu się zapanować nad sytuacją. Nie miał teraz do tego głowy. Przytuliła się do niego i objęła go w pasie. Najwidoczniej już jej nie przeszkadzało, że był mokry.
Jess: Przepraszam. Może faktycznie trochę histeryzuję, ale po naszej ostatniej kłótni…
Nie dał jej dokończyć, tylko czule pocałował w usta. Jeszcze tego brakowało, żeby ponownie zaczęli roztrząsać ten temat. I tak w dalszym ciągu miała mu za złe, że nie chciał poznać jej rodziców i spędził święta z Potterami. Jej pocałunek zmienił się na bardziej intensywny. Poczuł ciepło rozlewające się w dolnych partiach jego ciała. Przycisnął ją mocniej do siebie. Seks? Czemu nie? To też był dobry sposób na zmianę tematu.


Previous // Next

Stanęła przed drzwiami i poczuła lekki niepokój. Stresowała się. Ale czym? Przecież przyszła tylko podrzucić butelkę whisky. Zadzwoni, wręczy sprawunek, porozmawia i odejdzie. Taki był plan. Nic więcej. No chyba że zaprosi ją do środka… 
Ok, skoro już przyszła, to trzeba to załatwić. Wzięła głębszy wdech i rozejrzała się w poszukiwaniu dzwonka. Nie było, więc zapukała energicznie w drzwi. Trochę za mocno. Powinna była zrobić to subtelniej, bardziej kobieco. Uwodzicielsko? Potrząsnęła głową, bo nie podobało jej się dokąd zmierzają jej myśli. Z głębi mieszkania dobiegł dźwięk zbliżających się kroków. Na bank odgłos szpilek. Wiedziała co to oznacza, ale głupio było teraz uciec. A może jeszcze zdąży? 

Drzwi uchyliły się i zobaczyła Jess, która zlustrowała ją od stóp do głowy, nie ukrywając przy tym dezaprobaty. Nie zapowiadało to niczego dobrego.
Chris: Cześć. Zastałam Gavina?
Jess: Nie. Właśnie wyszedł. 
Jej lodowaty ton nakazywał się streszczać, ale Chris na chwilę zatkało. Zupełnie nie była na to przygotowana.
Jess: Mam mu coś przekazać?
Chris: eee… tak!
Zebrała się w sobie i szybko dodała:
Chris: Będę wdzięczna jeśli mu to oddasz.
Podała jej torebkę z alkoholem. 
Jess: Co to? 
Chris: Nic takiego… whisky jeśli musisz wiedzieć.
Jess odebrała od niej pakunek i bezceremonialnie zajrzała do środka. 
Jess: Ok. To wszystko? 
Chris: Tak, dzięki. 
Jess nic nie odpowiedziała tylko zamknęła z hukiem drzwi przed jej nosem. Chris zakłopotana całą sytuacją odwróciła się na pięcie i wbiegła energicznie po schodach. Chciała stąd odejść jak najszybciej, zniknąć z pola widzenia, schować się za zakrętem. Poczuła się jak idiotka. Zupełnie nie pomyślała o tym, że w jego mieszkaniu mogła zastać Jess. Wyobrażała to sobie zupełnie inaczej.


Previous // Next

Stanęła przed drzwiami i poczuła lekki niepokój. Stresowała się. Ale czym? Przecież przyszła tylko podrzucić butelkę whisky. Zadzwoni, wręczy sprawunek, porozmawia i odejdzie. Taki był plan. Nic więcej. No chyba że zaprosi ją do środka… 
Ok, skoro już przyszła, to trzeba to załatwić. Wzięła głębszy wdech i rozejrzała się w poszukiwaniu dzwonka. Nie było, więc zapukała energicznie w drzwi. Trochę za mocno. Powinna była zrobić to subtelniej, bardziej kobieco. Uwodzicielsko? Potrząsnęła głową, bo nie podobało jej się dokąd zmierzają jej myśli. Z głębi mieszkania dobiegł dźwięk zbliżających się kroków. Na bank odgłos szpilek. Wiedziała co to oznacza, ale głupio było teraz uciec. A może jeszcze zdąży? 

Drzwi uchyliły się i zobaczyła Jess, która zlustrowała ją od stóp do głowy, nie ukrywając przy tym dezaprobaty. Nie zapowiadało to niczego dobrego.
Chris: Cześć. Zastałam Gavina?
Jess: Nie. Właśnie wyszedł. 
Jej lodowaty ton nakazywał się streszczać, ale Chris na chwilę zatkało. Zupełnie nie była na to przygotowana.
Jess: Mam mu coś przekazać?
Chris: eee… tak!
Zebrała się w sobie i szybko dodała:
Chris: Będę wdzięczna jeśli mu to oddasz.
Podała jej torebkę z alkoholem. 
Jess: Co to? 
Chris: Nic takiego… whisky jeśli musisz wiedzieć.
Jess odebrała od niej pakunek i bezceremonialnie zajrzała do środka. 
Jess: Ok. To wszystko? 
Chris: Tak, dzięki. 
Jess nic nie odpowiedziała tylko zamknęła z hukiem drzwi przed jej nosem. Chris zakłopotana całą sytuacją odwróciła się na pięcie i wbiegła energicznie po schodach. Chciała stąd odejść jak najszybciej, zniknąć z pola widzenia, schować się za zakrętem. Poczuła się jak idiotka. Zupełnie nie pomyślała o tym, że w jego mieszkaniu mogła zastać Jess. Wyobrażała to sobie zupełnie inaczej.


Previous // Next

Stanęła przed drzwiami i poczuła lekki niepokój. Stresowała się. Ale czym? Przecież przyszła tylko podrzucić butelkę whisky. Zadzwoni, wręczy sprawunek, porozmawia i odejdzie. Taki był plan. Nic więcej. No chyba że zaprosi ją do środka… 
Ok, skoro już przyszła, to trzeba to załatwić. Wzięła głębszy wdech i rozejrzała się w poszukiwaniu dzwonka. Nie było, więc zapukała energicznie w drzwi. Trochę za mocno. Powinna była zrobić to subtelniej, bardziej kobieco. Uwodzicielsko? Potrząsnęła głową, bo nie podobało jej się dokąd zmierzają jej myśli. Z głębi mieszkania dobiegł dźwięk zbliżających się kroków. Na bank odgłos szpilek. Wiedziała co to oznacza, ale głupio było teraz uciec. A może jeszcze zdąży? 

Drzwi uchyliły się i zobaczyła Jess, która zlustrowała ją od stóp do głowy, nie ukrywając przy tym dezaprobaty. Nie zapowiadało to niczego dobrego.
Chris: Cześć. Zastałam Gavina?
Jess: Nie. Właśnie wyszedł. 
Jej lodowaty ton nakazywał się streszczać, ale Chris na chwilę zatkało. Zupełnie nie była na to przygotowana.
Jess: Mam mu coś przekazać?
Chris: eee… tak!
Zebrała się w sobie i szybko dodała:
Chris: Będę wdzięczna jeśli mu to oddasz.
Podała jej torebkę z alkoholem. 
Jess: Co to? 
Chris: Nic takiego… whisky jeśli musisz wiedzieć.
Jess odebrała od niej pakunek i bezceremonialnie zajrzała do środka. 
Jess: Ok. To wszystko? 
Chris: Tak, dzięki. 
Jess nic nie odpowiedziała tylko zamknęła z hukiem drzwi przed jej nosem. Chris zakłopotana całą sytuacją odwróciła się na pięcie i wbiegła energicznie po schodach. Chciała stąd odejść jak najszybciej, zniknąć z pola widzenia, schować się za zakrętem. Poczuła się jak idiotka. Zupełnie nie pomyślała o tym, że w jego mieszkaniu mogła zastać Jess. Wyobrażała to sobie zupełnie inaczej.


Previous // Next


Poczuła się trochę pewniej, więc postanowiła lekko odepchnąć się czubkiem łyżwy. Momentalnie pożałowała tej decyzji, bo jak na jej oczekiwania nabrała zbyt dużej prędkości. Znowu zaczęła machać rękami, przez co czuła, że wygląda jak ostatnia kretynka. Spojrzała kątem oka w jego kierunku. Głupkowaty uśmiech nie schodził mu z twarzy. Musiał mieć niezłą zgrywę, widząc ją w takim stanie. Jej twarz pokryła się rumieńcem i zupełnie przestała panować nad swoimi ciałem. Mogło skończyć się to tylko w jeden sposób. Upadła. 

Podjechał szybko, aż spod łyżew sypnęło śniegiem.
Gavin: Nic Ci nie jest? 
Chris: Nie… Ok.
Próbowała się podnieść, ale nie mogła wstać na równe nogi. Złapał ją pod rękę i pociągnął delikatnie do góry. Zachwiała się, więc przytrzymał ją blisko siebie. Teraz robił sobie wyrzuty, że pozwolił jej na ten głupi wybryk. Wiedział, że tak to się skończy, ale nie chciał jej się narzucać. 
Gavin: Już dobrze? 
Poczuła, że się znowu czerwieni. Tym razem nie z powodu złości, tylko bliskości. Czuła ciepło bijące od jego ciała. Jego stanowczy uścisk przyprawiał ją o zakłopotanie. Bała się spojrzeć w jego oczy. Nie chciała żeby się zorientował jak bardzo ją rozmiękcza. 
Chris: Tak. Możesz mnie puścić.
Gavin: Zrobiłaś coś sobie? Coś Cię boli?
Patrzył na nią z takim przejęciem jakby zaraz miała rozpaść się na małe kawałeczki. 
Chris: Duma, tyłek i … ręka.
Gavin: Pokaż.
Chris: Co?
Roześmiał się cicho.
Gavin: Zacznijmy od ręki. 
Zdjął jej rękawiczkę i podwinął rękaw. Zaczął delikatnie naciskać w różnych miejscach. Jego subtelny dotyk wywołał przyjemny dreszcz, który przeszedł po całym jej ciele. Dostała gęsiej skórki. Miała nadzieję, że tego nie zauważył.
Gavin: Wygląda na to że wszystko w porządku, więc skończy się na siniaku. 
Chris: Siniaki mi nie straszne. Spróbuję jeszcze raz!  
Szybkim ruchem naciągnęła z powrotem rękaw i powoli ruszyła przed siebie. 


Previous // Next


Poczuła się trochę pewniej, więc postanowiła lekko odepchnąć się czubkiem łyżwy. Momentalnie pożałowała tej decyzji, bo jak na jej oczekiwania nabrała zbyt dużej prędkości. Znowu zaczęła machać rękami, przez co czuła, że wygląda jak ostatnia kretynka. Spojrzała kątem oka w jego kierunku. Głupkowaty uśmiech nie schodził mu z twarzy. Musiał mieć niezłą zgrywę, widząc ją w takim stanie. Jej twarz pokryła się rumieńcem i zupełnie przestała panować nad swoimi ciałem. Mogło skończyć się to tylko w jeden sposób. Upadła. 

Podjechał szybko, aż spod łyżew sypnęło śniegiem.
Gavin: Nic Ci nie jest? 
Chris: Nie… Ok.
Próbowała się podnieść, ale nie mogła wstać na równe nogi. Złapał ją pod rękę i pociągnął delikatnie do góry. Zachwiała się, więc przytrzymał ją blisko siebie. Teraz robił sobie wyrzuty, że pozwolił jej na ten głupi wybryk. Wiedział, że tak to się skończy, ale nie chciał jej się narzucać. 
Gavin: Już dobrze? 
Poczuła, że się znowu czerwieni. Tym razem nie z powodu złości, tylko bliskości. Czuła ciepło bijące od jego ciała. Jego stanowczy uścisk przyprawiał ją o zakłopotanie. Bała się spojrzeć w jego oczy. Nie chciała żeby się zorientował jak bardzo ją rozmiękcza. 
Chris: Tak. Możesz mnie puścić.
Gavin: Zrobiłaś coś sobie? Coś Cię boli?
Patrzył na nią z takim przejęciem jakby zaraz miała rozpaść się na małe kawałeczki. 
Chris: Duma, tyłek i … ręka.
Gavin: Pokaż.
Chris: Co?
Roześmiał się cicho.
Gavin: Zacznijmy od ręki. 
Zdjął jej rękawiczkę i podwinął rękaw. Zaczął delikatnie naciskać w różnych miejscach. Jego subtelny dotyk wywołał przyjemny dreszcz, który przeszedł po całym jej ciele. Dostała gęsiej skórki. Miała nadzieję, że tego nie zauważył.
Gavin: Wygląda na to że wszystko w porządku, więc skończy się na siniaku. 
Chris: Siniaki mi nie straszne. Spróbuję jeszcze raz!  
Szybkim ruchem naciągnęła z powrotem rękaw i powoli ruszyła przed siebie. 


Previous // Next