Tag: sims screens
Próbowała skupić się na pracy, ale nie mogła usiedzieć spokojnie w jednym miejscu, więc krążyła po swojej komnacie, chodząc z jednego kąta w drugi. Dwa dni. Całe dwa cholerne dni minęły od wydarzeń owej pieprzonej nocy. Gorzka porażka nie dawała jej spokoju. Guz na głowie również nie pozwalał o wszystkim zapomnieć i pulsował lekkim bólem. Potarła go nerwowo, zapominając że nie przyniesie to w żaden sposób ulgi. Wręcz odwrotnie. Zabolało ją jeszcze bardziej, co dodatkowo spotęgowało jej irytację. Już dawno nie była tak wściekła. Ciągle robiła sobie wyrzuty i wracała myślami do tamtej nocy, bo nie mogła sobie darować podwójnej porażki. Nie tylko nie udało jej się ukraść tego przeklętego dokumentu, ale też została pokonana w walce, a to bolało jeszcze bardziej. Bo to czego Christiana najbardziej nie lubiła, to przegrywać. Z zamyślenia wyrwało ją pukanie.
Ch: Wejść!
Wrzasnęła, żeby dać między innymi upust buzującym w niej emocjom. W drzwiach stanął Logan.
Ch: Masz jakieś wieści?
L: Powiedzmy.
Ch: Dowiedziałeś się kim był i dla kogo pracował?
Pokręcił przecząco głową, po czym dodał:
L: To jakaś śmierdząca sprawa. Jedni albo udają że nic nie wiedzą, albo naprawdę nie mają o niczym zielonego pojęcia. A drudzy doradzają trzymać się z daleka. Jedno jest pewne, to co miałaś ukraść jest wagi państwowej i ponoć chodzi o głowę samego króla.
Ch: Króla? Tego śmierdzącego, tłustego wypierdka?
L: Tego samego. W każdym razie zleceniodawcy bardzo zależy na tym świstku, więc podwoił stawkę.
Ch: Czyli wiedzą gdzie znajduje się teraz dokument?
L: Nie będziesz szczęśliwa.
Ch: Mów!
L: W rezydencji Von Campa, prawej ręki króla.
Przeklęła w duchu. Jego posiadłość jest pilnie strzeżona, niemal tak samo co królewski zamek.
L: Ale jest też dobra wiadomość. Niedługo urządzają bal, więc łatwo będzie można wejść. Tylko pytanie czy chcesz spróbować ponownie?
Ch: Oczywiście że tak. Od tego zależy moja reputacja.
L: Zdajesz sobie sprawę z ryzyka? Tym razem nie wyciągnę Ciebie ze środka, jeśli znowu – zawahał się na chwilę, żeby dobrać odpowiednie słowa – coś Ci się przytrafi.
Ch: Kiedy ten bal?
L: Za 10 dni.
Ch: Więc nie marnujmy czasu. Bierzmy się do roboty! Musisz się dowiedzieć jak liczną straż ma Von Camp i co ile zmienia się warta. Potrzebny mi też jest plan całej posiadłości.
Stęknął na samą myśl o tym wszystkim co go czeka.
L: To oznacza tylko jedno… więcej picia.
Próbowała skupić się na pracy, ale nie mogła usiedzieć spokojnie w jednym miejscu, więc krążyła po swojej komnacie, chodząc z jednego kąta w drugi. Dwa dni. Całe dwa cholerne dni minęły od wydarzeń owej pieprzonej nocy. Gorzka porażka nie dawała jej spokoju. Guz na głowie również nie pozwalał o wszystkim zapomnieć i pulsował lekkim bólem. Potarła go nerwowo, zapominając że nie przyniesie to w żaden sposób ulgi. Wręcz odwrotnie. Zabolało ją jeszcze bardziej, co dodatkowo spotęgowało jej irytację. Już dawno nie była tak wściekła. Ciągle robiła sobie wyrzuty i wracała myślami do tamtej nocy, bo nie mogła sobie darować podwójnej porażki. Nie tylko nie udało jej się ukraść tego przeklętego dokumentu, ale też została pokonana w walce, a to bolało jeszcze bardziej. Bo to czego Christiana najbardziej nie lubiła, to przegrywać. Z zamyślenia wyrwało ją pukanie.
Ch: Wejść!
Wrzasnęła, żeby dać między innymi upust buzującym w niej emocjom. W drzwiach stanął Logan.
Ch: Masz jakieś wieści?
L: Powiedzmy.
Ch: Dowiedziałeś się kim był i dla kogo pracował?
Pokręcił przecząco głową, po czym dodał:
L: To jakaś śmierdząca sprawa. Jedni albo udają że nic nie wiedzą, albo naprawdę nie mają o niczym zielonego pojęcia. A drudzy doradzają trzymać się z daleka. Jedno jest pewne, to co miałaś ukraść jest wagi państwowej i ponoć chodzi o głowę samego króla.
Ch: Króla? Tego śmierdzącego, tłustego wypierdka?
L: Tego samego. W każdym razie zleceniodawcy bardzo zależy na tym świstku, więc podwoił stawkę.
Ch: Czyli wiedzą gdzie znajduje się teraz dokument?
L: Nie będziesz szczęśliwa.
Ch: Mów!
L: W rezydencji Von Campa, prawej ręki króla.
Przeklęła w duchu. Jego posiadłość jest pilnie strzeżona, niemal tak samo co królewski zamek.
L: Ale jest też dobra wiadomość. Niedługo urządzają bal, więc łatwo będzie można wejść. Tylko pytanie czy chcesz spróbować ponownie?
Ch: Oczywiście że tak. Od tego zależy moja reputacja.
L: Zdajesz sobie sprawę z ryzyka? Tym razem nie wyciągnę Ciebie ze środka, jeśli znowu – zawahał się na chwilę, żeby dobrać odpowiednie słowa – coś Ci się przytrafi.
Ch: Kiedy ten bal?
L: Za 10 dni.
Ch: Więc nie marnujmy czasu. Bierzmy się do roboty! Musisz się dowiedzieć jak liczną straż ma Von Camp i co ile zmienia się warta. Potrzebny mi też jest plan całej posiadłości.
Stęknął na samą myśl o tym wszystkim co go czeka.
L: To oznacza tylko jedno… więcej picia.
Próbowała skupić się na pracy, ale nie mogła usiedzieć spokojnie w jednym miejscu, więc krążyła po swojej komnacie, chodząc z jednego kąta w drugi. Dwa dni. Całe dwa cholerne dni minęły od wydarzeń owej pieprzonej nocy. Gorzka porażka nie dawała jej spokoju. Guz na głowie również nie pozwalał o wszystkim zapomnieć i pulsował lekkim bólem. Potarła go nerwowo, zapominając że nie przyniesie to w żaden sposób ulgi. Wręcz odwrotnie. Zabolało ją jeszcze bardziej, co dodatkowo spotęgowało jej irytację. Już dawno nie była tak wściekła. Ciągle robiła sobie wyrzuty i wracała myślami do tamtej nocy, bo nie mogła sobie darować podwójnej porażki. Nie tylko nie udało jej się ukraść tego przeklętego dokumentu, ale też została pokonana w walce, a to bolało jeszcze bardziej. Bo to czego Christiana najbardziej nie lubiła, to przegrywać. Z zamyślenia wyrwało ją pukanie.
Ch: Wejść!
Wrzasnęła, żeby dać między innymi upust buzującym w niej emocjom. W drzwiach stanął Logan.
Ch: Masz jakieś wieści?
L: Powiedzmy.
Ch: Dowiedziałeś się kim był i dla kogo pracował?
Pokręcił przecząco głową, po czym dodał:
L: To jakaś śmierdząca sprawa. Jedni albo udają że nic nie wiedzą, albo naprawdę nie mają o niczym zielonego pojęcia. A drudzy doradzają trzymać się z daleka. Jedno jest pewne, to co miałaś ukraść jest wagi państwowej i ponoć chodzi o głowę samego króla.
Ch: Króla? Tego śmierdzącego, tłustego wypierdka?
L: Tego samego. W każdym razie zleceniodawcy bardzo zależy na tym świstku, więc podwoił stawkę.
Ch: Czyli wiedzą gdzie znajduje się teraz dokument?
L: Nie będziesz szczęśliwa.
Ch: Mów!
L: W rezydencji Von Campa, prawej ręki króla.
Przeklęła w duchu. Jego posiadłość jest pilnie strzeżona, niemal tak samo co królewski zamek.
L: Ale jest też dobra wiadomość. Niedługo urządzają bal, więc łatwo będzie można wejść. Tylko pytanie czy chcesz spróbować ponownie?
Ch: Oczywiście że tak. Od tego zależy moja reputacja.
L: Zdajesz sobie sprawę z ryzyka? Tym razem nie wyciągnę Ciebie ze środka, jeśli znowu – zawahał się na chwilę, żeby dobrać odpowiednie słowa – coś Ci się przytrafi.
Ch: Kiedy ten bal?
L: Za 10 dni.
Ch: Więc nie marnujmy czasu. Bierzmy się do roboty! Musisz się dowiedzieć jak liczną straż ma Von Camp i co ile zmienia się warta. Potrzebny mi też jest plan całej posiadłości.
Stęknął na samą myśl o tym wszystkim co go czeka.
L: To oznacza tylko jedno… więcej picia.



















































