Chris chwiejnym krokiem zmierzała w kierunku lodowiska. W głowie huczało jej od myśli. Nikt nie będzie jej mówił, że się czegoś boi, a już na pewno nie Gavin. Jeszcze mu pokaże! Postawiła pierwszy krok. Niepewnie zrobiła drugi. Przy trzecim nogi jej się rozjechały, więc zaczęła machać rękami, żeby złapać równowagę. Nie było czego się przytrzymać, a barierka była zbyt daleko. Dlaczego tak daleko?
Gavin: Nie jeździłaś nigdy wcześniej?
Chris: Trochę… jak byłam mała… z tatą… ale nie szło mi najlepiej.
Nie mogła skupić się na dwóch rzeczach jednocześnie, więc robiła przerwy między słowami. Chwiała się na boki przy każdym kroku, ale nie szło jej najgorzej. Jej zacięcie widoczne na twarzy przyprawiało go o uśmiech na twarzy. Zganił się za to w duchu. Powinien zachować powagę, bo jego intencje mogą zostać źle odebrane.
Gavin: Idzie Ci całkiem nieźle.
Chris: A Ty gdzie się nauczyłeś jeździć?
Gavin: Grałem w hokeja.
Chris: To w Twoim stylu.
Gavin: Co masz na myśli?
Chris: Hokej to taka trochę agresywna gra. Faceci zasuwają rozbijając się na ściankach. Więcej tam przemocy niż samej gry. Pasuje do Ciebie…
Gavin: Dziewczyno, nic nie wiesz o hokeju! Będę musiał kiedyś zabrać Ciebie na prawdziwy mecz i pokazać na czym to polega. Hokej to świetna gra zespołowa.
Chris: łoo… łooo… łoooo!
Znowu zaczęła chwiać się na boki. Gavin spojrzał na nią z pobłażaniem i wyciągnął w jej kierunku rękę.
Gavin: Będzie Ci łatwiej jeśli chwycisz się czegoś. Złap się mnie.
Chris: Dzięki… radzę sobie.
Gavin: Chyba nie do końca.
Chris: Nie potrzebuję Twojej pomocy!
Gavin: Jak uważasz, ale tak byłoby Ci łatwiej przyzwyczaić się.
Z hardą miną próbowała zapanować nad swoimi ruchami. Nie miała zamiaru dawać mu satysfakcji.
Tag: simblog
Gavin: Mogłabyś chociaż przymierzyć?
Chris: Nie.
Gavin: Zawsze jesteś taka uparta?
Chris: Miałam tylko popatrzeć na Was. Nie mówiłam nic a nic o tym, że będę jeździć.
Gavin: Skoro już tu jesteś co Ci szkodzi spróbować?
Chris: Nie umiem i nie chcę.
Gavin: Nie zachowuj się jak małe dziecko.
Chris: Wcale się tak nie zachowuję!
Gavin: Czego się więc obawiasz?
Chris: Niczego… po prostu nie planowałam jeździć.
Gavin: Boisz się porażki?
Chris: Porażki? Nie! Najzwyczajniej w świecie nie mam ochoty.
Gavin: A mi się wydaje, że tchórzysz.
Chris poirytowana: Posłuchaj no, ja niczego się nie boję, a już tym bardziej jakiejś głupiej jazdy na łyżwach.
Gavin: Więc udowodnij mi to.
Chris: Nie muszę Ci niczego udowadniać.
Gavin: Cykooor.
Chris: Dawaj te łyżwy! Nikt nie będzie mi wciskał, że się czegoś boję!
Gavin: Mogłabyś chociaż przymierzyć?
Chris: Nie.
Gavin: Zawsze jesteś taka uparta?
Chris: Miałam tylko popatrzeć na Was. Nie mówiłam nic a nic o tym, że będę jeździć.
Gavin: Skoro już tu jesteś co Ci szkodzi spróbować?
Chris: Nie umiem i nie chcę.
Gavin: Nie zachowuj się jak małe dziecko.
Chris: Wcale się tak nie zachowuję!
Gavin: Czego się więc obawiasz?
Chris: Niczego… po prostu nie planowałam jeździć.
Gavin: Boisz się porażki?
Chris: Porażki? Nie! Najzwyczajniej w świecie nie mam ochoty.
Gavin: A mi się wydaje, że tchórzysz.
Chris poirytowana: Posłuchaj no, ja niczego się nie boję, a już tym bardziej jakiejś głupiej jazdy na łyżwach.
Gavin: Więc udowodnij mi to.
Chris: Nie muszę Ci niczego udowadniać.
Gavin: Cykooor.
Chris: Dawaj te łyżwy! Nikt nie będzie mi wciskał, że się czegoś boję!
Gavin: Mogłabyś chociaż przymierzyć?
Chris: Nie.
Gavin: Zawsze jesteś taka uparta?
Chris: Miałam tylko popatrzeć na Was. Nie mówiłam nic a nic o tym, że będę jeździć.
Gavin: Skoro już tu jesteś co Ci szkodzi spróbować?
Chris: Nie umiem i nie chcę.
Gavin: Nie zachowuj się jak małe dziecko.
Chris: Wcale się tak nie zachowuję!
Gavin: Czego się więc obawiasz?
Chris: Niczego… po prostu nie planowałam jeździć.
Gavin: Boisz się porażki?
Chris: Porażki? Nie! Najzwyczajniej w świecie nie mam ochoty.
Gavin: A mi się wydaje, że tchórzysz.
Chris poirytowana: Posłuchaj no, ja niczego się nie boję, a już tym bardziej jakiejś głupiej jazdy na łyżwach.
Gavin: Więc udowodnij mi to.
Chris: Nie muszę Ci niczego udowadniać.
Gavin: Cykooor.
Chris: Dawaj te łyżwy! Nikt nie będzie mi wciskał, że się czegoś boję!
Wybrali się do pobliskiego centrum handlowego. Większość sklepów była zamknięta, ale niektóre mniejsze stoiska ze smakołykami czy drobiazgami były czynne i wabiły swoim skromnym asortymentem. Jak na pierwszy dzień świąt zebrało się całkiem sporo ludzi. Jedni przyszli pojeździć na łyżwach, inni odwiedzić pobliską kawiarnię, a jeszcze inni po prostu pospacerować. Największą popularnością cieszyło się jednak lodowisko, gdzie dominowały rodziny z dziećmi, zakochane pary czy gromadki dzieci, które przyszły rozwiać świąteczna nudę. Z głośników wydobywała się wesoła muzyka, słońce przyjemnie ogrzewało, a panująca świąteczna atmosfera pozwalała zapomnieć o zmartwieniach.
Wybrali się do pobliskiego centrum handlowego. Większość sklepów była zamknięta, ale niektóre mniejsze stoiska ze smakołykami czy drobiazgami były czynne i wabiły swoim skromnym asortymentem. Jak na pierwszy dzień świąt zebrało się całkiem sporo ludzi. Jedni przyszli pojeździć na łyżwach, inni odwiedzić pobliską kawiarnię, a jeszcze inni po prostu pospacerować. Największą popularnością cieszyło się jednak lodowisko, gdzie dominowały rodziny z dziećmi, zakochane pary czy gromadki dzieci, które przyszły rozwiać świąteczna nudę. Z głośników wydobywała się wesoła muzyka, słońce przyjemnie ogrzewało, a panująca świąteczna atmosfera pozwalała zapomnieć o zmartwieniach.
Wybrali się do pobliskiego centrum handlowego. Większość sklepów była zamknięta, ale niektóre mniejsze stoiska ze smakołykami czy drobiazgami były czynne i wabiły swoim skromnym asortymentem. Jak na pierwszy dzień świąt zebrało się całkiem sporo ludzi. Jedni przyszli pojeździć na łyżwach, inni odwiedzić pobliską kawiarnię, a jeszcze inni po prostu pospacerować. Największą popularnością cieszyło się jednak lodowisko, gdzie dominowały rodziny z dziećmi, zakochane pary czy gromadki dzieci, które przyszły rozwiać świąteczna nudę. Z głośników wydobywała się wesoła muzyka, słońce przyjemnie ogrzewało, a panująca świąteczna atmosfera pozwalała zapomnieć o zmartwieniach.
Po dłuższym jęczeniu oraz namowom Chris, Kimberly w końcu odpuściła i postanowiła udać się na święta do rodziców. Stali przed domkiem w pełnym blasku południowego słońca. Mróz lekko szczypał w policzki, ale panująca aura nie pozwała się tym zbytnio przejmować.
Kim: Gdyby coś się działo, pamiętaj żeby dzwonić do mnie od razu.
Chris: Jasne, ale naprawdę wszystko jest ok. Baw się dobrze i pozdrów wszystkich ode mnie.
Kim: Ok. Uważaj na siebie.
Chris: Ty też i jedźcie ostrożnie.
Kim: Zadzwonię jak tylko dojadę. Pa.
Chris: Pa!
Wyściskali się na pożegnanie, spakowali walizki i wsiedli do samochodu. Rozmawiali jeszcze przez krótką chwilę przez otwarte okno przesyłając sobie serdeczności, dopóki Sean nie odpalił silnika. Stary Dodge Charger zagłuszył możliwość dalszej konwersacji. Sean zjechał z podjazdu na ulicę, wykręcił i ruszył z piskiem opon. Pozostali machali im na pożegnanie dopóki samochód nie skręcił na końcu ulicy i nie zniknął im całkowicie z pola widzenia. Chris odwróciła się i spojrzała na Gavina. Uśmiechnęła się pod nosem kiedy zobaczyła, że trzyma rączkę Amy.
Gavin: Masz jakieś plany na dzisiaj?
Chris wzruszyła ramionami.
Chris: Nic konkretnego…
Gavin: Może wybierzesz się z nami na łyżwy?
Chirs: Obawiam się, że nie umiem jeździć…
Amy: Ja też nie umiałam, ale Gavin mnie nauczył. Teraz robię nawet piruety!
Chris: Wow! Umiesz piruety?
Amy spróbowała zaprezentować co nieco ze swoich umiejętności, co tylko wywołało pobłażliwy uśmiech na ich twarzach.
Amy rozczarowana: Na łyżwach wychodzi mi lepiej.
Chris: Chyba muszę zobaczyć to na własne oczy.
Amy radośnie: Ty też będziesz tak umieć! Gavin Ciebie nauczy, prawda?
Spojrzała wyczekująco na Gavina.
Gavin: Oczywiście, jak widać jestem świetnym nauczycielem.
Chris: Na początek wystarczy jak tylko popatrzę…
Amy podskoczył z radości i chwyciła ją za rękę. Nie było już możliwości odwrotu.
Po dłuższym jęczeniu oraz namowom Chris, Kimberly w końcu odpuściła i postanowiła udać się na święta do rodziców. Stali przed domkiem w pełnym blasku południowego słońca. Mróz lekko szczypał w policzki, ale panująca aura nie pozwała się tym zbytnio przejmować.
Kim: Gdyby coś się działo, pamiętaj żeby dzwonić do mnie od razu.
Chris: Jasne, ale naprawdę wszystko jest ok. Baw się dobrze i pozdrów wszystkich ode mnie.
Kim: Ok. Uważaj na siebie.
Chris: Ty też i jedźcie ostrożnie.
Kim: Zadzwonię jak tylko dojadę. Pa.
Chris: Pa!
Wyściskali się na pożegnanie, spakowali walizki i wsiedli do samochodu. Rozmawiali jeszcze przez krótką chwilę przez otwarte okno przesyłając sobie serdeczności, dopóki Sean nie odpalił silnika. Stary Dodge Charger zagłuszył możliwość dalszej konwersacji. Sean zjechał z podjazdu na ulicę, wykręcił i ruszył z piskiem opon. Pozostali machali im na pożegnanie dopóki samochód nie skręcił na końcu ulicy i nie zniknął im całkowicie z pola widzenia. Chris odwróciła się i spojrzała na Gavina. Uśmiechnęła się pod nosem kiedy zobaczyła, że trzyma rączkę Amy.
Gavin: Masz jakieś plany na dzisiaj?
Chris wzruszyła ramionami.
Chris: Nic konkretnego…
Gavin: Może wybierzesz się z nami na łyżwy?
Chirs: Obawiam się, że nie umiem jeździć…
Amy: Ja też nie umiałam, ale Gavin mnie nauczył. Teraz robię nawet piruety!
Chris: Wow! Umiesz piruety?
Amy spróbowała zaprezentować co nieco ze swoich umiejętności, co tylko wywołało pobłażliwy uśmiech na ich twarzach.
Amy rozczarowana: Na łyżwach wychodzi mi lepiej.
Chris: Chyba muszę zobaczyć to na własne oczy.
Amy radośnie: Ty też będziesz tak umieć! Gavin Ciebie nauczy, prawda?
Spojrzała wyczekująco na Gavina.
Gavin: Oczywiście, jak widać jestem świetnym nauczycielem.
Chris: Na początek wystarczy jak tylko popatrzę…
Amy podskoczył z radości i chwyciła ją za rękę. Nie było już możliwości odwrotu.
Po dłuższym jęczeniu oraz namowom Chris, Kimberly w końcu odpuściła i postanowiła udać się na święta do rodziców. Stali przed domkiem w pełnym blasku południowego słońca. Mróz lekko szczypał w policzki, ale panująca aura nie pozwała się tym zbytnio przejmować.
Kim: Gdyby coś się działo, pamiętaj żeby dzwonić do mnie od razu.
Chris: Jasne, ale naprawdę wszystko jest ok. Baw się dobrze i pozdrów wszystkich ode mnie.
Kim: Ok. Uważaj na siebie.
Chris: Ty też i jedźcie ostrożnie.
Kim: Zadzwonię jak tylko dojadę. Pa.
Chris: Pa!
Wyściskali się na pożegnanie, spakowali walizki i wsiedli do samochodu. Rozmawiali jeszcze przez krótką chwilę przez otwarte okno przesyłając sobie serdeczności, dopóki Sean nie odpalił silnika. Stary Dodge Charger zagłuszył możliwość dalszej konwersacji. Sean zjechał z podjazdu na ulicę, wykręcił i ruszył z piskiem opon. Pozostali machali im na pożegnanie dopóki samochód nie skręcił na końcu ulicy i nie zniknął im całkowicie z pola widzenia. Chris odwróciła się i spojrzała na Gavina. Uśmiechnęła się pod nosem kiedy zobaczyła, że trzyma rączkę Amy.
Gavin: Masz jakieś plany na dzisiaj?
Chris wzruszyła ramionami.
Chris: Nic konkretnego…
Gavin: Może wybierzesz się z nami na łyżwy?
Chirs: Obawiam się, że nie umiem jeździć…
Amy: Ja też nie umiałam, ale Gavin mnie nauczył. Teraz robię nawet piruety!
Chris: Wow! Umiesz piruety?
Amy spróbowała zaprezentować co nieco ze swoich umiejętności, co tylko wywołało pobłażliwy uśmiech na ich twarzach.
Amy rozczarowana: Na łyżwach wychodzi mi lepiej.
Chris: Chyba muszę zobaczyć to na własne oczy.
Amy radośnie: Ty też będziesz tak umieć! Gavin Ciebie nauczy, prawda?
Spojrzała wyczekująco na Gavina.
Gavin: Oczywiście, jak widać jestem świetnym nauczycielem.
Chris: Na początek wystarczy jak tylko popatrzę…
Amy podskoczył z radości i chwyciła ją za rękę. Nie było już możliwości odwrotu.






































































