Tag: sims legacy
Kimberly siedziała przy toaletce i nakładała kolejną warstwę maskary. Jak większość kobiet otwierała przy tym usta, robiąc wielkie “O”. Chris przyglądała się jej zabiegom od dłuższego czasu.
Chris: Kimie… zaprosiłam ludzi z pracy na naszą imprezę. Nie masz nic przeciwko?
Kim: Skąd! To nawet lepiej! Będzie super impreza.
Chris: W porównaniu do poprzedniej każda będzie lepsza. A Ty kogo zaprosiłaś?
Kim: Tych co zawsze…
Chris: To znaczy?
Kim odłożyła tusz i zaczęła krytycznie przyglądać się swojemu odbiciu w lustrze, robiąc przy tym dziwne miny. Chyba jej coś nie odpowiadało, bo wzięła patyczek higieniczny i zaczęła nim poprawiać dolną linie rzęs.
Kim: Och no wiesz… Dziewczyny z pracy, kilka osób z kursu kulinarnego, Seana i jego znajomych.
Na dźwięk ostatniego słowa Chris ucieszyła się w duchu.
Chris: Znajomych?
Kim: Będziesz tak mnie wypytywać bez końca czy zapytasz wprost?
Chris zaśmiała się nerwowo.
Chris: Nie wiem co masz na myśli…
Kim: Przestań w końcu wiercić się w tym fotelu i ściemniać. Powiedział że przyjdzie.
Chris: Nie miałam nikogo konkretnego na myśli.
Kim: Kogo próbujesz oszukać? Przecież wiem, że chodziło Ci o Gavina. Będzie… prawdopodobnie razem z Jess.
Chris: Słuchaj… a miałabyś pożyczyć jakąś sukienkę?
Kim: Oczywiście że mam! Nawet coś idealnego na tę okazję! Cieszę się że zapytałaś… Tylko gdzie ja ją wsadziłam.
Zerwała się na równe nogi i zaczęła przeglądać swoje rzeczy wiszące na stelażu. Mamrotała przy okazji coś tam pod nosem
Kim: O Jest!
Wyciągnęła wieszak i zaprezentowała to co na nim wisiało. Chris spojrzała z powątpiewaniem.
Chris: Jak na sukienkę… to ma mało materiału.
Kim: I o to własnie chodzi! To moja szczęśliwa kiecka. Jeśli chcesz go odbić, to tylko ona Ci w tym pomoże.
Chris: Odbić? Nie, ja tylko…
Kim: Dobra, dobra! Przestań w końcu ściemniać. Chcesz zrobić na nim wrażenie, tak? To wbijaj się w tę kieckę. Sukces masz gwarantowany.
Chris: A nie masz czegoś… Mniej kusego?
Kim: Zakładaj i nie dyskutuj. Zaufaj mi chociaż w tej jednej kwestii, dobrze? Co jak co, ale na tym znam się doskonale. Przymierzysz teraz?
Chris: Ok… W sumie sama się o to prosiłam.
Kimberly siedziała przy toaletce i nakładała kolejną warstwę maskary. Jak większość kobiet otwierała przy tym usta, robiąc wielkie “O”. Chris przyglądała się jej zabiegom od dłuższego czasu.
Chris: Kimie… zaprosiłam ludzi z pracy na naszą imprezę. Nie masz nic przeciwko?
Kim: Skąd! To nawet lepiej! Będzie super impreza.
Chris: W porównaniu do poprzedniej każda będzie lepsza. A Ty kogo zaprosiłaś?
Kim: Tych co zawsze…
Chris: To znaczy?
Kim odłożyła tusz i zaczęła krytycznie przyglądać się swojemu odbiciu w lustrze, robiąc przy tym dziwne miny. Chyba jej coś nie odpowiadało, bo wzięła patyczek higieniczny i zaczęła nim poprawiać dolną linie rzęs.
Kim: Och no wiesz… Dziewczyny z pracy, kilka osób z kursu kulinarnego, Seana i jego znajomych.
Na dźwięk ostatniego słowa Chris ucieszyła się w duchu.
Chris: Znajomych?
Kim: Będziesz tak mnie wypytywać bez końca czy zapytasz wprost?
Chris zaśmiała się nerwowo.
Chris: Nie wiem co masz na myśli…
Kim: Przestań w końcu wiercić się w tym fotelu i ściemniać. Powiedział że przyjdzie.
Chris: Nie miałam nikogo konkretnego na myśli.
Kim: Kogo próbujesz oszukać? Przecież wiem, że chodziło Ci o Gavina. Będzie… prawdopodobnie razem z Jess.
Chris: Słuchaj… a miałabyś pożyczyć jakąś sukienkę?
Kim: Oczywiście że mam! Nawet coś idealnego na tę okazję! Cieszę się że zapytałaś… Tylko gdzie ja ją wsadziłam.
Zerwała się na równe nogi i zaczęła przeglądać swoje rzeczy wiszące na stelażu. Mamrotała przy okazji coś tam pod nosem
Kim: O Jest!
Wyciągnęła wieszak i zaprezentowała to co na nim wisiało. Chris spojrzała z powątpiewaniem.
Chris: Jak na sukienkę… to ma mało materiału.
Kim: I o to własnie chodzi! To moja szczęśliwa kiecka. Jeśli chcesz go odbić, to tylko ona Ci w tym pomoże.
Chris: Odbić? Nie, ja tylko…
Kim: Dobra, dobra! Przestań w końcu ściemniać. Chcesz zrobić na nim wrażenie, tak? To wbijaj się w tę kieckę. Sukces masz gwarantowany.
Chris: A nie masz czegoś… Mniej kusego?
Kim: Zakładaj i nie dyskutuj. Zaufaj mi chociaż w tej jednej kwestii, dobrze? Co jak co, ale na tym znam się doskonale. Przymierzysz teraz?
Chris: Ok… W sumie sama się o to prosiłam.
Kimberly siedziała przy toaletce i nakładała kolejną warstwę maskary. Jak większość kobiet otwierała przy tym usta, robiąc wielkie “O”. Chris przyglądała się jej zabiegom od dłuższego czasu.
Chris: Kimie… zaprosiłam ludzi z pracy na naszą imprezę. Nie masz nic przeciwko?
Kim: Skąd! To nawet lepiej! Będzie super impreza.
Chris: W porównaniu do poprzedniej każda będzie lepsza. A Ty kogo zaprosiłaś?
Kim: Tych co zawsze…
Chris: To znaczy?
Kim odłożyła tusz i zaczęła krytycznie przyglądać się swojemu odbiciu w lustrze, robiąc przy tym dziwne miny. Chyba jej coś nie odpowiadało, bo wzięła patyczek higieniczny i zaczęła nim poprawiać dolną linie rzęs.
Kim: Och no wiesz… Dziewczyny z pracy, kilka osób z kursu kulinarnego, Seana i jego znajomych.
Na dźwięk ostatniego słowa Chris ucieszyła się w duchu.
Chris: Znajomych?
Kim: Będziesz tak mnie wypytywać bez końca czy zapytasz wprost?
Chris zaśmiała się nerwowo.
Chris: Nie wiem co masz na myśli…
Kim: Przestań w końcu wiercić się w tym fotelu i ściemniać. Powiedział że przyjdzie.
Chris: Nie miałam nikogo konkretnego na myśli.
Kim: Kogo próbujesz oszukać? Przecież wiem, że chodziło Ci o Gavina. Będzie… prawdopodobnie razem z Jess.
Chris: Słuchaj… a miałabyś pożyczyć jakąś sukienkę?
Kim: Oczywiście że mam! Nawet coś idealnego na tę okazję! Cieszę się że zapytałaś… Tylko gdzie ja ją wsadziłam.
Zerwała się na równe nogi i zaczęła przeglądać swoje rzeczy wiszące na stelażu. Mamrotała przy okazji coś tam pod nosem
Kim: O Jest!
Wyciągnęła wieszak i zaprezentowała to co na nim wisiało. Chris spojrzała z powątpiewaniem.
Chris: Jak na sukienkę… to ma mało materiału.
Kim: I o to własnie chodzi! To moja szczęśliwa kiecka. Jeśli chcesz go odbić, to tylko ona Ci w tym pomoże.
Chris: Odbić? Nie, ja tylko…
Kim: Dobra, dobra! Przestań w końcu ściemniać. Chcesz zrobić na nim wrażenie, tak? To wbijaj się w tę kieckę. Sukces masz gwarantowany.
Chris: A nie masz czegoś… Mniej kusego?
Kim: Zakładaj i nie dyskutuj. Zaufaj mi chociaż w tej jednej kwestii, dobrze? Co jak co, ale na tym znam się doskonale. Przymierzysz teraz?
Chris: Ok… W sumie sama się o to prosiłam.
W pokoju słychać było jedynie dobiegający z kuchni odgłos kapiącego kranu oraz cichy oddech śpiącej Jess. Pomimo późnej pory nie potrafił zmrużyć oka. Nawet wyczerpujący seks nie pomógł mu odpłynąć w objęcia Morfeusza. Myślał o Christine. Już wcześniej obiecał sobie, że nie będzie zawracał nią sobie głowy, ale przy ich ostatnim spotkaniu dała mu do myślenia, a dzisiejsza wizyta przypomniała mu o wydarzeniach z zeszłego weekendu. Żałował, że to nie on otworzył drzwi, ale jeszcze bardziej żałował, że w tym samym czasie była u niego Jess. Z drugiej strony na to patrząc, może to lepiej że sprawy tak się potoczyły. Znowu zacząłby sobie robić nadzieje na coś, czego jak sama powiedziała, nie może mu zaoferować. Już nie mówiąc o innych kwestiach o których starał się zapomnieć.
Pomimo swoich rozważań wziął telefon z szafki nocnej i poszedł do salonu. Odkąd skończył kochać się z Jess zastanawiał się czy powinien napisać coś do Christine. Kilka razy układał w głowie treść smsa, ale zanim wystukał go w edytorze, szybko odkładał telefon z powrotem na miejsce. Ponownie chciał go odłożyć na stół, jednak w ostatniej chwili zaczął pisać smsa.
“Hej, otrzymałem Twoją przesyłkę.”
Jego palec zawisł nad opcją ‘wyślij’. Przeczytał jeszcze raz treść wiadomości i dopisał:
“Szkoda, że nie mogłem odebrać jej osobiście.”
Zwięźle, szczerze i nienachalnie. Poszło.
Uznał, że im krótsza będzie wiadomość, tym będzie lepiej. Usłyszał dźwięk przychodzącego smsa, więc szybko odczytał odpowiedź.
“Sorry, że tak bez zapowiedzi. Tylko nie zapomnij odstawić na miejsce.”
Odpisała… sama ta myśl wywołała uśmiech na jego twarzy i to przyjemne ciepłe uczucie w jego brzuchu.
W pokoju słychać było jedynie dobiegający z kuchni odgłos kapiącego kranu oraz cichy oddech śpiącej Jess. Pomimo późnej pory nie potrafił zmrużyć oka. Nawet wyczerpujący seks nie pomógł mu odpłynąć w objęcia Morfeusza. Myślał o Christine. Już wcześniej obiecał sobie, że nie będzie zawracał nią sobie głowy, ale przy ich ostatnim spotkaniu dała mu do myślenia, a dzisiejsza wizyta przypomniała mu o wydarzeniach z zeszłego weekendu. Żałował, że to nie on otworzył drzwi, ale jeszcze bardziej żałował, że w tym samym czasie była u niego Jess. Z drugiej strony na to patrząc, może to lepiej że sprawy tak się potoczyły. Znowu zacząłby sobie robić nadzieje na coś, czego jak sama powiedziała, nie może mu zaoferować. Już nie mówiąc o innych kwestiach o których starał się zapomnieć.
Pomimo swoich rozważań wziął telefon z szafki nocnej i poszedł do salonu. Odkąd skończył kochać się z Jess zastanawiał się czy powinien napisać coś do Christine. Kilka razy układał w głowie treść smsa, ale zanim wystukał go w edytorze, szybko odkładał telefon z powrotem na miejsce. Ponownie chciał go odłożyć na stół, jednak w ostatniej chwili zaczął pisać smsa.
“Hej, otrzymałem Twoją przesyłkę.”
Jego palec zawisł nad opcją ‘wyślij’. Przeczytał jeszcze raz treść wiadomości i dopisał:
“Szkoda, że nie mogłem odebrać jej osobiście.”
Zwięźle, szczerze i nienachalnie. Poszło.
Uznał, że im krótsza będzie wiadomość, tym będzie lepiej. Usłyszał dźwięk przychodzącego smsa, więc szybko odczytał odpowiedź.
“Sorry, że tak bez zapowiedzi. Tylko nie zapomnij odstawić na miejsce.”
Odpisała… sama ta myśl wywołała uśmiech na jego twarzy i to przyjemne ciepłe uczucie w jego brzuchu.
W pokoju słychać było jedynie dobiegający z kuchni odgłos kapiącego kranu oraz cichy oddech śpiącej Jess. Pomimo późnej pory nie potrafił zmrużyć oka. Nawet wyczerpujący seks nie pomógł mu odpłynąć w objęcia Morfeusza. Myślał o Christine. Już wcześniej obiecał sobie, że nie będzie zawracał nią sobie głowy, ale przy ich ostatnim spotkaniu dała mu do myślenia, a dzisiejsza wizyta przypomniała mu o wydarzeniach z zeszłego weekendu. Żałował, że to nie on otworzył drzwi, ale jeszcze bardziej żałował, że w tym samym czasie była u niego Jess. Z drugiej strony na to patrząc, może to lepiej że sprawy tak się potoczyły. Znowu zacząłby sobie robić nadzieje na coś, czego jak sama powiedziała, nie może mu zaoferować. Już nie mówiąc o innych kwestiach o których starał się zapomnieć.
Pomimo swoich rozważań wziął telefon z szafki nocnej i poszedł do salonu. Odkąd skończył kochać się z Jess zastanawiał się czy powinien napisać coś do Christine. Kilka razy układał w głowie treść smsa, ale zanim wystukał go w edytorze, szybko odkładał telefon z powrotem na miejsce. Ponownie chciał go odłożyć na stół, jednak w ostatniej chwili zaczął pisać smsa.
“Hej, otrzymałem Twoją przesyłkę.”
Jego palec zawisł nad opcją ‘wyślij’. Przeczytał jeszcze raz treść wiadomości i dopisał:
“Szkoda, że nie mogłem odebrać jej osobiście.”
Zwięźle, szczerze i nienachalnie. Poszło.
Uznał, że im krótsza będzie wiadomość, tym będzie lepiej. Usłyszał dźwięk przychodzącego smsa, więc szybko odczytał odpowiedź.
“Sorry, że tak bez zapowiedzi. Tylko nie zapomnij odstawić na miejsce.”
Odpisała… sama ta myśl wywołała uśmiech na jego twarzy i to przyjemne ciepłe uczucie w jego brzuchu.













































































