Następnego dnia, około 10:00.

Rozległo się ciche pukanie.
Chris: Proszę.
W drzwiach pojawiła się Kimberly.
Kim: Obudziłam Cię?
Chris: Nie, właśnie wstałam.
Kim: Wyspałaś się?
Chris: Tak, dzięki. A Ty?
Kim: Spałam jak zabita. Sean mnie wczoraj nieźle wymęczył. 
Chris: On Ciebie czy Ty jego? 
Kim: Hyhyhy… Powiem Ci tylko tyle, że jego drugi prezent też bardzo mu się spodobał. 
Chris: Dzięki za oszczędzenie szczegółów. 
Kim: Przyniosę Ci zaraz śniadanie, potrzebujesz czegoś jeszcze? 
Chris: Jak to? Wy już jedliście? To znaczy, że wszyscy już wstali?
Zerwała się z łóżka w poszukiwaniu swoich ciuchów.
Kim: Tak, ale nie przejmuj się. Odpoczywaj tyle ile potrzebujesz. I tak nic ciekawego się nie dzieje. Pani Potter z Amy poszły do kościoła, a Sean z Gavinem siedzą na dole i gadają o muzyce… same nudy.
Chris: Teraz mi głupio że tak długo spałam. Zaraz… Gavin wciąż tu jest?
Kim: Tak… a co? 
Chris: Nie, nic…
Kim: Znowu dramatyzujesz? 
Chris: Nie… *wzruszyła ramionami* Tak zapytałam. A co z Twoim wyjazdem do rodziców?
Kim: Już Ci mówiłam.
Chris: Kimie, nie musisz ze względu na mnie zmieniać swoich planów. Czuję się świetnie.
Kim: Mhm. 
Chris: Mówię poważnie, jestem okazem zdrowia. To tylko kilka dni, dam sobie radę.
Kim: Zastanowię się. Przyniosę Ci śniadanie zanim weźmiesz prysznic.
Chris: Ok. A możesz pożyczyć mi jakieś ciuchy? Mam tylko wczorajszą sukienkę.
Kim: Z tym akurat da się coś zrobić. Na dole zostawiłam walizkę, więc zaraz coś Ci znajdę. 
Chris: Kimie… ale pojedziesz później do rodziców? 
Kim: Tylko jeśli będę wiedzieć, że nic Ci nie będzie.
Chris: Ok.
Kim: Zaraz wracam.
Skierowała się do drzwi i sięgnęła po klamkę.
Chris: Zaczekaj! Tylko nie przynoś nic…wyszukanego. To znaczy dżinsy i zwykła bluza, najlepiej czarna, żadnych dekoltów i tym podobnych. 
Kim: Nie obrażaj mnie. Widziałaś mnie kiedyś w bluzie?
Rzuciła przez ramię i wyszła z pokoju.


Previous // Next

Następnego dnia, około 10:00.

Rozległo się ciche pukanie.
Chris: Proszę.
W drzwiach pojawiła się Kimberly.
Kim: Obudziłam Cię?
Chris: Nie, właśnie wstałam.
Kim: Wyspałaś się?
Chris: Tak, dzięki. A Ty?
Kim: Spałam jak zabita. Sean mnie wczoraj nieźle wymęczył. 
Chris: On Ciebie czy Ty jego? 
Kim: Hyhyhy… Powiem Ci tylko tyle, że jego drugi prezent też bardzo mu się spodobał. 
Chris: Dzięki za oszczędzenie szczegółów. 
Kim: Przyniosę Ci zaraz śniadanie, potrzebujesz czegoś jeszcze? 
Chris: Jak to? Wy już jedliście? To znaczy, że wszyscy już wstali?
Zerwała się z łóżka w poszukiwaniu swoich ciuchów.
Kim: Tak, ale nie przejmuj się. Odpoczywaj tyle ile potrzebujesz. I tak nic ciekawego się nie dzieje. Pani Potter z Amy poszły do kościoła, a Sean z Gavinem siedzą na dole i gadają o muzyce… same nudy.
Chris: Teraz mi głupio że tak długo spałam. Zaraz… Gavin wciąż tu jest?
Kim: Tak… a co? 
Chris: Nie, nic…
Kim: Znowu dramatyzujesz? 
Chris: Nie… *wzruszyła ramionami* Tak zapytałam. A co z Twoim wyjazdem do rodziców?
Kim: Już Ci mówiłam.
Chris: Kimie, nie musisz ze względu na mnie zmieniać swoich planów. Czuję się świetnie.
Kim: Mhm. 
Chris: Mówię poważnie, jestem okazem zdrowia. To tylko kilka dni, dam sobie radę.
Kim: Zastanowię się. Przyniosę Ci śniadanie zanim weźmiesz prysznic.
Chris: Ok. A możesz pożyczyć mi jakieś ciuchy? Mam tylko wczorajszą sukienkę.
Kim: Z tym akurat da się coś zrobić. Na dole zostawiłam walizkę, więc zaraz coś Ci znajdę. 
Chris: Kimie… ale pojedziesz później do rodziców? 
Kim: Tylko jeśli będę wiedzieć, że nic Ci nie będzie.
Chris: Ok.
Kim: Zaraz wracam.
Skierowała się do drzwi i sięgnęła po klamkę.
Chris: Zaczekaj! Tylko nie przynoś nic…wyszukanego. To znaczy dżinsy i zwykła bluza, najlepiej czarna, żadnych dekoltów i tym podobnych. 
Kim: Nie obrażaj mnie. Widziałaś mnie kiedyś w bluzie?
Rzuciła przez ramię i wyszła z pokoju.


Previous // Next

Następnego dnia, około 10:00.

Rozległo się ciche pukanie.
Chris: Proszę.
W drzwiach pojawiła się Kimberly.
Kim: Obudziłam Cię?
Chris: Nie, właśnie wstałam.
Kim: Wyspałaś się?
Chris: Tak, dzięki. A Ty?
Kim: Spałam jak zabita. Sean mnie wczoraj nieźle wymęczył. 
Chris: On Ciebie czy Ty jego? 
Kim: Hyhyhy… Powiem Ci tylko tyle, że jego drugi prezent też bardzo mu się spodobał. 
Chris: Dzięki za oszczędzenie szczegółów. 
Kim: Przyniosę Ci zaraz śniadanie, potrzebujesz czegoś jeszcze? 
Chris: Jak to? Wy już jedliście? To znaczy, że wszyscy już wstali?
Zerwała się z łóżka w poszukiwaniu swoich ciuchów.
Kim: Tak, ale nie przejmuj się. Odpoczywaj tyle ile potrzebujesz. I tak nic ciekawego się nie dzieje. Pani Potter z Amy poszły do kościoła, a Sean z Gavinem siedzą na dole i gadają o muzyce… same nudy.
Chris: Teraz mi głupio że tak długo spałam. Zaraz… Gavin wciąż tu jest?
Kim: Tak… a co? 
Chris: Nie, nic…
Kim: Znowu dramatyzujesz? 
Chris: Nie… *wzruszyła ramionami* Tak zapytałam. A co z Twoim wyjazdem do rodziców?
Kim: Już Ci mówiłam.
Chris: Kimie, nie musisz ze względu na mnie zmieniać swoich planów. Czuję się świetnie.
Kim: Mhm. 
Chris: Mówię poważnie, jestem okazem zdrowia. To tylko kilka dni, dam sobie radę.
Kim: Zastanowię się. Przyniosę Ci śniadanie zanim weźmiesz prysznic.
Chris: Ok. A możesz pożyczyć mi jakieś ciuchy? Mam tylko wczorajszą sukienkę.
Kim: Z tym akurat da się coś zrobić. Na dole zostawiłam walizkę, więc zaraz coś Ci znajdę. 
Chris: Kimie… ale pojedziesz później do rodziców? 
Kim: Tylko jeśli będę wiedzieć, że nic Ci nie będzie.
Chris: Ok.
Kim: Zaraz wracam.
Skierowała się do drzwi i sięgnęła po klamkę.
Chris: Zaczekaj! Tylko nie przynoś nic…wyszukanego. To znaczy dżinsy i zwykła bluza, najlepiej czarna, żadnych dekoltów i tym podobnych. 
Kim: Nie obrażaj mnie. Widziałaś mnie kiedyś w bluzie?
Rzuciła przez ramię i wyszła z pokoju.


Previous // Next


A few days later Logan took her to the studio.
Logan: Are you gonna be okay?
Chris: Yes. 
Logan: Sorry that I can’t stay at your welcome party.
Chris: Logan, you misunderstand the meaning of ‘party’. There will be only three people. Just go to your company, if you have to.
Logan: I’ll call you later.
Chris: Ok.
Logan: We will see each other tomorrow at the rehearsal.
Chris: Yes, just go now. 
Logan:
Chris: Go! I swear I’ll be ok!
He got into his car and drove off with a screech of tires.
Chris whispering: Geez, he’s acting like my nanny. 


Previous // Next


A few days later Logan took her to the studio.
Logan: Are you gonna be okay?
Chris: Yes. 
Logan: Sorry that I can’t stay at your welcome party.
Chris: Logan, you misunderstand the meaning of ‘party’. There will be only three people. Just go to your company, if you have to.
Logan: I’ll call you later.
Chris: Ok.
Logan: We will see each other tomorrow at the rehearsal.
Chris: Yes, just go now. 
Logan:
Chris: Go! I swear I’ll be ok!
He got into his car and drove off with a screech of tires.
Chris whispering: Geez, he’s acting like my nanny. 


Previous // Next