Zapadał powoli zmierzch i zrobiło się znacznie chłodniej. Aktywny wypoczynek na świeżym powietrzu pobudził ich apetyt, więc postanowili zajrzeć do pobliskiej kawiarni. Gavin szarmancko otworzył drzwi, przepuszczając Amy oraz Chris. W środku było przyjemnie ciepło, a w powietrzu unosił się zapach świeżo parzonej kawy. Amy od razu przykleiła nos do szyby z deserami oraz świeżymi wypiekami. Oczy przeskakiwały jej z jednego ciastka na drugie i nie wiedziała na co ma się zdecydować. Wszystko wyglądało tak apetycznie, że nie mogła podjąć decyzji. Chatka z piernika prezentowała się imponująco, tak samo imbirowe ciasteczka, ale tarty owocowe również kusiły swoimi ładnymi zdobieniami. Najchętniej spróbowałaby wszystkiego po trochu. Musiała jednak szybko dokonać wyboru, ponieważ za nimi zaczęła ustawiać się już spora kolejka. Gavin poprosił żeby zajęły stolik, póki jest jeszcze jakiś wolny. Sam miał zamiar poczekać przy ladzie, dopóki zamówienie nie zostanie zrealizowane. Ruszyły w głąb niewielkiej sali w poszukiwaniu wolnego miejsca.


Previous // Next

Gavin: Mogłabyś chociaż przymierzyć? 
Chris: Nie.
Gavin: Zawsze jesteś taka uparta? 
Chris: Miałam tylko popatrzeć na Was. Nie mówiłam nic a nic o tym, że będę jeździć.
Gavin: Skoro już tu jesteś co Ci szkodzi spróbować? 
Chris: Nie umiem i nie chcę. 
Gavin: Nie zachowuj się jak małe dziecko. 
Chris: Wcale się tak nie zachowuję!
Gavin: Czego się więc obawiasz? 
Chris: Niczego… po prostu nie planowałam jeździć. 
Gavin: Boisz się porażki? 
Chris: Porażki? Nie! Najzwyczajniej w świecie nie mam ochoty.
Gavin: A mi się wydaje, że tchórzysz. 
Chris poirytowana: Posłuchaj no, ja niczego się nie boję, a już tym bardziej jakiejś głupiej jazdy na łyżwach.
Gavin: Więc udowodnij mi to. 
Chris: Nie muszę Ci niczego udowadniać.
Gavin: Cykooor.
Chris: Dawaj te łyżwy! Nikt nie będzie mi wciskał, że się czegoś boję!


Previous // Next

Gavin: Mogłabyś chociaż przymierzyć? 
Chris: Nie.
Gavin: Zawsze jesteś taka uparta? 
Chris: Miałam tylko popatrzeć na Was. Nie mówiłam nic a nic o tym, że będę jeździć.
Gavin: Skoro już tu jesteś co Ci szkodzi spróbować? 
Chris: Nie umiem i nie chcę. 
Gavin: Nie zachowuj się jak małe dziecko. 
Chris: Wcale się tak nie zachowuję!
Gavin: Czego się więc obawiasz? 
Chris: Niczego… po prostu nie planowałam jeździć. 
Gavin: Boisz się porażki? 
Chris: Porażki? Nie! Najzwyczajniej w świecie nie mam ochoty.
Gavin: A mi się wydaje, że tchórzysz. 
Chris poirytowana: Posłuchaj no, ja niczego się nie boję, a już tym bardziej jakiejś głupiej jazdy na łyżwach.
Gavin: Więc udowodnij mi to. 
Chris: Nie muszę Ci niczego udowadniać.
Gavin: Cykooor.
Chris: Dawaj te łyżwy! Nikt nie będzie mi wciskał, że się czegoś boję!


Previous // Next

Gavin: Mogłabyś chociaż przymierzyć? 
Chris: Nie.
Gavin: Zawsze jesteś taka uparta? 
Chris: Miałam tylko popatrzeć na Was. Nie mówiłam nic a nic o tym, że będę jeździć.
Gavin: Skoro już tu jesteś co Ci szkodzi spróbować? 
Chris: Nie umiem i nie chcę. 
Gavin: Nie zachowuj się jak małe dziecko. 
Chris: Wcale się tak nie zachowuję!
Gavin: Czego się więc obawiasz? 
Chris: Niczego… po prostu nie planowałam jeździć. 
Gavin: Boisz się porażki? 
Chris: Porażki? Nie! Najzwyczajniej w świecie nie mam ochoty.
Gavin: A mi się wydaje, że tchórzysz. 
Chris poirytowana: Posłuchaj no, ja niczego się nie boję, a już tym bardziej jakiejś głupiej jazdy na łyżwach.
Gavin: Więc udowodnij mi to. 
Chris: Nie muszę Ci niczego udowadniać.
Gavin: Cykooor.
Chris: Dawaj te łyżwy! Nikt nie będzie mi wciskał, że się czegoś boję!


Previous // Next

Wybrali się do pobliskiego centrum handlowego. Większość sklepów była zamknięta, ale niektóre mniejsze stoiska ze smakołykami czy drobiazgami były czynne i wabiły swoim skromnym asortymentem. Jak na pierwszy dzień świąt zebrało się całkiem sporo ludzi. Jedni przyszli pojeździć na łyżwach, inni odwiedzić pobliską kawiarnię, a jeszcze inni po prostu pospacerować. Największą popularnością cieszyło się jednak lodowisko, gdzie dominowały rodziny z dziećmi, zakochane pary czy gromadki dzieci, które przyszły rozwiać świąteczna nudę. Z głośników wydobywała się wesoła muzyka, słońce przyjemnie ogrzewało, a panująca świąteczna atmosfera pozwalała zapomnieć o zmartwieniach.  


Previous // Next

Wybrali się do pobliskiego centrum handlowego. Większość sklepów była zamknięta, ale niektóre mniejsze stoiska ze smakołykami czy drobiazgami były czynne i wabiły swoim skromnym asortymentem. Jak na pierwszy dzień świąt zebrało się całkiem sporo ludzi. Jedni przyszli pojeździć na łyżwach, inni odwiedzić pobliską kawiarnię, a jeszcze inni po prostu pospacerować. Największą popularnością cieszyło się jednak lodowisko, gdzie dominowały rodziny z dziećmi, zakochane pary czy gromadki dzieci, które przyszły rozwiać świąteczna nudę. Z głośników wydobywała się wesoła muzyka, słońce przyjemnie ogrzewało, a panująca świąteczna atmosfera pozwalała zapomnieć o zmartwieniach.  


Previous // Next

Wybrali się do pobliskiego centrum handlowego. Większość sklepów była zamknięta, ale niektóre mniejsze stoiska ze smakołykami czy drobiazgami były czynne i wabiły swoim skromnym asortymentem. Jak na pierwszy dzień świąt zebrało się całkiem sporo ludzi. Jedni przyszli pojeździć na łyżwach, inni odwiedzić pobliską kawiarnię, a jeszcze inni po prostu pospacerować. Największą popularnością cieszyło się jednak lodowisko, gdzie dominowały rodziny z dziećmi, zakochane pary czy gromadki dzieci, które przyszły rozwiać świąteczna nudę. Z głośników wydobywała się wesoła muzyka, słońce przyjemnie ogrzewało, a panująca świąteczna atmosfera pozwalała zapomnieć o zmartwieniach.  


Previous // Next

Po dłuższym jęczeniu oraz namowom Chris, Kimberly w końcu odpuściła i postanowiła udać się na święta do rodziców. Stali przed domkiem w pełnym blasku południowego słońca. Mróz lekko szczypał w policzki, ale panująca aura nie pozwała się tym zbytnio przejmować. 
Kim: Gdyby coś się działo, pamiętaj żeby dzwonić do mnie od razu.
Chris: Jasne, ale naprawdę wszystko jest ok. Baw się dobrze i pozdrów wszystkich ode mnie. 
Kim: Ok. Uważaj na siebie.
Chris: Ty też i jedźcie ostrożnie. 
Kim: Zadzwonię jak tylko dojadę. Pa.
Chris: Pa!

Wyściskali się na pożegnanie, spakowali walizki i wsiedli do samochodu. Rozmawiali jeszcze przez krótką chwilę przez otwarte okno przesyłając sobie serdeczności, dopóki Sean nie odpalił silnika. Stary Dodge Charger zagłuszył możliwość dalszej konwersacji. Sean zjechał z podjazdu na ulicę, wykręcił i ruszył z piskiem opon. Pozostali machali im na pożegnanie dopóki samochód nie skręcił na końcu ulicy i nie zniknął im całkowicie z pola widzenia. Chris odwróciła się i spojrzała na Gavina. Uśmiechnęła się pod nosem kiedy zobaczyła, że trzyma rączkę Amy. 
Gavin: Masz jakieś plany na dzisiaj?
Chris wzruszyła ramionami.
Chris: Nic konkretnego…
Gavin: Może wybierzesz się z nami na łyżwy?
Chirs: Obawiam się, że nie umiem jeździć…
Amy: Ja też nie umiałam, ale Gavin mnie nauczył. Teraz robię nawet piruety!
Chris: Wow! Umiesz piruety? 
Amy spróbowała zaprezentować co nieco ze swoich umiejętności, co tylko wywołało pobłażliwy uśmiech na ich twarzach. 
Amy rozczarowana: Na łyżwach wychodzi mi lepiej. 
Chris: Chyba muszę zobaczyć to na własne oczy. 
Amy radośnie: Ty też będziesz tak umieć! Gavin Ciebie nauczy, prawda? 
Spojrzała wyczekująco na Gavina.  
Gavin: Oczywiście, jak widać jestem świetnym nauczycielem. 
Chris: Na początek wystarczy jak tylko popatrzę… 
Amy podskoczył z radości i chwyciła ją za rękę. Nie było już możliwości odwrotu.  


Previous // Next

Po dłuższym jęczeniu oraz namowom Chris, Kimberly w końcu odpuściła i postanowiła udać się na święta do rodziców. Stali przed domkiem w pełnym blasku południowego słońca. Mróz lekko szczypał w policzki, ale panująca aura nie pozwała się tym zbytnio przejmować. 
Kim: Gdyby coś się działo, pamiętaj żeby dzwonić do mnie od razu.
Chris: Jasne, ale naprawdę wszystko jest ok. Baw się dobrze i pozdrów wszystkich ode mnie. 
Kim: Ok. Uważaj na siebie.
Chris: Ty też i jedźcie ostrożnie. 
Kim: Zadzwonię jak tylko dojadę. Pa.
Chris: Pa!

Wyściskali się na pożegnanie, spakowali walizki i wsiedli do samochodu. Rozmawiali jeszcze przez krótką chwilę przez otwarte okno przesyłając sobie serdeczności, dopóki Sean nie odpalił silnika. Stary Dodge Charger zagłuszył możliwość dalszej konwersacji. Sean zjechał z podjazdu na ulicę, wykręcił i ruszył z piskiem opon. Pozostali machali im na pożegnanie dopóki samochód nie skręcił na końcu ulicy i nie zniknął im całkowicie z pola widzenia. Chris odwróciła się i spojrzała na Gavina. Uśmiechnęła się pod nosem kiedy zobaczyła, że trzyma rączkę Amy. 
Gavin: Masz jakieś plany na dzisiaj?
Chris wzruszyła ramionami.
Chris: Nic konkretnego…
Gavin: Może wybierzesz się z nami na łyżwy?
Chirs: Obawiam się, że nie umiem jeździć…
Amy: Ja też nie umiałam, ale Gavin mnie nauczył. Teraz robię nawet piruety!
Chris: Wow! Umiesz piruety? 
Amy spróbowała zaprezentować co nieco ze swoich umiejętności, co tylko wywołało pobłażliwy uśmiech na ich twarzach. 
Amy rozczarowana: Na łyżwach wychodzi mi lepiej. 
Chris: Chyba muszę zobaczyć to na własne oczy. 
Amy radośnie: Ty też będziesz tak umieć! Gavin Ciebie nauczy, prawda? 
Spojrzała wyczekująco na Gavina.  
Gavin: Oczywiście, jak widać jestem świetnym nauczycielem. 
Chris: Na początek wystarczy jak tylko popatrzę… 
Amy podskoczył z radości i chwyciła ją za rękę. Nie było już możliwości odwrotu.  


Previous // Next

Po dłuższym jęczeniu oraz namowom Chris, Kimberly w końcu odpuściła i postanowiła udać się na święta do rodziców. Stali przed domkiem w pełnym blasku południowego słońca. Mróz lekko szczypał w policzki, ale panująca aura nie pozwała się tym zbytnio przejmować. 
Kim: Gdyby coś się działo, pamiętaj żeby dzwonić do mnie od razu.
Chris: Jasne, ale naprawdę wszystko jest ok. Baw się dobrze i pozdrów wszystkich ode mnie. 
Kim: Ok. Uważaj na siebie.
Chris: Ty też i jedźcie ostrożnie. 
Kim: Zadzwonię jak tylko dojadę. Pa.
Chris: Pa!

Wyściskali się na pożegnanie, spakowali walizki i wsiedli do samochodu. Rozmawiali jeszcze przez krótką chwilę przez otwarte okno przesyłając sobie serdeczności, dopóki Sean nie odpalił silnika. Stary Dodge Charger zagłuszył możliwość dalszej konwersacji. Sean zjechał z podjazdu na ulicę, wykręcił i ruszył z piskiem opon. Pozostali machali im na pożegnanie dopóki samochód nie skręcił na końcu ulicy i nie zniknął im całkowicie z pola widzenia. Chris odwróciła się i spojrzała na Gavina. Uśmiechnęła się pod nosem kiedy zobaczyła, że trzyma rączkę Amy. 
Gavin: Masz jakieś plany na dzisiaj?
Chris wzruszyła ramionami.
Chris: Nic konkretnego…
Gavin: Może wybierzesz się z nami na łyżwy?
Chirs: Obawiam się, że nie umiem jeździć…
Amy: Ja też nie umiałam, ale Gavin mnie nauczył. Teraz robię nawet piruety!
Chris: Wow! Umiesz piruety? 
Amy spróbowała zaprezentować co nieco ze swoich umiejętności, co tylko wywołało pobłażliwy uśmiech na ich twarzach. 
Amy rozczarowana: Na łyżwach wychodzi mi lepiej. 
Chris: Chyba muszę zobaczyć to na własne oczy. 
Amy radośnie: Ty też będziesz tak umieć! Gavin Ciebie nauczy, prawda? 
Spojrzała wyczekująco na Gavina.  
Gavin: Oczywiście, jak widać jestem świetnym nauczycielem. 
Chris: Na początek wystarczy jak tylko popatrzę… 
Amy podskoczył z radości i chwyciła ją za rękę. Nie było już możliwości odwrotu.  


Previous // Next